Marsz Wyzwolenia Zwierząt: Konformizmu naszego powszedniego
Pierwszego listopada miliony ludzi zapalą znicze i pochylą się nad śmiercią bliskich. Tymczasem śmierć miliardów zwierząt nie wywołuje podobnej refleksji. Ich ciała trafiają na talerze, stają się ubraniami i trofeami. Bo tradycja, bo przyzwyczajenie, bo tak było zawsze. Konformizm pozwala nam nie dostrzegać przemocy, w której codziennie uczestniczymy. Czy potrafimy zakwestionować zwyczaje, za które inne istoty płacą życiem?
Pierwszego listopada ruszymy na cmentarze. Znicze, kwiaty, wspominanie zmarłych. Dla jednych będzie to przeżycie religijne, dla innych osobisty sposób pamiętania o bliskich. Będą też tacy, którzy pójdą przede wszystkim z przyzwyczajenia. Bo tradycja, bo tak wypada, bo wszyscy idą. Wśród nich nie zabraknie osób areligijnych, a nawet zdecydowanie antyreligijnych, które na co dzień z Kościołem i jego nauczaniem nie chcą mieć nic wspólnego.
Samo odwiedzanie grobów nie ma oczywiście nic wspólnego z wyznawaną religią. Można odrzucać Kościół i nadal potrzebować tego jednego dnia spędzonego na cmentarzu. Zastanawia jednak, jak często przyzwyczajenie zastępuje nam namysł nad własnym postępowaniem. Jak wiele rzeczy robimy tylko dlatego, że tak się przyjęło. I jak niechętnie poddajemy je krytycznej refleksji.
Ten sam konformizm pozwala nam od pokoleń pielęgnować inne tradycje. Niektóre znacznie starsze, inne całkiem niedawno wymyślone, ale wszystkie odpowiednio przyswojone. Takie, których nikt już nie musi uzasadniać, bo przecież zawsze tak było. Nawet jeśli ich konsekwencją jest czyjaś krzywda.
Co roku miliardy zwierząt są więzione, eksploatowane, okaleczane i zabijane. Dla smaku, dla fikuśnego wdzianka, dla rozrywki. Z powodów tak błahych, że aż trudno uwierzyć, jak skutecznie nauczyliśmy się usprawiedliwiać nimi ogrom cierpienia. I jak łatwo przychodzi nam odwracanie wzroku, szczególnie gdy rezygnacja z udziału w tej przemocy wymagałaby zmiany własnych przyzwyczajeń.
Śmierć zwierząt stała się czymś zwyczajnym. Tak zwyczajnym, że właściwie przestaliśmy ją dostrzegać. Martwe ciało na talerzu nie budzi szczególnej refleksji. Skóra zdarta z czyjegoś ciała uchodzi za elegancki dodatek. Polowanie wręcz za ochronę środowiska, a wykorzystywanie zwierząt dla rozrywki za element naszej kultury. Nauczyliśmy się mówić o tym wszystkim w sposób, który skutecznie usuwa z pola widzenia same zwierzęta.
Można oczywiście powiedzieć, że przesadzamy. Że tak wygląda świat, że nie da się wszystkiego zmienić, że ludzie od zawsze zabijali zwierzęta. Tyle że historia ludzkości pełna jest praktyk, których dziś nie odważylibyśmy się usprawiedliwiać samym faktem ich wielowiekowego istnienia. Tradycja nie jest żadnym argumentem moralnym. To, że coś robiono przez setki lat, nie oznacza, że należy robić to nadal.
Naszym celem, celem ruchu na rzecz wyzwolenia zwierząt, jest wciskanie łomu w szczeliny tego systemu. Nie interesuje nas konserwowanie zmurszałych zwyczajów ani szukanie kolejnych usprawiedliwień dla przemocy. Chcemy podważać to, co większość uznaje za oczywiste. Przeszkadzać w spokojnym konsumowaniu cudzej krzywdy. Zadawać niewygodne pytania, szczególnie tam, gdzie wszyscy przyzwyczaili się już do milczenia.
Nie oczekujemy, że będzie to wygodne czy popularne. Kwestionowanie własnych przyzwyczajeń rzadko bywa przyjemne, a kwestionowanie cudzych zwykle spotyka się z oporem. Zwłaszcza gdy przypominamy, że za produktami, które tak chętnie kupujemy, za rozrywkami, z których korzystamy, i tradycjami, których bronimy, stoją konkretne, czujące istoty. Każda z własnym życiem, którego nikt nie miał prawa jej odbierać.
Pierwszego listopada będziemy wspominać zmarłych. W Polsce miliony zniczy zapłoną ku pamięci tych, których już nie ma. Tymczasem śmierć niezliczonych zwierząt nie doczeka się podobnej zadumy. Nie będzie grobów, kwiatów ani zniczy. Ich życia zostaną sprowadzone do kilogramów mięsa, litrów mleka, futrzanych kołnierzy i myśliwskich trofeów.
Niektóre z tych zwierząt nawet się jeszcze nie urodziły. A jednak już dziś wiemy, jaki los im zgotowano. Wiemy też, że zdecydowana większość ludzi przejdzie nad tym do porządku dziennego, bo przecież tak było zawsze.
Zwierzęta nie potrzebują od nas pośmiertnych zaszczytów. Potrzebują, żebyśmy przestali je zabijać. Nie, potrzebują, żebyśmy przestali je sprowadzać na świat po to, by po krótszym lub dłuższym czasie, w mniejszym lub większym złostanie, zostały zarżnięte.
Marsz Wyzwolenia Zwierząt to odbywająca się raz w roku największa tego typu akcja uliczna w Polsce, będąca odważną manifestacją na rzecz uznania praw wszystkich istot czujących i głośno sprzeciwiającą się ich uciskowi.
Marsz Wyzwolenia Zwierząt (MWZ) to także kolektyw, w skład którego wchodzą osoby działające dla zwierząt i na rzecz uznania ich praw. Działające także, a właściwie przede wszystkim, pomiędzy Marszami.
Chcesz wesprzeć działania Kolektywu MWZ? Chcesz aktywnie współtworzyć przyszłoroczny Marsz? Odezwij się mailowo ([email protected]), na FB lub Instagramie. Zwierzęta potrzebują różnorodnych działań, zarówno online, jak i w realu.
Źródło: Fundacja "W Imię Zwierząt"
Dodaj informację do portalu ngo.pl!
Czekamy na Twój artykuł, komentarz, wywiad czy relację. Dotrzyj ze swoją informacją do tysięcy osób, które czytają ngo.pl.
-
Dorota Setniewska, ngo.pl
-
Stowarzyszenie Nowoczesnej Edukacji Prawnej
-
Ela Bajda, Stowarzyszenie Miłosierdzia św. Wincentego à Paulo w Sopocie
-
Dorota Setniewska, ngo.pl