Ma wiele imion i form
Mowa nienawiści, wykluczenie, stygmatyzowanie. Wydaje się, że to zjawiska odległe dla III sektora. Wiele razy słyszy się: nas to nie dotyczy, my z tym walczymy… To prawda. Walczymy. Prawdą jest też to, że większość z nas nadal nie potrafi jej rozpoznać.
Nienawiść nie zawsze krzyczy. Czasem mówi spokojnie i udaje rozsądek
Mowa nienawiści rzadko zaczyna się od otwartej groźby. Częściej przychodzi niepozornie - jako żart, komentarz, sugestia, "niewinne pytanie", udostępniony mem albo zdanie rozpoczynające się od słów: "Nie mam nic przeciwko, ale…".
Nie każda krytyka jest mową nienawiści. Nie każda ostra wypowiedź nią jest. Wolność słowa obejmuje również prawo do oceniania, sprzeciwiania się, polemizowania i wyrażania niepopularnych poglądów.
Granica zostaje jednak przekroczona wtedy, gdy przestajemy rozmawiać o zachowaniu konkretnej osoby, a zaczynamy odmawiać wartości całej grupie ludzi - ze względu na ich pochodzenie, narodowość, religię, płeć, orientację, wiek, niepełnosprawność, stan zdrowia czy sytuację społeczną.
Mowa nienawiści nie opisuje rzeczywistości. Ona ją zatruwa
Najpierw zmienia człowieka w etykietę. Potem etykietę w zagrożenie. Na końcu przekonuje, że wobec takiego "zagrożenia" można pozwolić sobie na więcej.
Nienawiść bezpośrednia - atak, którego nie trzeba tłumaczyć
To najbardziej widoczna forma mowy nienawiści: wyzwiska, poniżanie, życzenie śmierci, nawoływanie do przemocy albo usunięcia określonej grupy z przestrzeni publicznej.
Pod informacją o otwarciu ośrodka wsparcia ktoś pisze:
"Takich ludzi powinno się izolować, a nie jeszcze im pomagać".
Pod zdjęciem osoby z niepełnosprawnością pojawia się komentarz:
"Po co pokazujecie kogoś takiego? Normalni ludzie nie chcą na to patrzeć".
Pod materiałem dotyczącym uchodźców ktoś dodaje:
"Trzeba ich wszystkich zapakować i wyrzucić za granicę".
W tych zdaniach nie ma argumentu. Nie ma próby rozmowy. Jest za to komunikat: "Nie jesteś jednym z nas. Nie zasługujesz na miejsce, pomoc ani szacunek".
Odczłowieczanie - pierwszy krok do usprawiedliwienia przemocy
Jedną z najgroźniejszych form mowy nienawiści jest odbieranie ludziom cech ludzkich. Określanie ich jako "robactwa", "zarazy", "brudu", "pasożytów", "chwastów" czy "plagi".
To nie są przypadkowe słowa. Jeśli człowieka nazwie się "robakiem", znacznie łatwiej zaakceptować jego krzywdę. Jeśli grupę przedstawi się jako "zarazę", jej wykluczenie zaczyna być opisywane nie jako przemoc, lecz jako rzekome "oczyszczanie" społeczeństwa.
Ktoś publikuje wpis:
"Ta zaraza rozlewa się już po całym mieście. Trzeba z tym zrobić porządek".
Nie wskazuje, co konkretnie zrobiła jakakolwiek osoba. Nie przedstawia faktów. Tworzy jednak obraz całej grupy jako choroby, którą należy usunąć.
Historia wielokrotnie pokazała, że przed przemocą fizyczną często pojawia się przemoc języka. Najpierw ludzie stają się "gorsi". Później "niepożądani". Następnie ktoś zaczyna pytać, czy rzeczywiście przysługują im takie same prawa.
Stereotypizacja - jeden człowiek ma odpowiadać za wszystkich
Stereotyp odbiera człowiekowi indywidualność. Nie pyta, kim jest. Z góry przypisuje mu cechy na podstawie przynależności do określonej grupy.
"Wiadomo, oni wszyscy są agresywni".
"Takie kobiety zawsze kłamią".
"Osoby z zaburzeniami psychicznymi są niebezpieczne".
"Bezdomni sami wybrali takie życie".
"Niepełnosprawni tylko wyciągają ręce po pieniądze".
Sformułowania "oni wszyscy", "każdy z nich", "tacy ludzie zawsze" powinny zapalać czerwoną lampkę. Pozwalają zamienić pojedynczy przypadek - prawdziwy, zmanipulowany lub całkowicie zmyślony - w oskarżenie wobec tysięcy ludzi.
Wyobraźmy sobie, że jeden cudzoziemiec zostaje zatrzymany za przestępstwo. Informacja natychmiast zaczyna krążyć w mediach społecznościowych. W komentarzach nie mówi się już o odpowiedzialności konkretnego sprawcy. Pojawiają się pytania: "Ilu jeszcze takich tu jest?", "Dlaczego wpuszczamy przestępców?", "Kiedy ktoś zrobi z nimi porządek?".
Jedna osoba popełniła czyn. Oskarżona została cała grupa.
Nienawiść w przebraniu żartu
"Nie można się już z niczego śmiać" - to jedno z najczęstszych usprawiedliwień.
Humor może obnażać absurdy, rozładowywać napięcie i uderzać w ludzi posiadających władzę. Może też służyć jako wygodne opakowanie dla pogardy. Autor obraźliwego mema zawsze może powiedzieć: "Przecież to tylko żart". Osoba dotknięta przekazem ma natomiast do wyboru milczenie albo usłyszenie, że "nie ma dystansu".
W grupie pracowników pojawia się przerobione zdjęcie kolegi poruszającego się o kulach. Podpis sugeruje, że człowiek ten symuluje chorobę, aby nie pracować. Kilka osób reaguje śmiejącymi się emotikonami. Nikt nie grozi mu wprost. Nikt go formalnie nie zwalnia. Następnego dnia jednak wie już, że jego zdrowie stało się wspólną rozrywką.
Żart nie przestaje krzywdzić tylko dlatego, że krzywdzący dobrze się bawił.
"Ja tylko pytam" - nienawiść zaszyta w sugestii
Nie każda mowa nienawiści używa wulgaryzmów. Bywa napisana poprawnym językiem, spokojnym tonem i zakończona znakiem zapytania.
"Czy osoby z taką chorobą powinny mieć prawo wychowywać dzieci?"
"Czy naprawdę bezpiecznie jest zatrudniać kogoś takiego?"
"Czy ich religia nie każe im przypadkiem nienawidzić nas wszystkich?"
"Skoro była ofiarą przemocy, to dlaczego wcześniej nie odeszła?"
Autor może później przekonywać, że jedynie rozpoczął dyskusję. Jednak pytanie, w którym ukryto nieprawdziwe założenie, potrafi działać jak oskarżenie. Zasiewa podejrzliwość, nawet jeśli nie przedstawiono żadnych dowodów.
To szczególnie skuteczna metoda rozpowszechniania uprzedzeń. Nie trzeba stwierdzać, że jakaś grupa jest niebezpieczna. Wystarczy wielokrotnie pytać, czy przypadkiem nie jest.
Obwinianie ofiary
Ta forma przemocy językowej przenosi odpowiedzialność ze sprawcy na osobę skrzywdzoną.
"Po co tam szła?"
"Jak się tak ubierała, to czego się spodziewała?"
"Jeśli naprawdę było tak źle, mogła odejść".
"Skoro została oszukana, widocznie była naiwna".
"Jeżeli ludzie ciągle ją atakują, może sama ich prowokuje".
Takie słowa nie tylko ranią konkretną osobę. Wysyłają też ostrzeżenie do innych: jeśli opowiecie o swojej krzywdzie, najpierw to wy zostaniecie przesłuchani przez internetowy trybunał.
W efekcie ofiary milczą, sprawcy czują się bezpieczniej, a otoczenie może nadal udawać, że problem nie istnieje.
Nienawiść przez wykluczenie
Czasami nie pada żadne wyzwisko. Pojawia się natomiast żądanie, aby określona grupa zniknęła z widoku.
"Niech sobie żyją, ale niech się z tym nie pokazują".
"Nie mam nic przeciwko osobom z niepełnosprawnościami, ale to nie jest miejsce dla nich".
"Mogą tu mieszkać, tylko niech nie domagają się swoich zwyczajów".
"Pomagać można, ale nie naszym kosztem".
To pozornie umiarkowany język. W rzeczywistości zawiera warunkową zgodę na istnienie drugiego człowieka: możesz być sobą, dopóki pozostajesz niewidoczny, milczący i nie oczekujesz równych praw.
Wykluczenie nie zawsze polega na zamknięciu drzwi. Czasem polega na stworzeniu tak wrogiej atmosfery, aby człowiek sam bał się przez nie przejść.
Nienawiść oparta na fałszywych informacjach
Dezinformacja staje się szczególnie niebezpieczna, gdy trafia na istniejące uprzedzenia.
W sieci pojawia się zdjęcie grupy ludzi stojących przed urzędem. Podpis głosi, że "cudzoziemcy odbierają Polakom mieszkania". Nie ma źródła, daty ani informacji, gdzie wykonano fotografię. Mimo to post zostaje udostępniony setki razy.
Ktoś dopisuje:
"A potem nasze dzieci nie mają gdzie mieszkać".
Ktoś inny:
"To już nie jest nasz kraj".
Nikt nie sprawdza, że fotografia pochodzi sprzed kilku lat, została wykonana w innym państwie i przedstawia zupełnie inne wydarzenie. Fałsz spełnił swoje zadanie - wzbudził lęk, wskazał wroga i dał odbiorcom poczucie, że gniew jest uzasadniony.
Mowa nienawiści bardzo lubi liczby bez źródeł, zdjęcia bez kontekstu oraz historie zaczynające się od słów: "Znajomy mojego znajomego widział…".
Nękanie zbiorowe - kiedy setki osób atakują jednego człowieka
Internet pozwala zamienić pojedynczy komentarz w masowy atak.
Młoda kobieta opisuje swoje doświadczenie dyskryminacji. Popularny profil publikuje fragment jej wypowiedzi z ironicznym komentarzem. W ciągu kilku godzin otrzymuje setki wiadomości. Jedni wyśmiewają jej wygląd. Inni próbują ustalić miejsce pracy. Ktoś publikuje zdjęcie jej domu. Ktoś inny pisze: "Warto byłoby ją odwiedzić i nauczyć rozumu".
Każdy uczestnik ataku może twierdzić, że napisał tylko jedno zdanie. Dla osoby atakowanej nie jest to jednak jedno zdanie. To setki powiadomień, strach przed wyjściem z domu, bezsenność i niepewność, czy internetowa agresja nie przeniesie się do rzeczywistości.
Tłum nie traci odpowiedzialności tylko dlatego, że składa się z pojedynczych kont.
Nienawiść zakodowana
Współczesna mowa nienawiści często unika słów, które mogłyby zostać łatwo rozpoznane lub usunięte. Posługuje się symbolami, skrótami, emotikonami, przezwiskami oraz hasłami zrozumiałymi dla określonego środowiska.
Dla przypadkowego odbiorcy komentarz może wyglądać niewinnie. Osoba należąca do atakowanej grupy doskonale jednak wie, co oznacza. Wie również, że autor wie.
Taki kod pozwala jednocześnie obrażać i zaprzeczać:
"Przecież nie napisałem niczego złego".
To mechanizm przypominający gwizdek słyszalny tylko dla części odbiorców. Jednym wysyła sygnał do ataku, przed innymi zachowuje pozory neutralności.
Nienawiść instytucjonalna i codzienna
Nie każda krzywda powstaje pod anonimowym postem. Czasem wypowiada ją nauczyciel, urzędnik, przełożony, lekarz albo osoba, od której zależy dostęp do pomocy.
Osoba w kryzysie psychicznym słyszy:
"Niech się pani weźmie w garść. Inni mają gorzej".
Kobieta zgłaszająca przemoc:
"Może mąż miał powód, żeby się zdenerwować?".
Osoba po odbyciu kary:
"Takich jak pan nikt uczciwy nie zatrudni".
Matka dziecka z niepełnosprawnością:
"Nie może pani oczekiwać, że wszyscy będą się do was dostosowywać".
Takie słowa mają szczególną siłę, ponieważ wypowiada je ktoś posiadający władzę, autorytet albo kontrolę nad dostępem do wsparcia. Człowiek nie otrzymuje wówczas jedynie obraźliwego komentarza. Otrzymuje komunikat, że system nie został zbudowany również dla niego.
Słowa przygotowują grunt
Mowa nienawiści nie musi natychmiast prowadzić do przestępstwa, aby była niebezpieczna. Jej pierwszym skutkiem jest przesuwanie granic tego, co społecznie akceptowalne.
Wczoraj określone zdanie wywoływało sprzeciw. Dzisiaj zdobywa setki polubień. Jutro ktoś powtórzy je w miejscu pracy, szkole lub urzędzie. Pojutrze kolejna osoba uzna, że skoro wszyscy tak mówią, można również tak postępować.
W ten sposób język tworzy przyzwolenie. Pogarda staje się opinią. Wykluczenie - rozsądkiem. Dyskryminacja - obroną porządku. Przemoc - rzekomą koniecznością.
Najgroźniejsze nie jest więc tylko to, że ktoś nienawidzi. Najgroźniejsze jest to, że inni zaczynają traktować tę nienawiść jak coś zwyczajnego.
Reagowanie nie jest przewrażliwieniem
Sprzeciw wobec mowy nienawiści nie oznacza zakazu dyskusji. Przeciwnie - oznacza obronę warunków, w których dyskusja w ogóle jest możliwa.
Możemy spierać się o działania, decyzje, poglądy i odpowiedzialność. Nie musimy jednak odbierać drugiemu człowiekowi godności. Możemy krytykować konkretny czyn bez oskarżania całej grupy. Możemy mówić stanowczo bez odczłowieczania. Możemy nie zgadzać się ze sobą bez tworzenia atmosfery, w której ktoś zaczyna bać się o własne bezpieczeństwo.
Reakcja może oznaczać zgłoszenie komentarza, zabezpieczenie dowodów, wsparcie osoby atakowanej, sprostowanie fałszywej informacji albo proste zdanie: "Nie zgadzam się na taki sposób mówienia o ludziach".
Milczenie również jest komunikatem. Dla osoby atakowanej może oznaczać: "Jesteś sama". Dla sprawcy: "Możesz mówić dalej".
Nie chodzi o to, aby wszyscy myśleli tak samo. Chodzi o to, aby nikt nie musiał udowadniać, że zasługuje na szacunek tylko dlatego, że jest człowiekiem.
Stowarzyszenie Inicjatywa Obywatelska Pro Civium realizuje zadanie pod nazwą "Nie Wykluczam - Szanuję i Wspieram", sfinansowane przez Fundusz Nieobojętnych im. Mariana Turskiego.
Dodaj informację do portalu ngo.pl!
Czekamy na Twój artykuł, komentarz, wywiad czy relację. Dotrzyj ze swoją informacją do tysięcy osób, które czytają ngo.pl.
-
●Dorota Setniewska, ngo.pl
-
●Anna Mucha, Stowarzyszenie MOST
-
●Anna Mucha, Stowarzyszenie MOST
-
●Iwona Danilewicz