Kto podtrzyma życie miejscowości, kiedy zmienia się jej demografia? [komentarz]
W analizie poświęconej depopulacji Polski prof. Przemysław Śleszyński wskazuje na konieczność przygotowania samorządów na spadek liczby mieszkańców i zmiany potrzeb starzejących się społeczności. Dostosowanie usług i infrastruktury staje się koniecznością. Nie rozstrzyga to jednak, kto ma decydować o kierunku zmian ani kto poniesie ich koszty. Właśnie w tej dyskusji potrzebne są organizacje pozarządowe.
W raporcie „Uwarunkowania i skutki depopulacji Polski”, opublikowanej przez Centrum Ekspertyzy Lokalnej Fundacji Rozwoju Demokracji Lokalnej, prof. Przemysław Śleszyński podważa założenie, że każda gmina może oprzeć przyszłość na wzroście liczby mieszkańców. Pokazuje koncentrację ludności w kilku największych aglomeracjach i ich otoczeniu, odpływ z wielu pozostałych obszarów oraz postępujące starzenie się populacji. Ostrzega również przed uniwersalnymi receptami. Rozwój turystyki, przyciąganie osób wykonujących zawody kreatywne czy oferta dla seniorów mogą mieć znaczenie w określonych miejscach. Nie rozwiążą jednak problemów wszystkich gmin. Pozyskanie nowych mieszkańców bywa zresztą sukcesem osiągniętym kosztem sąsiadów. W skali większego obszaru oznacza wtedy przesunięcie ludności, a nie odwrócenie niekorzystnego trendu.
Ważnym wnioskiem raportu jest potrzeba dostosowania infrastruktury i usług do rzeczywistych warunków demograficznych. Autor wyraźnie odróżnia akceptację zmian od kapitulacji. Miejscowość, której mieszkańców ubywa, nadal (może nawet szczególnie wtedy) potrzebuje polityki rozwoju. W tym miejscu zaczyna się jednak spór, którego nie można pozostawić wyłącznie ekspertom od finansów i organizacji administracji. Dostosowanie oznacza decyzje o dostępności usług, sposobie korzystania z przestrzeni i podziale publicznych pieniędzy. Dotyczy również tego, ile dodatkowej pracy będą musieli wykonać mieszkańcy, ich rodziny i sąsiedzi.
Sama diagnoza demograficzna nie daje nikomu mandatu do przesądzenia tych wyborów bez udziału zainteresowanych społeczności.
Ograniczenie liczby placówek może obniżyć wydatki instytucji, a jednocześnie zwiększyć czas i koszt dojazdów. Przeniesienie usługi do internetu może ułatwić dostęp części mieszkańców, a innym stworzyć nową barierę. Ograniczenie połączeń autobusowych może oznaczać, że tańsze funkcjonowanie jednego systemu zostanie okupione większym obciążeniem rodzin dowożących bliskich.
Takie rozwiązania wymagają porównania wariantów i oceny skutków. Nie wystarczy policzyć oszczędności po stronie instytucji. Trzeba również ustalić, na kogo przenosimy koszty i czy ta osoba jest w stanie je ponieść.
Organizacje pozarządowe powinny uczestniczyć właśnie na tym etapie: rozpoznawania problemu, ustalania priorytetów i wyboru rozwiązania. Ich roli nie można sprowadzać do znalezienia najtańszego sposobu wykonania gotowego zadania.
Organizacja zaproszona dopiero do konkursu może zrealizować usługę, ale nie ma już wpływu na to, czy wybrano właściwą usługę i właściwych odbiorców.
To istotne zwłaszcza wobec opisanych w raporcie ograniczeń statystyki ludności. Rozbieżności między ewidencją a rzeczywistym zamieszkiwaniem utrudniają planowanie. Nawet poprawne dane o liczbie i wieku mieszkańców nie pokazują jednak, kto nie może dotrzeć do przychodni, kto sprawuje opiekę nad bliskim i kto zrezygnował z udziału w życiu miejscowości z powodu trudności transportowych.
Organizacje mogą tę wiedzę uzupełniać, pod warunkiem że wyjdą poza własne środowisko. Ankieta internetowa i rozmowy z uczestnikami zajęć nie wystarczą do rozpoznania potrzeb osób, które nie korzystają z internetu i nie przychodzą na spotkania. Potrzebne są różne sposoby docierania do mieszkańców oraz uczciwe wskazanie, czyjego doświadczenia nadal nie znamy.
Bliskość organizacji wobec ludzi nie jest automatyczną gwarancją reprezentatywności. Aktywne stowarzyszenie może dobrze znać potrzeby swoich członków, a przeoczyć problemy pozostałych. Dlatego udział organizacji społecznych w podejmowaniu decyzji powinien poszerzać debatę, a nie zastępować ją głosem kolejnej wąskiej grupy.
Przykład Osiedla Wilga, leśnej miejscowości w gminie Wilga na Mazowszu, pokazuje, jak wiele uwarunkowań trzeba uwzględnić jednocześnie. Łączą się tu stałe zamieszkiwanie i użytkowanie sezonowe, obecność długoletnich mieszkańców i osób przeprowadzających się z miasta. Rozproszona zabudowa zwiększa znaczenie transportu oraz usług położonych poza miejscowością. Nie jest to samo w sobie dowód depopulacji. Jest natomiast argumentem przeciwko planowaniu na podstawie jednej liczby mieszkańców i jednego wyobrażenia o ich potrzebach.
Na te uwarunkowania nakłada się niepewność przestrzenna. W Osiedlu Wilga dyskusja o planie ogólnym dotyczy przyszłych możliwości zabudowy poszczególnych działek na, zaprojektowanym niemal 100 lat temu, terenie ujętym jako spójne założenie urbanistyczne w gminnej ewidencji zabytków. Powstaje pytanie o zachowanie spójności tego obszaru i przewidywalność warunków jego dalszego funkcjonowania.
Nie chodzi o wyprowadzanie z wpisu do ewidencji prawa do jednakowego zagospodarowania wszystkich nieruchomości. Istotne jest coś innego: mieszkańcy potrzebują czytelnego uzasadnienia kierunku zmian i możliwości oceny ich łącznych skutków dla miejscowości. Trudno rozmawiać o długofalowym rozwoju społeczności w oderwaniu od decyzji, które określą przyszły sposób użytkowania jej przestrzeni.
To również pole działania organizacji: domaganie się zrozumiałej diagnozy, przedstawiania wariantów i oceny konsekwencji. Przypominanie, że za podziałem na działki i strefy stoi funkcjonująca miejscowość, której transport, usługi, przyroda i relacje społeczne tworzą powiązaną całość.
Raport zwraca ponadto uwagę na starzenie się stref podmiejskich. Napływ ludności nie usuwa zatem potrzeby dostosowania usług. Osoby przeprowadzające się poza miasto również będą się starzeć. Dom i otoczenie odpowiadające potrzebom samodzielnego, zmotoryzowanego mieszkańca mogą z czasem stać się trudne do utrzymania i użytkowania.
Organizacje mogą pomagać rozpoznawać te zmiany i sprawdzać rozwiązania: dostępne blisko domu działania edukacyjne, wsparcie cyfrowe, pomoc w codziennym funkcjonowaniu czy sposoby docierania do osób izolowanych. Trzeba jednak unikać utożsamiania starzenia się wyłącznie z rosnącym zapotrzebowaniem na opiekę.
Edukacja dorosłych ma tu własne zadanie. Może rozwijać umiejętności potrzebne do korzystania z usług i współdecydowania o lokalnych sprawach. Pozwala też wykorzystać wiedzę mieszkańców, którzy są gotowi uczyć innych, prowadzić działania i organizować współpracę. W takim kontekście mieści się kierunek rozwijanego na Osiedlu Wilga Wilżańskiego Uniwersytetu Ludowego: łączenie edukacji z przyrodą, kulturą i dziedzictwem miejsca oraz udziałem różnych grup mieszkańców.
O wartości takich inicjatyw nie rozstrzyga sama liczba wydarzeń. Ważniejsze jest to, czy oferta dociera do osób dotychczas nieuczestniczących, czy rozwija ich samodzielność i czy poszerza grono współtwórców. Nie ma podstaw, by automatycznie przypisywać tym działaniom wpływ na liczbę mieszkańców. Ich znaczenie można wykazać bliżej codziennego życia.
Opisane w raporcie osłabienie lokalnego popytu i wzrost kosztów jednostkowych stawiają jednak granice również przed organizacjami. Dotyczy to także ekonomii społecznej. Potrzeba usługi nie oznacza, że jej odbiorca może za nią zapłacić. Rozproszenie domów zwiększa koszty dojazdów, a niewielka liczba zleceń może utrudniać utrzymanie pracownika.
Nie można zakładać, że forma społeczna przedsięwzięcia usunie te trudności. Potrzebne są kompetencje, finansowanie i organizacja zapewniająca ciągłość. Grant na uruchomienie usługi jest dopiero początkiem, a nie dowodem jej trwałości.
Nie można wymagać od organizacji ciągłości odpowiedzialności, zapewniając im wyłącznie ciągłość ubiegania się o kolejne dotacje.
Jeżeli usługa ma być dostępna regularnie, jej koszt obejmuje również koordynację, dojazdy, zastępstwa, przygotowanie pracowników i utrzymanie miejsca działania. Pomijanie tych wydatków nie sprawia, że przestają istnieć. Ktoś pokrywa je własnym czasem, prywatnymi środkami albo pracą wykonywaną kosztem odpoczynku i innych zobowiązań.
Przyjmowanie zaniżonych kosztów może pozwolić rozliczyć projekt. Nie zapewnia, że za rok będzie komu odebrać telefon od osoby potrzebującej pomocy.
Wolontariat jest ważnym zasobem, ale także podlega ograniczeniom demograficznym. Osoby zaangażowane społecznie starzeją się, chorują, podejmują opiekę nad bliskimi. Organizacje mogą mieć trudności z sukcesją i pozyskiwaniem nowych współpracowników. Założenie, że będą przejmować coraz więcej zadań przy tych samych zasobach, jest równie nierealistyczne jak prognozowanie nieograniczonego wzrostu każdej gminy.
Dlatego finansowanie pracy koordynatorów, rozwój zespołów i wsparcie instytucjonalne powinny być rozpatrywane jako koszty zapewnienia ciągłości działania. W mniejszych miejscowościach potrzebna może być współpraca kilku organizacji i samorządów, wspólne korzystanie ze specjalistycznych kompetencji czy organizowanie usług ponad granicami jednej gminy.
Nie każda lokalna potrzeba uzasadnia tworzenie odrębnej instytucji. Nie każdą też da się zaspokoić okazjonalną inicjatywą mieszkańców. Wybór rozwiązania wymaga oceny skali, kosztów i warunków dostępności, a następnie przypisania odpowiedzialności za jego utrzymanie.
Z raportu prof.Śleszyńskiego wynika potrzeba odejścia od automatycznego utożsamiania rozwoju ze wzrostem liczby ludności. Warto pójść krok dalej: również ocenę współpracy z organizacjami trzeba uwolnić od prostego liczenia projektów, wydarzeń i uczestników.
Znaczenie ma to, czy mieszkańcy rzeczywiście uzyskują dostęp do potrzebnego wsparcia, czy mogą wpływać na decyzje i czy rozwiązania przetrwają zakończenie finansowania jednego przedsięwzięcia.
Zmiany demograficzne nie uzasadniają wycofywania odpowiedzialności publicznej. Wymuszają jej lepsze zorganizowanie. Organizacje pozarządowe mogą wnieść do tego procesu wiedzę, zdolność działania i społeczną kontrolę decyzji. Potrzebują jednak wpływu na kierunek zmian oraz warunków do wykonania przyjętych zobowiązań.
Jeżeli mają jedynie łagodzić skutki decyzji, przy których ich zabrakło, i uzupełniać własną pracą niedoszacowane budżety, nie jest to partnerska odpowiedź na kryzys demograficzny. To przenoszenie jego kosztów na tych, którzy jeszcze są gotowi działać.
Raport można znaleźć tu: https://tiny.pl/p4m60mhyt
Źródło: https://tiny.pl/p4m60mhyt
Dodaj informację do portalu ngo.pl!
Czekamy na Twój artykuł, komentarz, wywiad czy relację. Dotrzyj ze swoją informacją do tysięcy osób, które czytają ngo.pl.
-
Dorota Setniewska, ngo.pl
-
Stowarzyszenie Nowoczesnej Edukacji Prawnej
-
Ela Bajda, Stowarzyszenie Miłosierdzia św. Wincentego à Paulo w Sopocie
-
Dorota Setniewska, ngo.pl