Kompres na zbolałą duszę. O wypaleniu i odzyskiwaniu mocy w trzecim sektorze
Zaangażowanie, odpowiedzialność i poczucie misji często sprawiają, że liderki i liderzy organizacji społecznych działają na granicy własnych zasobów. Ten tekst opowiada o wypaleniu, chronicznym stresie i cichym przeciążeniu w trzecim sektorze oraz o Grupach Mocy, które dają bezpieczną przestrzeń na zatrzymanie się, rozmowę i odzyskiwanie energii. Dla tych, którzy chcą działać dalej, ale nie kosztem siebie.
Nie tylko szkolenia. O potrzebie wsparcia
Liderzy i liderki organizacji pozarządowych działają z ogromnym zaangażowaniem, często przekraczając swoje granice. Z myślą o nich powstała nowa przestrzeń wsparcia – Grupy Mocy. Pomaga czasem bardziej niż kolejne szkolenie czy warsztat.
Grupy Mocy uruchomiła białostocka Fundacja Masz Moc, która podejmuje temat wypalenia i kryzysu wśród społeczników i społeczniczek. Jej prezeska Agnieszka Otapowicz, edukatorka, coachka, licencjonowana konsultantka siły i odporności psychicznej, przytacza badania Stowarzyszenia Klon/Jawor, z których wynika, że 38 proc. społeczników doświadcza wypalenia często lub bardzo często, a niemal połowa ma poczucie, że ich wysiłki nie przynoszą oczekiwanych efektów. Trzeci sektor osłabiają realne wyzwania: problemy wewnątrz organizacji, brak następców w zarządach, niskie zaangażowanie zespołów i konflikty.
Osoby działające społecznie potrzebują dziś nie tylko wiedzy i szkoleń, ale przede wszystkim bezpiecznej przestrzeni na rozmowę o trudnościach, wymianę doświadczeń i odbudowę energii
– uważa Agnieszka Otapowicz.
Gdy organizm walczy
Jan jest kompozytorem i dyrygentem, laureatem konkursów kompozytorskich o randze ogólnopolskiej i międzynarodowej oraz wykładowcą Uniwersytetu Muzycznego Fryderyka Chopina – Filii w Białymstoku. Prowadzi również organizację pozarządową jako prezes Stowarzyszenia Miłośników Muzyki Chóralnej „Cantica Cantamus”. Opowiada o tych aspektach życia artystycznego, których nie widać w blasku sceny.
– W życiu artystycznym bardzo trudno wyznaczyć granice między pracą a życiem prywatnym. Tworzenie utworu nie jest pracą od ósmej do szesnastej – myśli cały czas krążą wokół dzieła, które powstaje. Praca kreatywna wypełnia właściwie całe życie.
Jak podkreśla, podobnie wygląda praca dyrygenta.
– To z jednej strony próby i koncerty, a z drugiej praca koncepcyjna: ustalanie repertuaru, planowanie programów koncertowych, koordynowanie działań zespołu. Każdy dyrygent jest nie tylko artystą stojącym przed chórem, ale także liderem i menedżerem – osobą odpowiedzialną za harmonogramy, projekty i organizację pracy.
Te role często nakładają się na siebie i szczelnie wypełniają codzienność.
– Kiedy praca zaczyna wdzierać się w czas odpoczynku i mamy poczucie, że jesteśmy w niej właściwie cały czas, pojawia się przemęczenie i przeciążenie. W moim przypadku znalezienie przestrzeni na odpoczynek, na work-life balance, a zwłaszcza na życie rodzinne, bywa szczególnie trudne. Są okresy spiętrzenia projektów, koncertów i pracy twórczej – i wtedy odbija się to na relacjach. Myślę, że właśnie tak dochodzi się do wypalenia. W świecie artystycznym często czujemy, że czas dla siebie i bliskich po prostu ucieka nam między palcami.
Co dzieje się w momentach skrajnego przeciążenia?
– Czasami organizm zaczyna walczyć o siebie i pojawia się choroba, która dosłownie zatrzymuje nas w łóżku – mówi Jan. – Niedawno miałem poprowadzić warsztaty na Podkarpaciu, ale plany pokrzyżowała nagła grypa. To są te momenty, kiedy ciało mówi „stop” i domaga się zatrzymania w szalonym pędzie.
Jak dodaje, takie przystanki są niezbędne.
Jeżeli sami ich nie zaplanujemy i nie zadbamy o czas na odpoczynek, regenerację i złapanie dystansu, prędzej czy później ciało zrobi to za nas.
Zapominamy o sobie
Podobne spostrzeżenia ma Kasia, działaczka jednej z organizacji na rzecz uchodźców, która przeciążenia pracą i wypalenia doświadczyła na własnej skórze. Zwierza się, jak wtedy się czuła:
– Na nic nie ma się siły. To, co wcześniej sprawiało radość, już nie cieszy. Zwykłe czynności, związane z codzienną pracą, zabierają dużo czasu i wymagają skupienia, energii i motywacji. Nawet najdrobniejsze zadania zdają się być zbyt trudne do wykonania. Znika energia do pracy i satysfakcja z jej wykonywania, wszystko zaczyna przytłaczać. Dominuje poczucie: nie mam na to siły.
Mówi też szerzej o przyczynach, które do wypalenia prowadzą:
– O dbaniu o siebie i o dobrostan osób zaangażowanych w działania społeczne mówi się od bardzo niedawna. Praca w organizacjach pozarządowych czy ruchach aktywistycznych jest zazwyczaj bardzo obciążająca psychicznie. Trudno traktować ją jak pracę „od–do”. Za zadaniami stoją konkretni ludzie, ich problemy i ich historie. W takiej sytuacji łatwo przekroczyć granice, zapomnieć o własnych potrzebach i o tym, żeby dbać o siebie.
W takiej sytuacji łatwo przekroczyć granice, zapomnieć o własnych potrzebach i o tym, żeby dbać o siebie.
Praca, która nie kończy się o 16:00
Do tego dochodzi kwestia niedofinansowania organizacji. Rzadko kiedy można liczyć na rozwiązania pozwalające na zatrudnienie osób, zajmujących się wyspecjalizowanymi zadaniami. Grantodawcy niechętnie patrzą na rozbudowane koszty personalne – nie chodzi nawet o wysokości stawek, ale o sam fakt zatrudniania dodatkowych osób.
W praktyce oznacza to, że jedna osoba w organizacji często zajmuje się wieloma zadaniami jednocześnie: koordynuje projekty, pisze wnioski, rozlicza dotacje i realizuje działania merytoryczne. Multitasking staje się normą. Łatwo wtedy o przeciążenie pracą.
Do wyzwań dochodzi także brak stabilizacji i przewidywalności. Funkcjonowanie projektowe oznacza nieustanną niepewność: dziś są środki, jutro projekt się kończy i nie wiadomo, czy pojawią się kolejne. Procesy grantowe wiążą się z konkurencją, a wynik naborów nigdy nie jest pewny – to kolejna warstwa stresu.
Mimo że organizacje pozarządowe są dziś silnie osadzone w polskich realiach, wciąż można spotkać się z przekonaniem, że pracują w nich wyłącznie wolontariusze. Tymczasem to normalne miejsca pracy, w których zatrudnia się kompetentne osoby, a ich wynagrodzenie powinno być adekwatne do wykonywanych zadań. Wypalenie dopada szybko, bo często pracujemy z osobami, grupami czy tematami wymagającymi ogromnego wsparcia emocjonalnego.
Jak podkreśla Kasia, o dodatkowym wsparciu psychologicznym czy superwizyjnym dopiero zaczyna się mówić – i nie zawsze jest ono dostępne, bo wiąże się z dodatkowymi kosztami.
– W moim przypadku nałożyła się zbyt duża ilość pracy, ciągłe działanie w bardzo stresującym kontekście, niepewność finansowa i odpowiedzialność za zespół. W pewnym momencie własne potrzeby zeszły na dalszy plan.
Zanim trafiła na Grupy Mocy, udało jej się stanąć na nogi dzięki odpoczynkowi i regeneracji. Spokojne bycie ze sobą, słuchanie własnych potrzeb, spanie wtedy, kiedy organizm tego potrzebuje, było kluczowe. Rozumiem, że nie każdy ma taką możliwość, ale bez zatrzymania i regeneracji bardzo trudno wrócić do równowagi.
75 proc. w stresie
Opowieści rozmówców znajdują potwierdzenie w badaniach, które przytacza Agnieszka Otapowicz. Wynika z nich, że liderzy i liderki organizacji działają z ogromnym zaangażowaniem – cechuje ich perfekcjonizm, gotowość do podejmowania nowych zadań oraz silne poczucie odpowiedzialności za misję organizacji, często niezależnie od trudnych warunków czy własnego zmęczenia.
Takie podejście ma jednak swoją cenę. Prowadzi do chronicznego stresu, poczucia nieskuteczności i wypalenia zawodowego.
Z badań dr Marzeny Cypryańskiej-Nezlek (SWPS, 2020) wynika, że aż 75 proc. osób działających w organizacjach doświadczało dużego lub bardzo dużego stresu. Niemal połowa badanych odczuwa presję, by pracować coraz więcej i osiągać coraz lepsze wyniki
Gdy zaangażowanie zaczyna kosztować
Uczestnicy badań wskazują również na biurokrację, bierność społeczną i trudne realia jako źródła frustracji. Prawie 40 proc. z nich ma poczucie, że ich wysiłki przypominają „walenie głową w mur”. Aż 38 proc. społeczników deklaruje, że doświadcza wypalenia często lub bardzo często, 9 proc. mówi o nim jako o codziennym doświadczeniu.
Wysoki poziom stresu współwystępuje z obniżoną satysfakcją z życia, gorszą samooceną oraz spadkiem poczucia sensu i celu. Mimo to liderzy i liderki wciąż pozostają gotowi do podejmowania kolejnych wyzwań: wspierają społeczności, realizują projekty, szukają funduszy. Coraz częściej robią to jednak kosztem własnych zasobów - zdrowia, energii i motywacji.
Właśnie z tej potrzeby zrodził się pomysł na Grupy Mocy – otwarte spotkania dla liderek i liderów organizacji społecznych z całej Polski, na stworzenie przestrzeni, w której można zatrzymać się, złapać oddech i odzyskać siły, zanim przeciążenie zamieni się w kryzys.
Efekt wow
Dla Kasi, z którą rozmawiamy, Grupy Mocy pojawiły się krótko po kryzysie – niemal przypadkiem.
– Nie do końca wiedziałam, czym są Grupy Mocy. Kojarzyły mi się z kręgami kobiecymi, czymś „magicznym”, co nie do końca było moje. Tymczasem okazało się, że to bardzo konkretna i potrzebna forma wsparcia – szczególnie w momentach, gdy mierzymy się z wyzwaniami i mamy poczucie, że jesteśmy z nimi same.
Jak podkreśla, Grupy Mocy nie są terapią grupową i nie wymagają długoterminowych zobowiązań.
– To raczej szybka pomoc wsparciowo-psychologiczna. Spotykamy się z osobami, których wcześniej nie znamy, ale które działają społecznie i mierzą się z podobnymi problemami. Dzięki temu bardzo szybko pojawia się poczucie zrozumienia i wspólnoty.
Kluczowa okazała się struktura spotkań i rola osoby prowadzącej.
– Łatwo było mówić o swoich wyzwaniach. Otrzymywane wsparcie było inne niż to od bliskich – oni często nie mają dystansu do naszych uwikłań. Tu pojawiały się nowe perspektywy i konkretne podpowiedzi. To poszerzało moje spojrzenie i pomagało zobaczyć sytuację inaczej. Wszystko działo się w atmosferze ogromnej życzliwości.
Najważniejsze przyszło jednak na końcu:
– To było jak kompres na serce i zbolałą duszę. Dla mnie to czysta magia. Nagle okazywało się, że nie jestem sama. Że inni też tak mają. Tworzyła się mądrość grupy - nawet jeśli spotykaliśmy się tylko kilka razy online. Każdy wnosił coś od siebie, wszyscy się uzupełniali. Nie było przypadków. Był efekt wow.
Podobnie doświadczenie Grup Mocy opisuje Jan, kompozytor i dyrygent:
Istotne jest to, że trafiają tam osoby świadomie myślące o swoim liderstwie. Szukamy nie tylko narzędzi do pracy z zespołami, ale także takich, które pomogą nam samym. Potrzebujemy energii, by móc dalej służyć innym.
Jak dodaje, spotkania w Grupach Mocy dały mu możliwość rozmowy z osobami, które znajdują się w podobnym momencie swojej drogi liderskiej.
– Czasami czujemy przeciążenie albo poczucie stagnacji. Rozmowy w grupie pozwalały spojrzeć na moje wyzwania z innej perspektywy i znaleźć rozwiązania, na które sam bym nie wpadł. Ważne było też zaufanie i atmosfera bezpieczeństwa. To nie była zwykła rozmowa, ale proces, który realnie mnie wzmocnił.
Czasem śmiech, czasem łzy
Według organizatorek Grup Mocy z Fundacji Masz Moc przepisem na ich skuteczność jest połączenie superwizji i coachingu grupowego. Powstaje wtedy przestrzeń, w której liderki i liderzy mogą jednocześnie rozwijać siebie i wspólnie przyglądać się wyzwaniom swojej praktyki społecznej. Grupy są niewielkie – do ośmiu osób – co sprzyja poczuciu bezpieczeństwa i zaufania.
Osoby działające społecznie mogą w Grupach Mocy:
- korzystać ze wsparcia grupowego i facylitacji osoby prowadzącej,
- odbudowywać motywację i energię do działania,
- dzielić się doświadczeniem z osobami w podobnej sytuacji,
- zatrzymać się i spojrzeć na swoje wyzwania z innej perspektywy.
Grupy Mocy wspierają uczestników w trzech kluczowych obszarach:
- systemowo – wprowadzają dostępne i sprawdzone narzędzie do sektora obywatelskiego,
- relacyjnie – pomagają budować zaufanie, komunikację i współpracę,
- profilaktycznie – dają przestrzeń do regeneracji i przeciwdziałania wypaleniu.
Udział w spotkaniach nie wymaga dodatkowych zobowiązań. Wsparcie jest bezpłatne, odbywa się online i w różnych porach dnia.
– Niesamowite było to, jak porusza uczestników moment, w którym na jednej sali spotyka się kilka osób z różnych organizacji i wszystkie czują to samo. Nagle szerzej otwierają się oczy: „To ty też tak masz? Nie tylko ja?” Puszcza napięcie – czasem pojawia się śmiech, czasem łzy – opowiada Agnieszka Otapowicz.
Zakończenie
To właśnie w tych momentach – między śmiechem a łzami - ujawnia się sens Grup Mocy. Historie liderek i liderów pokazują, że wypalenie w pracy społecznej nie jest słabością ani osobistą porażką. Jest konsekwencją długotrwałego przeciążenia, braku stabilności i ciągłego działania ponad własne zasoby.
Grupy Mocy nie rozwiązują wszystkich problemów trzeciego sektora. Nie zmieniają systemowych realiów z dnia na dzień. Dają jednak coś równie ważnego - bezpieczną przestrzeń, w której można się zatrzymać, nazwać swoje zmęczenie i odzyskać perspektywę. Czasem wystarczy jedno spotkanie, by zobaczyć, że nie jesteśmy sami. Że inni mierzą się z podobnymi wyzwaniami. I że dbanie o siebie nie jest egoizmem, lecz warunkiem tego, by móc działać dalej – mądrze, odpowiedzialnie i na dłużej.
Informacja dla czytelniczek i czytelników
Właśnie trwa rekrutacja do kolejnych edycji Grup Mocy. Spotkania są bezpłatne, odbywają się online i skierowane są do liderek i liderów organizacji społecznych z całej Polski. Szczegółowe informacje o terminach, formule i zapisach publikowane są na fanpage’u Fundacji Masz Moc.
Artykuł podobnie jak Grupy Mocy w ramach projektu Ścieżki Mocy - projekt sfinansowany ze środków Narodowego Instytutu Wolności – Centrum Rozwoju Społeczeństwa Obywatelskiego w ramach rządowego programu NOWEFIO 2021-2030.
Źródło: Fundacja Masz Moc