Kiedy beneficjentka zostaje zleceniodawczynią
Tablet zamiast biurka. Głos zamiast klawiatury. Z moich pomysłów powstają teksty, książka, zamówienia i praca dla kolejnych osób. Potrzebuję wsparcia w codziennym funkcjonowaniu i równocześnie odpowiadam za projekty. Te dwie role mieszczą się w jednej osobie.
Na Grójecczyźnie wiemy, ile pracy potrzeba, żeby dobre jabłko trafiło do odbiorcy. Sad, zbiór, sortowanie, chłodnia, transport, sprzedaż. Na każdym etapie ktoś wnosi wiedzę, wykonuje zadanie i otrzymuje wynagrodzenie. Jakość potrzebuje całej drogi, żeby mogła przynieść dochód.
Z podobną uwagą warto organizować drogę kompetencji do pracy. Organizacje społeczne mają tu szczególne możliwości. Znają uczestników swoich działań, ich doświadczenie i warunki codziennego funkcjonowania. Mogą rozpoznać, jakie wsparcie pozwoli konkretnej osobie wykonać zadanie. Czy potrafią również zaprosić ją do współtworzenia projektu, powierzyć odpowiedzialność i wpisać jej wynagrodzenie do budżetu?
Wokół mojej książki „Kultura bez Nas jest kulawa” pracują osoby zajmujące się transkrypcją, redakcją, ilustracjami, okładką i przygotowaniem do druku. Równolegle powstaje suknia projektowana dla sylwetki siedzącej na wózku. Potrzebne są pomiary, konstrukcja, materiał i wiedza o tym, jak ubranie będzie zachowywało się podczas ruchu.
Ja inicjuję te działania, prowadzę korespondencję, wybieram wykonawców, negocjuję, zamawiam i pilnuję efektu. Moje kompetencje uruchamiają cudzą pracę. Teraz szukam odbiorców gotowych powierzyć zadanie również mnie i zapłacić za jego wykonanie.
Od pomocy do partnerstwa. Dlaczego warto zmienić układ sił w projektach
W tym miejscu zaczyna się temat dla organizacji społecznych. Osoba korzystająca z asystencji może jednocześnie prowadzić warsztat, opracować komunikację, konsultować usługę albo koordynować projekt. W budżecie można uwzględnić zarówno wsparcie potrzebne jej do pracy, jak i wynagrodzenie za tę pracę. Każda z tych pozycji opisuje inne zadanie i inne kompetencje.
Organizacja może bardzo sprawnie rozliczać pomoc, a zarazem przeoczyć osobę, której mogłaby zlecić odpowiedzialną pracę. Dlatego warto przyjrzeć się momentowi podziału ról. Kto układa program? Kto podejmuje decyzje? Czyje doświadczenie zostaje zamienione w płatne zadanie?
Asystencja osobista pomaga przejść od zamiaru do wykonania. Asystent może wykonać za mnie całą czynność fizyczną. Cel, wybór i decyzja pozostają po mojej stronie. Samostanowienie mieści się również w zdaniu: „Potrzebuję, żebyś zrobił to w taki sposób”. Dobrze przygotowana współpraca daje przestrzeń na pracę, studia, relacje, odpoczynek i zmianę planów.
Z tego doświadczenia wyrasta przygotowywana Fundacja „Wspieramy, Nie Wyręczamy” oraz rozwijana przeze mnie koncepcja szkoły asystentów osobistych. Chcę, żeby nauka odbywała się przy rzeczywistych zadaniach i we współpracy z konkretną osobą. Jej rytm, sposób komunikacji, ciało, prywatność i obowiązki powinny współtworzyć program.
Mówię o tym: „Szkolę asystentów własnym życiem”. Za tym zdaniem stoi wiedza, którą można przekazywać: jak ustalać zakres pomocy, słuchać wskazówek, rozpoznawać granice odpowiedzialności i współpracować tak, żeby decyzje osoby korzystającej ze wsparcia mogły zostać wykonane. Osoby z niepełnosprawnościami mają w takim modelu miejsce również jako prowadzące szkolenia i oceniające jakość współpracy. To praca ekspercka, która zasługuje na wynagrodzenie.
Technologia jest częścią mojego warsztatu. Dyktowanie i narzędzia Artificial Intelligence pomagają mi opracowywać materiały oraz prowadzić komunikację. O kierunku pracy, doborze treści i ostatecznym rezultacie decyduję ja.
Gdy odbiorczyni działań przejmuje inicjatywę
Chcę rozwijać program szkolenia asystentów z partnerami, którzy pomogą sfinansować przygotowanie kandydatów i przejście do płatnej pracy. Organizacja, samorząd czy firma mogą wnieść środki, zaplecze i doświadczenie. Osoby korzystające z asystencji wnoszą wiedzę o warunkach współpracy. Kandydaci uczą się zawodu, którego jakość sprawdza się w codziennym życiu.
Dla organizacji społecznych jest tu konkretne zadanie już przy planowaniu kolejnego projektu: przewidzieć wynagrodzenie za wiedzę uczestników, powierzyć im odpowiedzialność za część działań i zapewnić wsparcie potrzebne do ich wykonania. Potem sprawdzić, dokąd prowadzi ta współpraca: do kolejnego zlecenia, samodzielnego projektu, stałego zatrudnienia czy wspólnego przedsięwzięcia.
Tak rozumiem kulturę współtworzenia. Każda osoba może wnosić coś potrzebnego i korzystać z cudzej pracy. Zależności stają się wzajemne, a doświadczenie zaczyna przynosić wpływ i dochód.
Grójeckie jabłko ma drogę od sadu do odbiorcy. Kompetencjom również potrzebna jest ciągłość: od rozpoznania umiejętności, przez warunki wykonania zadania, do odpowiedzialności i wynagrodzenia. Własną część tej drogi już buduję. Zapraszam organizacje, które chcą współtworzyć jej dalszy ciąg.
Moja historia „Praca przyszłości już istnieje” bierze udział w konkursie „TAK! Jestem SuperWOMAN”, w kategorii działalność społeczna. Głosowanie trwa do 18 września 2026 roku. Liczę, że spotkamy się przy pracy także po jego zakończeniu.
Oddaj głos na tę historię: https://prawokobiet.pl/praca-przyszlosci-juz-istnieje/.
Śródtytuły pochodzą od redakcji.
Dodaj informację do portalu ngo.pl!
Czekamy na Twój artykuł, komentarz, wywiad czy relację. Dotrzyj ze swoją informacją do tysięcy osób, które czytają ngo.pl.
-
Dagmara Szastak
-
Galeria Apteka Sztuki ZAZ