Katarzyna Klimowicz: Wolontariat to mój sposób na odzyskanie sprawczości w trudnym świecie [wywiad]
„W obliczu pogarszającej się sytuacji na świecie, wolontariat daje mi poczucie, że mam chociaż odrobinę wpływu”. O szukaniu sensu, autorskim wolontariacie i o tym, jak połączyć psychoterapię z miłością do zwierząt, opowiada Katarzyna Klimowicz – polonistka, współautorka książek, psychoterapeutka i wolontariuszka z trzydziestoletnim stażem.
Dorota Suwalska: – Będziemy rozmawiać głównie o prowadzonym przez Fundację Viva! Schronisku w Korabiewicach, które miałam okazję wczoraj odwiedzić. Ale wiem, że współpracowałaś też z innymi organizacjami pozarządowymi. Na przykład Fundacją Itaka czy Fundacją Drabina Rozwoju. Mogłabyś o tym opowiedzieć? Co było najpierw? Korabki czy tamte współprace?
Katarzyna Klimowicz: – Najpierw była Itaka, z którą współpracowałam głównie przy programie „Nie uciekaj”. Był to program skierowany do młodzieży, związany z zapobieganiem ucieczek z domów. Fundacja Itaka zajmuje się zaginionymi. Pewien procent tych zaginionych to nastoletni ucieczkowicze. Ponieważ jestem z wykształcenia polonistką i pracowałam wtedy w szkole, więc spotykałam się z tym problemem w swojej pracy zawodowej.
Nie pamiętam dokładnie, jak trafiłam do Fundacji Drabina Rozwoju. To było już ze dwadzieścia lat temu, o ile nie więcej. I wciąż z nimi współpracuję. Jest to fundacja zajmująca się głównie edukacją dzieci i działaniami o charakterze psychologicznym. Nasza współpraca wynikła z tego, że w pewnym momencie zajęłam się bajkoterapią. To chyba oni jakoś na mnie trafili i zaproponowali współpracę. Zrobiłam z Drabiną Rozwoju dość dużo warsztatów dla nauczycieli o bajkoterapii. Brałam udział w przygotowywaniu wydawnictw na ten temat.
A jak było z Korabkami?
– Zaczęło się od tego, że śledziłam Vivę! i Korabki na Facebooku. Byłam pod dużym wrażeniem tego, co tam się dzieje. Jak oni piszą o zwierzętach. Jak ogromnym przedsięwzięciem jest schronisko w Korabiewicach. Bardzo mnie poruszyło to, że są tam nie tylko psy, ale również inne zwierzęta, w tym również gospodarcze. I po prostu zgłosiłam się do nich jako wolontariuszka. To było w 2017, może w 2016 roku. Już nawet nie pamiętam. Robiłam różne rzeczy, np. projekt literacki „Korabkowe Opowieści”, przy okazji którego się poznałyśmy.
Można też powiedzieć, że zainicjowałam działanie, które do dziś jest na różne sposoby ciągnięte, polegające na szukaniu eventów, w których, jako Korabki mogliśmy brać udział, na przykład różnego rodzaju targów rzemiosła czy produktów dla zwierząt. Prosiłam organizatorów o ewentualne bezpłatne stoisko dla Korabek i jechałam na takie targi. Wystawialiśmy się i zbieraliśmy pieniądze. Także sprzedając rzemieślnicze wyroby prężnie działającej Manufaktury Korabki.
Ja potem te działania odpuściłam, ale jest wiele osób, które dalej tak działają. Choćby dziewczyny z Manufaktury właśnie. W tej chwili głównie zajmuję się zbiórkami, na przykład rzeczowymi. Zbieram karmę dla zwierząt i inne dary rzeczowe. Od ponad dwóch lat prowadzę również zbiórkę na Zrzutka.pl. Mam stałą grupę wspierających, ale raz na jakiś czas dorzucają się też osoby spoza tej grupy. Co miesiąc w głosowaniu decydujemy, na co będziemy zbierać w danym miesiącu. Pieniądze idą bezpośrednio na konto schroniska. Zawsze ustalam z dziewczynami z Korabek, między innymi z Edytą i z Karoliną, z którymi pewnie wczoraj się widziałaś, jakie są potrzeby schroniska i z nich wybieramy nasz cel. Schronisko przedstawia faktury, ja je publikuję. Dla mnie to jest bardzo ważne, bo lubię pomagać celowo, na zasadzie, że wiem, na co idą pieniądze.
Przez jakiś czas prowadziłaś też bazarek na Facebooku.
– Tak. Bazarek prowadziłam chyba z półtora roku i przez jakiś czas to się udawało. Ale teraz zrezygnowałam z niego, bo kompletnie mi siadł. Myślę, że tam potrzeba jakiegoś młodego człowieka, który lepiej by to robił, niż ja. Ale na razie nikt nie chce się tego podjąć, bo to jest ciężki kawałek chleba. No i tych bazarków jest bardzo dużo na Facebooku.
Chciałabym wrócić do projektu „Korabkowe Opowieści”, o którym wspomniałaś, bo wydaje mi się z on z paru powodów bardzo ciekawy. Po pierwsze: ze względu jego autorski charakter. Po drugie: z uwagi na to, że zbiegają się w nim Twoje różne życiowe ścieżki. Polonistyczno-literacka, bo jesteś polonistką, a także współautorką i pomysłodawczynią kilku książek np. wydanej w Naszej Księgarni „Bajkoterapii”. Mogłaś więc sięgnąć po swoje literacko-wydawnicze doświadczenia, a także po kontakty, które zdobyłaś dzięki wydawniczej współpracy. Aspekt psychoterapeutyczny też poniekąd był pomocny, dlatego że książki, które były robione dla Naszej Księgarni mają charakter, nie tyle może psychoterapeutyczny, co wspierający rozwój, podsuwając psychologiczne pomysły na rozwiązanie trudnych spraw. No i kolejna ścieżka, czyli Twoje zainteresowanie i wrażliwość na zwierzęta. I to się zbiegło w jednym punkcie, a konkretnie na stronie internetowej projektu, co wydaje mi się bardzo fajne. Ciekawe jest również to, że sam projekt ma wielopłaszczyznowe działanie. Z jednej strony, służy prezentacji konkretnych podopiecznych schroniska, konkretnych zwierząt. Powstały też utwory literackie, inspirowane życiem tych podopiecznych, stworzone przez bardzo wielu pisarzy. I ta literatura zbiera pieniądze na schronisko, bo pod każdym z opowiadań jest link do wpłaty.
– Jest dokładnie tak, jak mówisz. Rzeczywiście próbowałam to wszystko połączyć.
Hmmm… wygląda na to, że odpowiedziałam za Ciebie na to pytanie.
– Bardzo fajnie i trafnie to ujęłaś.
Ale to dlatego, że bardzo ten projekt lubię i myślę, że fajnie o nim przypomnieć. Strona cały czas funkcjonuje. Można zaglądać, czytać i wpłacać. Mnie osobiście się marzy, żeby powstała książka z historiami zwierząt. Wiem, że Ty też miałaś taki pomysł.
– Ja też mam różne marzenia. Ale niestety, rzeczywistość nie zawsze przystaje do marzeń. Pamiętam, ile było problemów wokół powstania strony „Korabkowych Opowieści”, mimo to udało się. Z książką nie.
Myślałam też, żeby stworzyć grę planszową wokół pomagania zwierzętom, która edukowałaby, jak to robić? Były nawet rozmowy z jednym z wydawnictw. Ale na ten moment nic z tego nie wyszło. Wiesz, ja widzę, jak się zmienia świat. A jestem technologicznie słaba, więc musiałby się w to włączyć ktoś, kto bardziej te rzeczy czuje.
Mam też pomysł, który również łączyłby moją pracę z moją pasją. Chciałabym stworzyć projekt wspomagający psychologicznie lekarzy weterynarii, ponieważ wiem z różnych źródeł i sama się często z osobami wykonującymi ten zawód stykam, że to jest bardzo obciążające psychicznie zajęcie. Ale to już chyba temat na oddzielny artykuł.
To bardzo ciekawe pomysły i myślę, że bardzo potrzebne, ale może faktycznie wymagałyby oddzielnego omówienia. Wróćmy więc do Korabek i opowiedzmy o mieszkających tam zwierzętach.
– Najwięcej jest psów, około stu czterdziestu. Kotów zdecydowanie mniej. Około trzydziestu. Kóz jest dwadzieścia siedem, koni i kucy – dwadzieścia trzy. Są dwie świnki i jedenaście krówek, osiem owiec, siedem kaczek, cztery gęsi, trzy kury i dwanaście lisów.
Bardzo dużo zwierząt i ogromny teren, dzięki czemu każde zwierzę ma przestrzeń dla siebie…
– Bo to jest przecież bardzo ważne. W przypadku koni istotne jest, aby mogły przebywać na otwartej przestrzeni. Z kolei psy i inne zwierzęta, co sama widziałaś, nie są trzymane w klatkach, lecz na dużych, indywidualnych wybiegach.
W Korabkach mieszka w sumie około dwieście osiemdziesiąt zwierząt, a schronisko zajmuje czternaście hektarów. No i oczywiście, jak przychodzą wolontariusze, to wyprowadzają psy na spacer.
Tak, widziałam. Wczoraj była sobota i było naprawdę wielu wolontariuszy z pieskami na bardzo długich linkach.
– I to się głównie kojarzy z wolontariatem w schronisku. Kiedy mówię, że jestem wolontariuszką w Korabkach, to wszyscy myślą, że jeżdżę tam i wychodzę ze zwierzętami, czego ja akurat nie robię. Choć rzeczywiście to jest podstawowym działaniem wolontariackim w schronisku. Ludzie przychodzą i opiekują się zwierzętami.
Zwykle do wolontariusza przypisane jest konkretne zwierzę lub kilka zwierząt. Ma to taką zaletę, że wolontariusz to zwierzę zna, obserwuje, może zauważyć, kiedy coś się zmieniło. Tworzy się więź. Wiadomo, pracownik, który tam jest na co dzień, musi ogarnąć dużo więcej zwierząt naraz. I rzeczywiście, największy ruch w Korabkach jest sobotę i w niedzielę.
Co jeszcze robią wolontariusze w schronisku?
– Wiele rzeczy. Na przykład organizują eventy. W Korabiewicach jest ich coraz więcej, choćby coraz bardziej popularna impreza o nazwie „Bieg po karmę”, kiermasze przedświąteczne, dni otwarte.
Wolontariusze tworzą też posty, przede wszystkim adopcyjne, i próbują je zamieszczać w różnych przestrzeniach social mediowych. Niektórzy wolontariusze oferują zwierzętom dom tymczasowy. Jest to forma pomocy polegająca na tym, że bierze się pieska ze schroniska do swojego domu, fundacja całkowicie go utrzymuje, a pies ma dom i opiekę. Taki opiekun szuka mu domu stałego, osoby, która pieska zaadoptuje. Ja i mąż też mieliśmy psa na „tymczasie”. Udało nam się go wyadoptować do stałych opiekunów. Natomiast sami adoptowaliśmy Lenę z Korabek. Jest już u nas osiem lat.
Prawdę mówiąc, miałam zamiar zapytać Cię o Lenę. Z tego co wiem, jest to piesek z niepełnosprawnością.
– Tak. Lena nie ma władzy w tylnych nogach. Przyjechała ze schroniska z Ukrainy, jeszcze tej przedwojennej. Ale mimo działań wojennych to schronisko ciągle działa. Prowadzi je Marina – zupełnie niezwykła osoba. Przyjmuje wiele bardzo pokrzywdzonych zwierząt. A to ślepe, a to nie mogące chodzić… No i Lena tam też do niej trafiła z ulicy. Prawdopodobnie potrącił ją samochód i ona po prostu leżała gdzieś na poboczu. Nogi jej się źle zrosły. Konsultowaliśmy sytuację weterynaryjnie i ostatecznie odpuściliśmy trudne i bolesne procedury medyczne, co do których nie było pewności, że się powiodą.
Ta niepełnosprawność nie przeszkadza Lenie w funkcjonowaniu. Jak idziemy na spacer, to wyprowadzamy ją na wózku.
Mamy dosyć duży ogród, więc ona dużo przebywa w ogrodzie i tam porusza się swobodnie. Natomiast teraz wiek już ją troszkę pokonuje.
Dużo zdrowia dla Leny.
– Lena jest naszym drugim psem adopcyjnym z chorobą. Pierwszego wzięliśmy niedługo po tym, jak zaczęliśmy współpracować z Korabkami. Mówię w liczbie mnogiej, bo mój mąż też się angażował na początku. Teraz dalej pomaga, ale tak bardziej technicznie, coś zawiezie, coś przywiezie…
Jak wspominałam, był chyba 2017 albo 2016 rok, kiedy dołączyliśmy do wolontariuszy. Viva! w 2012 roku przejęła schronisko w bardzo złym stanie, po poprzedniej właścicielce, więc była tam wówczas raptem cztery lata. W schronisku było wtedy jeszcze dużo psów seniorów, które przebywały w Korabkach od początku, jeszcze przed przejęciem schroniska przez Vivę! I właściwie były dzikusami. To były stare psy, których szanse na socjalizację były bardzo niskie, a przez to również i na adopcję. Postanowiliśmy więc: dobrze, weźmiemy takiego pieska, zobaczymy, jak to będzie. Mieliśmy wtedy innego psa w domu, jeszcze dość młodego. I wzięliśmy Guzika ze schroniska.
Guzik był głuchy i, można powiedzieć, autystyczny. Właściwie nie nawiązywał kontaktu z człowiekiem. Jak wracaliśmy do domu, to on wstawał, patrzył i odchodził. W ogóle nie machał ogonem. Był u nas od listopada 2017 i odszedł w kwietniu 2018. Krótko, bo on był już stary i miał bardzo zniszczone jelita, dlatego, że te psy wcześniej żywiły się wszystkim, co popadnie.
Kiedy odszedł, pomyśleliśmy, że weźmiemy następnego seniora, żeby dać mu na koniec życia dom i wtedy pojawiła się Lena. Urzekła nas swoją witalnością.
Wydawało nam się, że jej szanse na adopcje są również bardzo małe ze względu na niepełnosprawność, a my mamy warunki, bo taki pies musi mieszkać w domu z ogrodem. I tak Lena do nas trafiła w lipcu 2018 roku.
Lenka stała się patronką Twoich zbiórek. Powiedz mi, czy jest jeszcze coś, o co Cię nie zapytałam, a chciałbyś, żeby się w tym wywiadzie znalazło?
– A wiesz, że tak. To znów kwestia połączenia. Tym razem moich doświadczeń psychoterapeutki i wolontariuszki. Rozmawiam z moimi klientami o możliwościach i sposobach radzenia sobie z życiem i sobą. Wiele osób przeżywa kryzys wokół wartościowania swojego życia. Co warto? Czego nie? Czy życie ma sens? To są często problemy egzystencjalne.
Rozmawiamy wtedy o różnych możliwościach. Gdzie szukać? Jak szukać? Jak ze sobą rozmawiać? O co zadbać? Zawsze wtedy wskazuję również wolontariat, jako sposób na to, żeby szukać jakiejś wiedzy o sobie i żeby szukać też sensu właśnie.
W obliczu tego, co widzę na świecie, a mam poczucie, że z roku na rok sytuacja się pogarsza, to właśnie wolontariat jest dla mnie sposobem na to, żeby mieć chociaż odrobinę wpływu. Bo świat robi na mnie takie wrażenie, że ja nie mam wpływu.
Nie mam wpływu na to, co dzieje się w Iranie, Palestynie, na to, co robił Epstein… Natomiast mam możliwość chociażby wyjścia z psem ze schroniska na spacer, kupienia karmy, namówienia kogoś na darowiznę i w tym znajduję sens. Dla mnie wolontariat jest sposobem na szukanie sprawczości.
Katarzyna Klimowicz – psychoterapeutka, polonistka, bajkoterapeutka, współtwórczyni m.in. książek „Bajkoterapia, czyli dla małych i dużych o tym, jak bajki mogą pomagać” i „Bezpieczna bajka”. Współpracowała z Fundacją „Itaka” i Fundacją „Drabina Rozwoju”. Wolontariuszka na rzecz Schroniska w Korabiewicach. Pomysłodawczyni projektu „Korabkowe Opowieści” (literacki pomysł na pomaganie schronisku, w którym wzięło udział wielu zawodowych i niezawodowych pisarzy, pisząc wolontarystycznie opowiadania inspirowane losami podopiecznych schroniska). Prowadziła też na FB bazarek dla Korabek. Uczestniczka wielu wydarzeń promujących schronisko, organizatorka cyklu zbiórek na rzecz Korabek, którym patronuje Lena – suczka z niepełnosprawnością ruchową adoptowana z Korabek przez Katarzynę Klimowicz i jej męża Pawła.
Od redakcji: Tuż przed publikacją otrzymaliśmy smutną informację, że Lena zmarła niedługo po tej rozmowie.
Ważne linki
Korabki
- schronisko.info.pl/
- korabkoweopowiesci.pl/
- www.facebook.com/Schronisko.w.Korabiewicach
- www.facebook.com/groups/459459820806757
- www.facebook.com/groups/1530528413697642
Schronisko w Ukrainie
Działania Katarzyny Klimowicz na rzecz Korabek
Źródło: informacja własna ngo.pl