Dwie godziny na reakcję. Jak nowe przepisy MSWiA mogą odciąć organizacje społeczne od kontroli deportacji
– Polska chce ograniczyć organizacjom społecznym możliwość obserwowania deportacji cudzoziemców – alarmują przedstawiciele i przedstawicielki stowarzyszeń i fundacji. A chodzi o projekt rozporządzenia, przygotowany przez Ministerstwo Spraw Wewnętrznych i Administracji (MSWiA). Zakłada on zdecydowane skrócenie czasu na poinformowanie organizacji, że taka deportacja się odbędzie.
W 2025 roku doszło do dziewięciu tysięcy deportacji. Z danych Straży Granicznej wynika, że najwięcej dotyczyło obywateli Gruzji – ponad 1,9 tysiąca, Białorusi – niemal 1,3 tysiąca i Ukrainy – ponad 1,2. Ale są też m.in. deportacje Afgańczyków, Pakistańczyków, Kolumbijczyków, Somalijczyków czy Etiopczyków.
Wystarczy drobne wykroczenie, a można za to być odesłanym do kraju pochodzenia.
W deportacjach cudzoziemców mogą uczestniczyć przedstawiciele organizacji pozarządowych. To ważne, bo dzięki temu wiedzą, czy nie są łamane prawa człowieka. Obecność aktywistów chroni godność cudzoziemców, ich prawo do informacji czy do kontaktu z bliskimi lub pełnomocnikiem.
– Chodzi również o to, by obserwować, czy funkcjonariusze przestrzegają zasady non-refoulement – mówi Maria Książak, psycholożka z Międzynarodowej Inicjatywy Humanitarnej, asystentka społeczna posłanki Klaudii Jachiry.
Zasada non-refoulement jest jedną z najważniejszych instytucji prawa międzynarodowego. Zabrania zawracania cudzoziemców do granic terytoriów, gdzie ich życiu lub wolności zagrażać będzie niebezpieczeństwo. Zgodnie z nią, nie można nikogo odesłać, jeśli taka osoba zgłasza, że w państwie, z którego pochodzi, mogą jej grozić np. tortury czy prześladowania.
Deportacja wbrew ostrzeżeniom Trybunału
10 kwietnia 2026 roku Straż Graniczna wydaliła z Polski trzech obywateli Afganistanu. Musieli wrócić do państwa, w którym rządzą Talibowie. Polska w 2025 roku usunęła bowiem Afganistan z listy państw, do których nie przeprowadza się deportacji.
Afgańczyków deportowano wbrew decyzjom Europejskiego Trybunału Praw Człowieka. Sprawę opisał w „Gazecie Wyborczej" dr Tomasz Sieniow, prezes Instytytu na Rzecz Państwa Prawa, który – jako przedstawiciel organizacji – brał udział w tych czynnościach. Nazwał je wprost „skandalem''.
„Wbrew zapewnieniom rządzących osoby deportowane nie były przestępcami(…). Żadna z tych osób nie została w Polsce skazana" – czytamy w tekście Tomasza Sieniowa.
Dwa tygodnie po wydarzeniach z 10 kwietnia na stronach rządowych pojawił się projekt rozporządzenia dotyczący udziału przedstawicieli organizacji społecznych w tego typu akcjach. Mówiąc wprost, państwo postanowiło ograniczyć im możliwość uczestniczenia w misjach deportacyjnych.
Zgodnie z projektem, Straż Graniczna będzie mogła poinformować organizację o planowanej deportacji danego cudzoziemca – zaledwie na dwie godziny przed wylotem. Czyli aktywiści w ciągu dwóch godzin będą musieli podjąć decyzję, czy dadzą radę wziąć udział w danej deportacji i będą musieli się przemieścić na miejsce, z którego cudzoziemiec miałby być wydalony.
Eksperci ostrzegają przed brakiem przejrzystości
Uwagi do projektu zgłosił m.in. Instytut na Rzecz Państwa Prawa. To organizacja pozarządowa z Lublina, utworzona na przełomie 2001 i 2002 roku przez polskich i amerykańskich prawników związanych z Wydziałem Prawa Katolickiego Uniwersytetu Lubelskiego. Instytut jest jedną z organizacji, które mają prawo uczestniczyć w deportacjach cudzoziemców z Polski i przyglądać się ich przebiegowi.
– Projekt rozporządzenia MSWiA jest próbą jeszcze większego ograniczenia transparentności całego procesu. W naszej ocenie, państwo dąży do tego, by organizacje – przy deportacjach – w jak najmniejszym stopniu mogły patrzeć przedstawicielom władzy na ręce – mówi w rozmowie z nami prezes Instytutu na Rzecz Państwa Prawa, dr Tomasz Sieniow. Jak dodaje, projekt pojawił się w czasie, gdy jego fundacja zaczęła otwarcie mówić o nieprawidłowościach przy deportacji Afgańczyków.
– Można odnieść wrażenie, że proponowane zmiany odpowiadają na polityczne zapotrzebowanie, aby nikt w ogóle nie wiedział, jak deportacje są realizowane.
No, może jedynym źródłem wiedzy o wydaleniach będą media społecznościowe Straży Granicznej – dodaje nasz rozmówca. Straż Graniczna niemal codziennie zamieszcza m.in. na portalu X komunikaty o osobach deportowanych.
Bruksela już wcześniej wzywała Polskę do zmian
Fundacja zwraca uwagę, że już do tej pory formuła udziału przedstawicieli organizacji społecznych w operacjach powrotowych była fasadowa, a teraz to się jeszcze pogłębi. Wskazuje przy tym na stanowisko Komisji Europejskiej, która już w 2019 roku – w trakcie ewaluacji dorobku naszej obecności w Schengen – dostrzegła potrzebę wprowadzenia przez Polskę efektywnego systemu monitoringu przymusowych powrotów.
„Rada wydała w dniu 17 lipca 2020 r. decyzję wykonawczą nr 9768/20 ustanawiająca zalecenie w sprawie wyeliminowania niedociągnięć stwierdzonych w toku przeprowadzonej w 2019 r. oceny stosowania przez Polskę dorobku Schengen w dziedzinie powrotów. Wezwała ona Polskę, aby zapewnić odpowiednie ramy prawne, finansowe i organizacyjne, w tym w zakresie wymiany istotnych informacji, w celu wprowadzenia skutecznego systemu monitorowania powrotów przymusowych" – wskazuje w swojej opinii Instytut na Rzecz Państwa Prawa. I dodaje, że w 2024 roku Komisja ponownie przeprowadziła ewaluację dorobku Schengen w zakresie powrotów i znów wezwała Polskę do naprawy systemu.
– Projektowana zmiana, skracająca terminy zawiadamiania organizacji monitorujących o tym, że planowana jest deportacja i że mogą wziąć w niej udział, nie rozwiązuje żadnego z problemów, na które wskazywała Komisja Europejska. Jest wprost przeciwnie – mówi Tomasz Sieniow. „Wydaje nam się, że dotychczasowy tryb zawiadamiania organizacji na co najmniej 24 godziny przed rozpoczęciem operacji powrotowej jest niezbędnym minimum (…). Skrócenie tego terminu może sprawiać wrażenie podejmowania ważkich rozstrzygnięć w sposób pospieszny i niefrasobliwy, bez zachowania gwarancji proceduralnych" – pisze organizacja w przesłanej do MSWiA opinii.
Brak czasu na apelację i ryzyko łamania prawa unijnego
Prawników nie przekonuje uzasadnienie, że część decyzji powrotowych musi być wykonywana „niezwłocznie" i „ad hoc".
– Rodzi to ryzyko, że niemal każdą deportację można będzie uzasadnić trybem „ad hoc". Jest to szczególnie niepokojące w obliczu obecnych działań Straży Granicznej, która nagminnie wydaje decyzje z rygorem natychmiastowej wykonalności, powołując się na „zagrożenie dla bezpieczeństwa państwa czy porządku publicznego". Tyle tylko, że wydalani są z Polski m.in. cudzoziemcy, którzy popełnili stosunkowo drobne wykroczenia, np. ktoś kierował samochodem bez dokumentów czy zapomniał zapłacić jakiejś grzywny. W mojej ocenie należy zbadać, jakie zagrożenie dla bezpieczeństwa stanowi ojciec rodziny, który raz usiadł za kierownicą bez dokumentów. I pozwolić mu odwołać się od decyzji wydanej w chwili zatrzymania. A sytuacja jest o tyle trudna, że już teraz wykonuje się te decyzje w trybie natychmiastowym – cudzoziemiec nie może się nawet od nich skutecznie odwołać – tłumaczy dr Sieniow. I dodaje, że to niezgodne z unijną dyrektywą 2008/115/WE w sprawie powrotów, w której czytamy: „Dany obywatel państwa trzeciego otrzymuje możliwość skorzystania ze skutecznych środków odwoławczych, aby zaskarżyć decyzje dotyczące powrotu przed właściwym organem sądowym lub administracyjnym(…)".
Instytut pisze też wprost: „Pokrętne i nieprawdziwe jest uzasadnienie zaproponowanych zmian, w którym czytamy, że pozytywnie wpłyną one na realizację postulatu zapewnienia skutecznego systemu monitoringu" czy że „przedmiotowy projekt nie jest niezgodny z prawem Unii Europejskiej".
– Przecież to nieprawda – irytuje się Tomasz Sieniow. – Trudno sobie wyobrazić projekt aż tak niezgodny z literą i duchem dyrektywy 2008/115, nakładającej na państwa członkowskie UE obowiązek „zapewnienia skutecznego systemu monitorowania powrotów przymusowych" – tłumaczy.
„Skrócenie terminów przewidzianych w rozporządzeniu jest krokiem oddalającym nas do naprawy znanych od lat problemów, podobnie jak zbicie termometru nie prowadzi do poprawy stanu zdrowia pacjenta"
– wskazuje organizacja w swojej opinii dla MSWiA.
Tomasz Sieniow cieszy się, że rozporządzenie w nowym brzmieniu nie zostało jeszcze opublikowane i nie weszło w życie.
– Może MSWiA wzięło sobie te uwagi do serca? Naszą opinię przesłaliśmy też do przedstawicielstwa Komisji Europejskiej oraz do innych podmiotów zaangażowanych w realizację unijnej polityki powrotowej. Być może to wpłynęło na to, że rozporządzenie jeszcze nie jest wydane? – zastanawia się prawnik z Lublina.
Instytucje i organizacje mówią: To fikcja kontroli
Swoje uwagi do projektu rozporządzenia MSWiA zgłosił też Rzecznik Praw Obywatelskich. Wskazał, że założenie, iż organizacja pozarządowa będzie w stanie dotrzeć na miejsce w ciągu dwóch godzin od otrzymania informacji, „może powodować, że zaproponowany sposób procedowania będzie wysoce nieefektywny". I przypomina, że państwa członkowskie są zobowiązane do skutecznego, a nie tylko iluzorycznego monitorowania powrotów przymusowych – również wtedy, gdy czynności te odbywają się w trybie natychmiastowym.
Rzecznik Praw Obywatelskich wskazał też, że proponowane zmiany stwarzają ryzyko stosowania tortur czy nieludzkiego traktowania. „Ograniczanie realnej możliwości udziału organizacji pozarządowych (…) prowadzi do kolejnego osłabienia mechanizmów kontrolnych i pogłębienia istniejącej luki w systemie prewencji tortur" – napisał RPO.
Swoje uwagi zgłosiła też Fundacja Ocalenie. Jak napisał Tadeusz Kołodziej, koordynator rzecznictwa prawnego, zaproponowana przez MSWiA zmiana w praktyce może prowadzić do faktycznego wyłączenia udziału organizacji społecznych z czynności związanych z przymusowym powrotem cudzoziemca. „Obecność przedstawicieli organizacji w toku doprowadzenia nie jest czynnością wyłącznie formalną. Jej celem jest zapewnienie zewnętrznego, niezależnego monitoringu działań organów państwa, zwłaszcza w sytuacji szczególnie daleko idącej ingerencji w prawa jednostki" – wskazuje Fundacja Ocalenie.
Fundacja zwraca uwagę na coś jeszcze, co znalazło się w projekcie rozporządzenia – chodzi o danie organizacjom zaledwie godziny na poinformowanie Straży Granicznej, że chcą wziąć udział w procedurze deportacyjnej. „Regulacja może doprowadzić do sytuacji, w której brak reakcji organizacji w ciągu jednej godziny będzie traktowany jako rezygnacja z udziału, mimo że organizacja obiektywnie nie miała realnej możliwości skutecznego zareagowania" – czytamy w opinii.
Krytycznych uwag do projektu nie szczędziła też inna z organizacji wspierających migrantów – International Organization for Migration Warsaw-Poland (IOM). Jak wskazała przedstawicielka IOM, Hanna Dobrzyńska, proponowane ramy czasowe – liczone w godzinach – w wielu przypadkach uniemożliwią zapewnienie obecności obserwatora w sposób rzetelny i merytoryczny.
„W konsekwencji istnieje ryzyko, że mechanizm monitoringu nabierze charakteru głównie deklaratywnego(…). Mając na uwadze standardy wynikające z prawa Unii Europejskiej, postulujemy rozważenie takich rozwiązań proceduralnych, które nie tylko zagwarantują formalną możliwość monitorowania, ale przede wszystkim zapewnią jego praktyczną efektywność" – czytamy w opinii IOM.
Życie w ciągłym lęku i bezradności
Jak mówi nam Maria Książak, psycholożka, która na co dzień pomaga migrantom z doświadczeniem traumy, osoby przebywające w zamkniętych ośrodkach dla cudzoziemców, czekające na decyzję w sprawie rozpoznania ich wniosku o przyznanie statusu uchodźcy, na co dzień bardzo się boją, że statusu nie dostaną, a z dnia na dzień ktoś zdecyduje o ich wyrzuceniu z Polski. Zwłaszcza wtedy, gdy chodzi o kraj, w którym trwa wojna albo w którym już wcześniej doświadczyły prześladowań, nieludzkiego traktowania, brutalnej przemocy.
– To jest często czekanie jak na egzekucję. Te osoby mają problemy ze snem, doświadczają ataków paniki, wpadają w depresję. Uciekły przed niebezpieczeństwem, a w Polsce grozi im deportacja do miejsca, w którym doświadczyły zła – mówi ekspertka.
Udział przedstawicieli organizacji w deportacjach jest niezwykle ważny.
– Migranci są w stanie ciągłego napięcia. Zaburzenia snu, których doświadczają, to – w mojej ocenie – nieludzkie traktowanie, to można też znaleźć w literaturze. Nie śpią, bo mają zaburzenia lękowe. Taki człowiek boi się, że będzie musiał wrócić do miejsca, z którego uciekał. Ten miecz nad głową wisi nad nim cały czas – mówi Książak.
W jej ocenie, ograniczenie organizacjom możliwości udziału w deportacji cudzoziemca, to „stawianie kolejnych murów wewnątrz polskich przepisów".
– To pokazuje wyższość urzędnika nad jednostką, wyższość systemu nad uchodźcą, który jest absolutnie bezradny i w pełni zdany na czyjąś decyzję – zgodną z prawem czy też całkowicie bezprawną. I to jest dla mnie przerażające. Ale w tym właśnie kierunku idziemy, by ograniczać prawa jednostki – podsumowuje Maria Książak.
Resort analizuje uwagi
W odpowiedzi na nasze pytania dotyczące rozporządzenia Ministerstwo Spraw Wewnętrznych i Administracji wskazało, że zgłoszone przez organizacje społeczne uwagi są szczegółowo weryfikowane przez resort. „Na obecnym etapie nie jest jeszcze możliwe wskazanie, które z nich znajdą odzwierciedlenie w ostatecznym tekście aktu. Właściwe opracowanie noweli wymaga wypracowania rozwiązań precyzyjnych pod względem prawnym i praktycznym" – czytamy w mailu, który otrzymaliśmy z Wydziału Obsługi Mediów MSWiA. Jak dodano, termin publikacji ostatecznej wersji dokumentu zostanie określony po zakończeniu tego procesu.
Dodaj informację do portalu ngo.pl!
Czekamy na Twój artykuł, komentarz, wywiad czy relację. Dotrzyj ze swoją informacją do tysięcy osób, które czytają ngo.pl.
-
●Dorota Setniewska, ngo.pl
-
●Agnieszka Pryca-Nalepka, Stowarzyszenie MOST
-
●Dorota Setniewska, ngo.pl
-
●Anna Mucha, Stowarzyszenie MOST