Dominik Rimaszauskas: Nadzieja dzieje się między ludźmi. Co dało mi spotkanie ponad 600 społeczników i społeczniczek w Warszawie? [komentarz]
Każdy wolontariusz powinien od czasu do czasu zatrzymać się i powiedzieć sobie: „Robię dobrą robotę”. Udział w corocznej konferencji Narodowego Instytutu Wolności stał się dla mnie okazją nie tylko do podsumowania własnej pracy jako harcerskiego wychowawcy, ale przede wszystkim do zobaczenia, że w budowaniu społeczeństwa obywatelskiego nie jesteśmy sami.
Każdy wolontariusz powinien od czasu do czasu zatrzymać się i powiedzieć sobie: „Robię dobrą robotę”. Często słyszymy podziękowania od innych, ale ważne jest, żebyśmy sami potrafili być z siebie dumni i dostrzegać sens tego co robimy.
Na co dzień działam jako harcerski wychowawca. Dla mnie momentem podsumowania własnego działania wolontariackiego była decyzja o udziale w konferencji organizowanej przez Narodowy Instytut Wolności. W ubiegłym roku zgłosiłem swoją pracę magisterską do konkursu na najlepszą pracę naukową poświęconą tematyce społeczeństwa obywatelskiego. Moja praca została zakwalifikowana w kategorii prac magisterskich, a w związku z tym otrzymałem zaproszenie na coroczną konferencję Narodowego Instytutu Wolności – ja, jak i inni laureaci tego konkursu oraz konkursu na najlepszych wolontariuszy i koordynatorów.
Potraktowałem to jak znak, że warto tam pojechać. Jednocześnie muszę przyznać, że nie miałem wobec tego wydarzenia konkretnych oczekiwań. Nie do końca wiedziałem, czego się spodziewać. Wiedziałem jedynie, że konferencję można nazwać świętem wolontariatu – miejscem spotkania ludzi, których łączą podobne cele i wartości. Ludzi, którzy na różne sposoby próbują zmieniać świat na lepsze.
Święto wolontariatu i przestrzeń do budowania relacji
W dniach 8-9 września w Warszawie blisko 600 wolontariuszy i wolontariuszek, koordynatorek oraz przedstawicieli organizacji społecznych i instytucji wzięło udział w corocznej konferencji Narodowego Instytutu Wolności - Centrum Rozwoju Społeczeństwa Obywatelskiego, która odbywała się pod hasłem „Wolontariat buduje aktywne społeczeństwo”. Tematem przewodnim tegorocznego spotkania był właśnie wolontariat – rozumiany nie tylko jako bezinteresowna pomoc, ale również jako przestrzeń budowania relacji, odpowiedzialności za innych i realnego wpływu na najbliższe otoczenie.
Różne perspektywy, te same wyzwania
Słuchając kolejnych wystąpień, naturalnie odnosiłem poruszane tematy do własnych doświadczeń. Najbliższa jest mi działalność na poziomie lokalnym – w tym przypadku na terenie gminy – dlatego szczególnie interesowały mnie głosy osób, które na co dzień koordynują działania społeczne właśnie w swoich małych społecznościach. Ciekawe było dla mnie to, że podczas konferencji spotykały się osoby patrzące na wolontariat z bardzo różnych perspektyw. Jedni na co dzień pracują bezpośrednio z ludźmi, inni koordynują działania, współpracują z instytucjami albo zajmują się zdobywaniem środków na realizację pomysłów. I właśnie ten ostatni temat szczególnie mocno wybrzmiewał. Bo nawet najlepszy pomysł i największe zaangażowanie czasem potrzebują po prostu pieniędzy, żeby mogły zamienić się w konkretne działanie.
Głos organizacji społecznych słyszany na poziomie centralnym
Pozytywnie zaskoczyło mnie również to, jak wiele ministerstw i instytucji publicznych interesuje się dziś tematyką wolontariatu. Podczas konferencji było widać, że współpraca z organizacjami pozarządowymi nie jest postrzegana jedynie jako dodatek do działań państwa, ale coraz częściej jako ważny element budowania społeczeństwa obywatelskiego. Przedstawiciele różnych resortów szukają przestrzeni do współpracy z organizacjami i wolontariuszami – zarówno poprzez wspieranie nowych pomysłów i zmiany przepisów czy tworzenie programów umożliwiających pozyskiwanie środków. Był to dla mnie ważny sygnał, że potrzeby organizacji społecznych są zauważane również na poziomie centralnym.
Większość programu tegorocznej konferencji opierała się na panelach i debatach, podczas których uczestnicy pełnili przede wszystkim rolę słuchaczy. To jeden z elementów, który moim zdaniem można byłoby zmienić. Z tego co wiem, w poprzednich edycjach pojawiały się również warsztaty, dające uczestnikom więcej przestrzeni do rozmowy, wymiany doświadczeń i aktywnego udziału. Tegoroczna formuła była bardziej oparta na sesjach panelowych, które można było wybierać zgodnie ze swoimi zainteresowaniami i obszarami przydatnymi w dalszej działalności.
Ponieważ na co dzień działam przede wszystkim z młodymi ludźmi i w środowisku lokalnym, wybrałem panele poświęcone pracy z młodym pokoleniem, motywowaniu wolontariuszy oraz współpracy organizacji pozarządowych z samorządem lokalnym. Jedną z ważniejszych refleksji było dla mnie uświadomienie sobie, że organizacje działające w różnych częściach Polski bardzo często mierzą się z podobnymi wyzwaniami. Niezależnie od wielkości miejscowości, skali organizacji czy obszaru działania powracają te same pytania: jak zainteresować młodych ludzi wolontariatem, jak sprawić, żeby chcieli zostać w organizacji na dłużej, jak współpracować ze środowiskiem lokalnym oraz jak budować relację z samorządem w taki sposób, aby organizacja społeczna była dla niego rzeczywistym partnerem, a nie tylko wykonawcą pojedynczych działań.
Zrównoważony rozwój w codziennych, małych krokach
Ważne miejsce podczas konferencji zajmowały również cele zrównoważonego rozwoju oraz potrzeba ich lepszego zrozumienia. Dużo uwagi poświęcono temu, dlaczego są one istotne nie tylko w perspektywie globalnej, ale również lokalnej: w codziennych działaniach organizacji, stowarzyszeń i samych wolontariuszy. To było dla mnie szczególnie ciekawe, ponieważ wiele rzeczy, które realizujemy na co dzień, dzieje się w sposób naturalny. Pomagamy, organizujemy działania dla dzieci i młodzieży, wspieramy lokalną społeczność, dbamy o relacje, edukację czy środowisko nie zawsze mając świadomość, że nasze inicjatywy wpisują się w konkretne cele zrównoważonego rozwoju.
„Nadziejność” – przeciwieństwo beznadziejności
Na zakończenie chciałbym wrócić do jednej z myśli, które szczególnie mocno wybrzmiały podczas wykładu prof. dr. hab. Cezarego Obracht-Prondzyńskiego z Uniwersytetu Gdańskiego pt. „Bycie z innymi, czyli o dylematach zaangażowanego obywatela”. Mówił on o nadziei jako czymś, co dzieje się między ludźmi - czymś, co możemy dawać innym, czym możemy się dzielić i czego sami możemy być częścią. W moich notatkach z tego wystąpienia zostały słowa, które można sprowadzić do kilku prostych myśli: ja daję nadzieję, ja jestem nadzieją, ja dzielę się nadzieją. Mogę być częścią czyjejś nadziei. Bo nadzieja dzieje się między ludźmi, a tam, gdzie ludzie się spotykają, zawsze może się ona narodzić. Ta myśl została ze mną. Kiedy spotykamy się, zaczynamy ze sobą rozmawiać, współpracować i brać odpowiedzialność za swoje otoczenie, tworzymy przestrzeń do zmiany. Właśnie w tym widzę dziś sens wolontariatu – w budowaniu relacji, wspólnoty i przekonania, że nawet małe działania mogą mieć znaczenie.
To właśnie jest ta „nadziejność”, której tak bardzo potrzebujemy – przeciwieństwo beznadziejności. Potrzebujemy jej na co dzień, w naszych lokalnych społecznościach, ale również w demokracji. Wolontariat pokazuje mi, że nie zawsze trzeba zaczynać od wielkich zmian. Czasem wystarczy spotkanie z drugim człowiekiem i przekonanie, że razem możemy zrobić coś dobrego.
podharcmistrz Dominik Jeffrey Rimaszauskas HO – drużynowy 8. Morąskiej Drużyny Harcerzy Starszych 'FDDH' i Próbnej Turystyczno-krajoznawczej Drużyny Wędrowniczej PANGEA. Zastępca Komendantki Hufca ZHP Morąg ds. pracy z kadrą i kształcenia, wiceprzewodniczący Rady Chorągwi Warmińsko-Mazurskiej ZHP im. Grunwaldu
Źródło: inf. własna ngo.pl
Dodaj informację do portalu ngo.pl!
Czekamy na Twój artykuł, komentarz, wywiad czy relację. Dotrzyj ze swoją informacją do tysięcy osób, które czytają ngo.pl.
-
Dagmara Szastak
-
Galeria Apteka Sztuki ZAZ