Gdy jej syn urodził się w siódmym miesiącu ciąży, Natasha wiedziała, że każda godzina może zdecydować o jego życiu. W Mampikony na północy Madagaskaru nie było wtedy inkubatora. Młoda matka improwizowała. Układała maleńkiego Jenika między butelkami wypełnionymi ciepłą wodą i szczelnie owijała go kocem, próbując utrzymać temperaturę jego ciała. Przez trzy tygodnie walczyła o życie dziecka.
Brak dostępu do lekarza
Historia Natashy pokazuje rzeczywistość, z którą przez lata mierzyli się mieszkańcy Mampikony – miasta liczącego około 40 tysięcy mieszkańców, położonego na północy Madagaskaru. Do miasta nie dociera asfalt, kanalizacja ani powszechna elektryfikacja. W przypadku porodu, ciężkiej choroby czy wypadku mieszkańcy byli zmuszeni podróżować cały dzień do najbliższego szpitala. Dla wielu taka podróż była zwyczajnie niemożliwa.
Odpowiedź na ogromne potrzeby
Skala wyzwań zdrowotnych na Madagaskarze pozostaje ogromna. Według danych WHO śmiertelność matek wynosi tam 445 przypadków na 100 tysięcy urodzeń, podczas gdy w Polsce jest to 2. Przed ukończeniem piątego roku życia umiera 65 dzieci na tysiąc urodzeń (w Polsce: 3,2). Problemem jest także dramatyczny niedobór szpitali – na tysiąc mieszkańców przypada zaledwie 0,2 łóżka szpitalnego (w Polsce: 6,3).
W wielu miejscowościach podstawową opiekę zapewniają wyłącznie pielęgniarki. Do najbliższej przychodni mieszkańcy odległych wiosek często muszą iść pieszo kilkanaście lub kilkadziesiąt kilometrów.
Nawet gdy uda się dotrzeć do placówki medycznej, leczenie często pozostaje poza zasięgiem finansowym pacjentów. Rolnicy nie mają ubezpieczeń zdrowotnych, a za większość usług medycznych trzeba płacić z własnej kieszeni.
Najubożsi otrzymają pomoc za darmo
Dziś sytuacja się zmieniła. Dzięki wsparciu darczyńców powstał Szpital Polski im. dr Lidii Stopyry w Mampikony – jedna z największych placówek medycznych w regionie, która będzie dostępna przez 24 godziny na dobę, siedem dni w tygodniu.
– Nasza placówka będzie utrzymywać się z niewielkich opłat od pacjentów, których na to stać. Najubożsi otrzymają pomoc za darmo. Założenie jest jasne: nikt nie zostanie bez pomocy i lekarstw – podkreśla Landry Mahavanona, dyrektor Szpitala Polskiego w Mampikony.
Nowa placówka dysponuje 140 łóżkami i zajmuje powierzchnię 5700 metrów kwadratowych. W pierwszym etapie działalności uruchomiono Szpitalny Oddział Ratunkowy, oddziały pediatryczny, internistyczny oraz ginekologiczno-położniczy, a także przychodnię ogólną, laboratorium i poradnię okulistyczną. W planach jest otwarcie radiologii oraz bloku operacyjnego.
Szpital został zaprojektowany zgodnie z najwyższymi standardami. Sale chorych są dwuosobowe i wyposażone w osobne łazienki z prysznicami. Obiekt posiada także cztery własne studnie, które zapewniają dostęp do czystej wody – zasobu, którego nadal brakuje w wielu placówkach medycznych na Madagaskarze.
Badania na malarię i gruźlicę
– To jeden z największych szpitali w kraju – mówi laborant Leolid Rabesahala.
Dla niego praca w nowej placówce ma wymiar szczególny. W dzieciństwie pracował w nielegalnych kopalniach kamieni półszlachetnych. Gdy miał 15 lat, pożar zniszczył jego wieś, dom i szkołę. Mimo to nie zrezygnował z nauki. Aby kontynuować edukację, przez dwa dni szedł pieszo bez jedzenia, wody i butów.
Dziś będzie wykonywać badania biochemiczne, mikrobiologiczne i serologiczne.
– Na badania w kierunku malarii czy gruźlicy nie trzeba będzie już jechać do Mahajangi. Będziemy wykonywać je na miejscu – wyjaśnia.
To ogromna zmiana dla mieszkańców regionu, gdzie malaria, gruźlica i tyfus pozostają poważnym zagrożeniem zdrowotnym.
Sprzedała ziemię, by się leczyć
O tym, jak wysoką cenę płacą mieszkańcy za brak opieki medycznej, opowiada 67-letnia Rafami.
Dwa lata temu zachorowała na gruźlicę. Kaszel, duszności i ból w klatce piersiowej z miesiąca na miesiąc odbierały jej siły. Aby zdobyć pieniądze na leczenie, sprzedała połowę swojego pola. Dopiero wtedy mogła pojechać do odległej Mahajangi i rozpocząć terapię.
Udało się uratować zdrowie, ale koszty były ogromne.
Drugą część ziemi kobieta sprzedała później, aby pomóc córce, która miała komplikacje podczas ciąży. Dziś nie pracuje już na roli i utrzymuje się dzięki rodzinie.
– Gdybym wcześniej dostała leczenie, mogłabym nadal pracować i utrzymywać się samodzielnie – mówi.
Jak podkreśla, w Mampikony gruźlica nie jest wyjątkiem, lecz codziennością.
– Szpital jest potrzebny wszystkim. Bez wyjątku.
Współpraca naukowa
Szpital Polski w Mampikony to nie tylko budynek i sprzęt medyczny. To również inwestycja w rozwój lokalnej kadry. Placówka rozpoczęła współpracę z uniwersytetem w Mahajanga, którego studenci będą odbywać tutaj praktyki i staże. Wszyscy pracownicy szpitala są Malgaszami wykształconymi na miejscu.
Opiekę merytoryczną nad projektem sprawuje dr n. med. Lidia Stopyra – uczestniczka siedmiu misji medycznych na Madagaskarze, ordynatorka Szpitala Żeromskiego w Krakowie i pracowniczka naukowa Uniwersytetu Andrzeja Frycza Modrzewskiego.
Dla mieszkańców północnego Madagaskaru otwarcie szpitala oznacza coś więcej niż nową placówkę medyczną. To szansa, że choroba nie będzie już wyrokiem wydawanym przez odległość, biedę i brak dostępu do lekarza. To miejsce, które sprawi, że historie takie jak te Natashy czy Rafami będą zdarzać się coraz rzadziej.
Źródło: Polska Fundacja dla Afryki