Szkolny Budżet Partycypacyjny w Europie: lekcje dla NGO i nie tylko
Jak sprawić, by Szkolny Budżet Partycypacyjny był czymś więcej niż jednorazowym konkursem na projekty? Międzynarodowy raport z badań w Polsce, Bułgarii, Włoszech i Hiszpanii pokazuje, że skuteczny proces nie zaczyna się od dużej kwoty, lecz od zaufania, sprawczości uczniów i rozwiązań dopasowanych do konkretnej społeczności szkolnej.
Cztery kraje, cztery różne punkty startu
Raport "School Participatory Budgeting: A Tool to Foster School Democracy" powstał na podstawie badań prowadzonych w latach 2024-2025 w Polsce, Bułgarii, Włoszech i Hiszpanii. Opracowanie pokazuje, jak Szkolny Budżet Partycypacyjny (dalej SBP) funkcjonuje w odmiennych systemach edukacji oraz warunkach prawnych, społecznych i kulturowych. Projekt, w ramach którego powstał między innymi opisywany raport, realizuje Fundacja Pole Dialogu wspólnie z Fundacją SocLab z Polski, BiPart Impresa Sociale z Włoch, Oficina de Proyectos Europeos del Gobierno de Cantabria z Hiszpanii oraz The Small Steps Foundation z Bułgarii. Jego celem jest rozwijanie narzędzi, które zwiększają zaangażowanie młodych Europejczyków w życie szkoły.
Punkty wyjścia w badanych państwach są bardzo różne. W Polsce Szkolne Budżety Partycypacyjne są stosunkowo rozpowszechnione - według szacunków funkcjonują w niemal 3% szkół publicznych. We Włoszech zidentyfikowano zaledwie kilka pilotaży SBP, często wysokiej jakości, ale zwykle niekontynuowanych. W Hiszpanii częściej rozwijane są inne formy budżetów partycypacyjnych skierowanych do młodzieży i społeczności lokalnych. W Bułgarii proces przeprowadzony w ramach projektu był najprawdopodobniej pierwszym SBP w kraju.
Nie tylko konkurs na najlepszy pomysł
SBP bywa postrzegany przede wszystkim jako możliwość zgłoszenia projektu, przeprowadzenia kampanii, udziału w głosowaniu i wydaniu pieniędzy. Tymczasem jego najważniejsza wartość nie ogranicza się do zakupu wyposażenia, usług czy zmiany szkolnej przestrzeni. Dobrze zaprojektowany proces pozwala uczniom rozpoznawać potrzeby społeczności, wspólnie wypracowywać pomysły, przygotowywać projekty, dyskutować o różnych rozwiązaniach, podejmować decyzje i obserwować ich konsekwencje. Uczy współpracy, odpowiedzialności, komunikacji, argumentowania i zarządzania wspólnymi zasobami. Dlatego też sukcesu nie należy mierzyć wyłącznie liczbą oddanych głosów albo wartością zrealizowanych projektów - równie ważne jest to, czy uczniowie mieli realny wpływ na regulamin i zasady, koordynację procesu, ocenę pomysłów i realizację zwycięskich inicjatyw. Nadrzędnym celem SBP pozostaje więc demokratyzacja szkoły, czyli oddanie głosu osobom, które zazwyczaj mają niewielki wpływ na sposób jej funkcjonowania.
Nie istnieje jeden model dla wszystkich szkół
Jednym z najważniejszych wniosków raportu jest brak uniwersalnego modelu SBP. Rozwiązanie sprawdzające się w dużej miejskiej szkole nie musi odpowiadać potrzebom małej placówki, szkoły zawodowej czy społeczności, która nie ma wcześniejszych doświadczeń z partycypacją. Proces powinien być dopasowany do zasobów, relacji i doświadczeń konkretnej szkoły. Zbyt rozbudowany model, obejmujący od razu lekcje rówieśnicze, procedury odwoławcze, wieloetapową deliberację i rozbudowaną ewaluację, może zniechęcić początkującą społeczność. Autorzy raportu proponują więc rozwijanie demokracji szkolnej stopniowo oraz przygotowywanie narzędzi na różnych poziomach zaawansowania: podstawowym, średnim i zaawansowanym. Prosty proces może być dobrym początkiem. Ważne jednak, aby szkoła nie zatrzymała się na organizowaniu plebiscytu, lecz z każdą kolejną edycją zwiększała wpływ uczniów i włączała ich w następne etapy podejmowania decyzji.
Rola NGO: uruchamiać zmianę, ale nie wyręczać szkoły
Organizacje społeczne mogą wnosić do szkół wiedzę, metody pracy, doświadczenie facylitacyjne i gotowe materiały. Mogą także pomagać w rozmowach z dyrekcją, szkolić zespoły koordynujące oraz czuwać nad tym, aby proces był przejrzysty i rzeczywiście oddawał głos uczniom. Wsparcie zewnętrzne ma jednak również swoją pułapkę - proces w całości prowadzony przez ekspertów może przynieść bardzo dobry jednorazowy rezultat, ale nie musi wzmacniać kompetencji nauczycieli i uczniów. Raport wskazuje, że model oparty wyłącznie na zewnętrznych facylitatorach dobrze sprawdza się podczas pilotażu, lecz może utrudniać późniejsze samodzielne kontynuowanie programu przez szkołę.
Zatem zadaniem NGO nie powinno być trwałe przejęcie procesu - ważniejsze jest przygotowanie społeczności szkolnej do samodzielnego działania: przekazanie prostych narzędzi, wyszkolenie koordynatorów, pomoc w podziale odpowiedzialności oraz zaplanowanie kolejnej edycji jeszcze przed zakończeniem pilotażu.
Bez nauczycieli i wsparcia dyrekcji będzie trudno
Za wieloma udanymi procesami stoi jedna szczególnie zaangażowana osoba - nauczycielka, nauczyciel, pedagog lub przedstawiciel dyrekcji. To ona wprowadza temat do szkoły, przekonuje innych do jego wartości i koordynuje działania, często bez dodatkowego wynagrodzenia. Dlatego materiały i szkolenia powinny odpowiadać nie tylko na potrzeby uczniów, lecz także wzmacniać dorosłych szkolnych koordynatorów. Nie można przy tym ignorować warunków, w jakich pracują szkoły. We wszystkich czterech badanych krajach problemem jest niedofinansowanie edukacji, niedobór pracowników oraz niechęć do podejmowania kolejnych nieodpłatnych obowiązków. W części placówek dodatkową barierą jest przeciążony program nauczania.
Kluczowe jest również poparcie dyrekcji. Bez niego trudno zapewnić uczniom czas na przygotowanie projektów, prowadzenie działań informacyjnych czy ocenę procesu. Jednocześnie dyrekcja nie powinna przejmować decyzji należących do uczniów ani odrzucać propozycji wyłącznie na podstawie osobistych preferencji.
Duża zmiana nie zawsze wymaga dużego budżetu
Raport podkreśla, że wartościowy proces nie musi opierać się na wysokich, pokaźnych finansach - nawet niewielki budżet może dać uczniom rzeczywiste doświadczenie wpływu, pod warunkiem że decyzje są wiążące, zasady jasne, a zwycięskie projekty zostają zrealizowane. Uzależnienie kolejnych edycji od grantów, miejskich programów lub finansowania europejskiego osłabia trwałość SBP, dlatego warto od początku rozmawiać o różnych źródłach środków: budżecie szkoły, wsparciu rady rodziców, działaniach samorządu uczniowskiego, zbiórkach czy finansowaniu społecznościowym. Nie chodzi tu o wycofywanie samorządów i organizacji społecznych ze wspierania szkół. Chodzi o to, aby zewnętrzna pomoc prowadziła stopniowo do większej samodzielności, a nie do przekonania, że bez kolejnej dotacji nie da się przeprowadzić żadnego działania. Jak pokazują polskie doświadczenia, szkolna demokracja może rozwijać się także przy stosunkowo niewielkich środkach.
Potrzebne są sieci współpracy i wymiany doświadczeń
Indywidualne wsparcie każdej szkoły jest kosztowne i trudne do utrzymania, natomiast jednym z rozwiązań są lokalne, regionalne i międzynarodowe sieci praktyków SBP. Wspólne warsztaty, konferencje, grupy internetowe i spotkania koordynatorów pozwalają początkującym zespołom korzystać z doświadczeń bardziej zaawansowanych szkół. Dzięki temu wiedza nie pozostaje wyłącznie w organizacjach eksperckich, lecz krąży pomiędzy nauczycielami, uczniami, dyrekcjami i samorządami. Budowanie takich sieci jest jednym ze sposobów uniezależniania szkół od niestabilnego wsparcia pojedynczych organizacji, instytucji publicznych czy programów europejskich.
Jednorazowy projekt nie zmieni od razu postaw
Od SBP nie należy oczekiwać natychmiastowej przemiany postaw obywatelskich. Badanie uczniów uczestniczących w pilotażach w 4 krajach nie wykazało wyraźnych zmian w większości analizowanych obszarów. Pojedyncze procesy mogą rozwijać takie umiejętności jak współpraca czy występowanie publiczne, ale nie pozwalają jeszcze ocenić trwałego wpływu na stosunek młodych ludzi do demokracji. Potrzebne są kolejne edycje, konsekwentna ewaluacja i badania prowadzone przez kilka lat. Właśnie długofalowe obserwacje pozwolą sprawdzić, czy uczestnictwo przekłada się na większe poczucie sprawczości, zaufanie, gotowość do współpracy i aktywność obywatelską. Najważniejsza lekcja pozostaje jednak prosta: Szkolny Budżet Partycypacyjny ma sens wtedy, gdy nie jest jedynie konkursem projektów, lecz częścią budowania wspólnoty - wspólnoty, w której głos uczniów traktuje się poważnie, a demokracji nie tylko uczy się na lekcjach, ale także praktykuje się ją na co dzień.
Jedna idea, cztery zupełnie różne skale
Najbardziej zaskakujące jest to, że cztery badane kraje można potraktować niemal jak cztery etapy rozwoju Szkolnego Budżetu Partycypacyjnego. W Polsce autorzy przeanalizowali 53 potwierdzone przypadki i oszacowali, że mechanizm funkcjonuje w blisko 3% szkół publicznych - to najwięcej spośród badanych państw, choć nadal oznacza niewielką część całego systemu. We Włoszech pierwsze eksperymenty rozpoczęły się dopiero w 2017 roku - do 2019 roku było ich pięć, a do 2024 roku liczba inicjatyw wzrosła do 12, jednak wiele z nich pozostało jednorazowymi pilotażami zależnymi od zewnętrznego finansowania. W Hiszpanii badacze przyjrzeli się 36 procesom, lecz tylko dwa zakwalifikowali jako Szkolne Budżety Partycypacyjne w ścisłym znaczeniu - pozostałe częściej łączyły szkoły z miejskimi procesami skierowanymi do dzieci i młodzieży. Bułgaria znajduje się natomiast na samym początku tej drogi - Szkolny Budżet Partycypacyjny przeprowadzony w ramach projektu "School Participatory Budgeting - a tool to foster school democracy" był prawdopodobnie pierwszym takim procesem w kraju. To porównanie nie tworzy jednak prostego rankingu, a pokazuje raczej cztery odmienne ścieżki: polskie oddolne upowszechnianie, włoskie eksperymentowanie, hiszpańskie łączenie szkół z partycypacją miejską i bułgarskie przecieranie szlaków. Właśnie dlatego nie istnieje jeden europejski model, który można po prostu skopiować - rozwój szkolnej demokracji zawsze zaczyna się od lokalnych warunków, istniejących doświadczeń i gotowości dorosłych do rzeczywistego podzielenia się władzą z uczniami.
Największy paradoks Szkolnego Budżetu Partycypacyjnego
Im bardziej rozbudowany, kosztowny i wspierany przez zewnętrznych ekspertów jest pilotaż, tym większe może być ryzyko, że szkoła nie powtórzy go samodzielnie. Autorzy raportu zauważają, że najbardziej zaawansowane procesy, wprowadzane przez organizacje zewnętrzne, bywają trudniejsze do kontynuowania po zakończeniu projektu. Jednocześnie badania przeprowadzone przed i po jednorazowych szkolnych budżetach nie wykazały istotnej zmiany demokratycznych nawyków uczniów. Jedna edycja może być ważnym doświadczeniem, ale nie zmienia od razu kultury szkoły. Prawdziwą miarą sukcesu nie jest więc wysokość budżetu, liczba oddanych głosów ani nawet jakość zwycięskich projektów. Jest nią to, czy rok później szkoła ponownie odda uczniom część decyzji - już nie dlatego, że trwa grant czy projekt, ale dlatego, że współdecydowanie stało się jej zwyczajem. Demokracja szkolna nie jest bowiem wydarzeniem. Jest nawykiem.
Dodaj informację do portalu ngo.pl!
Czekamy na Twój artykuł, komentarz, wywiad czy relację. Dotrzyj ze swoją informacją do tysięcy osób, które czytają ngo.pl.
-
●Dorota Setniewska, ngo.pl
-
●Anna Mucha, Stowarzyszenie MOST
-
●Anna Mucha, Stowarzyszenie MOST
-
●Iwona Danilewicz