Na spotkaniach lokalnych często wszystko zaczyna się od ciszy. Ten tekst pokazuje, jak prosty „suchar” może przełamać napięcie, uruchomić rozmowę i pomóc przejść od bierności do działania. Do wspólnego sucharowania zapraszam przede wszystkim osoby pracujące z mieszkańcami, animatorów/ki organizatorów/ki społeczności i osoby z zespołów NGO.
Na sucho
Suchar, im bardziej suchy, tym lepszy, to jedna z moich podstawowych metod pracy w organizowaniu społeczności lokalnej. Brzmi trochę jak żart, ale w praktyce działa zaskakująco często.
Nie chodzi jednak o „bycie zabawną” ani rozśmieszanie grupy na siłę. Chodzi o moment. O krótkie zdanie, które zmienia atmosferę, pozwala złapać dystans i daje ludziom sygnał, że mogą wejść w rozmowę po swojemu.
Z mojego doświadczenia w Domu Sąsiedzkim Gościnna Przystań na gdańskiej Oruni widzę, że takie drobne momenty mają znaczenie. Często to one decydują, czy relacja zostanie rozpoczęta, reaching out uskuteczniony, albo czy spotkanie zostanie na poziomie wymiany zdań, czy też zacznie się z niego wyłaniać coś wspólnego.
Patrząc na to z perspektywy podejścia skoncentrowanego na rozwiązaniach, humor nie jest dodatkiem, tylko sposobem pracy. Pomaga przesunąć uwagę z tego, co blokuje, na to, co może ruszyć dalej. Nie analizuje problemu, tylko otwiera przestrzeń na działanie.
Jak działa humor na przykładach…
Podejście skoncentrowane na rozwiązaniach to sposób pracy, który zakłada, że osoby i społeczności mają w sobie zasoby potrzebne do radzenia sobie z wyzwaniami. Są ekspertami od swojego życia i swojej sytuacji, nawet jeśli na pierwszy rzut oka tego nie widać.
Zamiast skupiać się na analizowaniu problemów, koncentrujemy się na tym, co już działa i co można zrobić jako kolejny, nawet bardzo mały krok. Jedna z prostych zasad tego podejścia brzmi: jeśli coś działa, rób tego więcej. Jeśli nie działa, spróbuj czegoś innego.
W pracy organizatorki społeczności oznacza to przesunięcie uwagi z braków i trudności na zasoby, relacje i możliwości działania tu i teraz. Rolą organizatorki nie jest „naprawianie” ludzi ani dawanie gotowych rozwiązań, ale tworzenie przestrzeni, w której społeczność może zobaczyć swoje możliwości i z nich skorzystać.
Humor dobrze wpisuje się w to podejście, bo pomaga zrobić dokładnie to samo: zmienić perspektywę, obniżyć napięcie i uruchomić to, co już w społeczności jest.
Obniża próg wejścia
Pierwsze spotkania z mieszkankami i mieszkańcami często są sztywne. Ludzie nie wiedzą, czego się spodziewać. Lekki żart potrafi szybko zmienić klimat i pokazać, że można się odezwać. Na jednym ze spotkań, kiedy zapadła cisza, prowadząca rzuciła: „Spokojnie, nie będę pytać po kolei, kim jesteście i co czujecie”. Pojawił się śmiech, ktoś dorzucił komentarz i rozmowa zaczęła się toczyć.
Rodziców dzieci uczęszczających na zajęcia często pytam z udanym zdziwieniem: „Pan nie jest za duży, żeby chodzić do przedszkola?”. Pierwsza zaczepka, pierwsza wymiana zdań. Już się znamy.
To działa, bo humor obniża próg wejścia także na poziomie biologicznym i społecznym. Śmiech rozluźnia ciało, obniża napięcie w układzie nerwowym i wysyła sygnał bezpieczeństwa. Z perspektywy nauk społecznych zmniejsza dystans i skraca „czas do pierwszej interakcji”. Nie trzeba już szukać idealnych słów ani „odpowiedniego momentu”. Pojawia się pretekst do odezwania się. Im głupszy suchar, tym krótszy dystans budujemy. W praktyce oznacza to, że łatwiej przejść z roli obserwatorki czy obserwatora do uczestnictwa.
Rozbraja opór
Gdy pojawia się „tu się nic nie da zrobić”, humor pozwala podejść do tego bez konfrontacji i otworzyć rozmowę na inne możliwości. Podczas jednego ze spotkań ktoś powiedział właśnie to zdanie, a prowadząca odpowiedziała: „To mamy dwie opcje: nic nie robimy albo sprawdzamy, czy jednak coś się da”. Kilka osób się uśmiechnęło i po chwili zaczęły padać pierwsze konkretne pomysły.
Podobnie w sytuacjach „w terenie”. Do Panów po cichu pijących piwo na placu zabaw zwróciłam się słowami: „Widzę, że Panowie tu po cichu wesele rozkręcają”. Mogło być konfrontacyjnie, a można było na luzie. Panowie przeprosili i przenieśli się… miejmy nadzieję, że nie na inny plac zabaw.
Humor w trudnych momentach pomaga zachować twarz, więc łatwiej zmienić zachowanie bez wchodzenia w konflikt. Jednocześnie zmienia się układ ról – pojawia się bardziej partnerska sytuacja, w której jest przestrzeń na reakcję bez oporu.
Buduje poczucie wspólnoty
Wspólny śmiech tworzy poczucie „my”. To często pierwszy moment, w którym grupa zaczyna być razem, a nie obok siebie. Kiedy grupa długo nie mogła wymyślić nazwy dla swojej inicjatywy, ktoś rzucił: „To może: Jeszcze Nie Wiemy, Ale Działamy”. Wszyscy się roześmiali i to właśnie od tego momentu zaczęła się wspólna praca nad kolejnymi propozycjami. Z osób przy jednym stole staliśmy się grupą, zespołem. Łatwiej działać z pozycji „my”. Dzieje się tak też dlatego, że śmiech jest „zaraźliwy" – uruchamia neurony lustrzane, dzięki którym automatycznie dostrajamy się do siebie nawzajem. To buduje synchronizację, poczucie bycia razem i wzmacnia relację, zanim jeszcze padną konkretne ustalenia.
Przekierowuje uwagę na zasoby
Podejście skoncentrowane na rozwiązaniach opiera się na tym, co działa. Humor pomaga zmienić perspektywę, szczególnie gdy rozmowa kręci się wokół braków. W jednej z grup mieszkańcy długo wymieniali, czego nie mają: sali, pieniędzy, sprzętu. Prowadzący skomentował: „Czyli klasyczny zestaw startowy”. Śmiech rozluźnił atmosferę i ktoś dodał: „Ale mamy ludzi”, co otworzyło zupełnie inną rozmowę. Marudzenie i narzekanie jest łatwe, ale zdecydowanie bardziej produktywnie jest szukać, co już mamy i na czym można budować.
Chroni przed przeciążeniem
Praca w społeczności i ze społecznością bywa wymagająca. Humor pomaga złapać dystans i utrzymać energię. Po spotkaniu, na którym padło dużo pretensji i frustracji, atmosfera w zespole była ciężka. W pewnym momencie jedna z osób powiedziała: „Dobra, to kto dziś bierze to do domu, a kto zostawia tutaj?”. Kilka osób się uśmiechnęło, ktoś odpowiedział: „Ja zostawiam”. Napięcie puściło i dopiero wtedy dało się spokojnie pogadać o tym, co dalej. Śmiech pomaga regulować układ nerwowy, obniżając napięcie i przywracając poczucie bezpieczeństwa, co w pracy ze społecznością przekłada się na większą otwartość, gotowość do rozmowy i podejmowania działania. Czasem jedynym sposobem, by przetrwać spotkanie na „spince” czy nieprzyjemnego maila, to wspólnie go obśmiać, żeby znaleźć siłę do dalszego działania.
Jak używać humoru w pracy lokalnej
- Śmiejemy się razem, nie z kogoś
- Najpierw emocje, potem ewentualnie żart
- Lepiej mniej niż za dużo
- Humor ma wspierać proces
- Naturalność jest ważniejsza niż „bycie zabawną/nym”
- Warto obserwować reakcje grupy i w razie gafy powiedzieć „przepraszam"
Humor jako mikrointerwencja
W podejściu skoncentrowanym na rozwiązaniach często mówimy o małych zmianach, które robią dużą różnicę i humor jest jedną z nich. Czasem wystarczy jedno zdanie, żeby coś się odblokowało. Podczas spotkania organizacyjnego zapada cisza, gdy trzeba podzielić zadania i nikt nie chce zacząć. Prowadząca mówi wtedy: „Widzę, że wszyscy czekamy na ochotniczkę z zewnątrz. Jak przyjdzie, dam znać”. Pojawia się śmiech i ktoś w końcu się zgłasza. To jest właśnie mikrointerwencja, bo jest mała i dzieje się tu i teraz. Nie zmienia tematu spotkania, ale zmienia jego dynamikę. Zamiast analizować problem, tworzy przestrzeń do działania i nie narzuca rozwiązania, tylko zaprasza do niego. I o to chodzi w podejściu skoncentrowanym na rozwiązaniach: drobna zmiana w interakcji może uruchomić większą zmianę.
To nie jest dla każdego. Będą też wpadki – i to też jest OK
Humor, a szczególnie suchary, nie są narzędziem dla wszystkich i w każdej sytuacji. Jeśli bliżej Ci do pracy na poważnie, spokojniej, bardziej strukturalnie, to też jest w porządku. W pracy ze społecznością nie chodzi o to, żeby używać „modnych” metod, tylko takich, które są spójne z Tobą i działają w danym kontekście. Tak jak w sztuce, nie każde narzędzie pasuje do każdego artysty.
Warto też pamiętać, że jeśli decydujesz się na humor, to nie zawsze „siądzie”. Czasem ktoś nie zrozumie, komuś nie przypasuje, a czasem po prostu wyjdzie niezręcznie. Zdarzają się wpadki i gafy. To jest część tej pracy. Na jednym ze spotkań w urzędzie rzuciłam sucharem i zapadła cisza. Nikt się nie śmiał. Wszyscy najpierw spojrzeli na panią dyrektor, jakby sprawdzali, czy w ogóle można. Była taka sekunda, może dwie, trochę napięcia, trochę niepewności. Dopiero potem ktoś się uśmiechnął i poszło.
I to też można wziąć z lekkością. Paradoksalnie właśnie wtedy humor najbardziej się przydaje, bo pomaga wrócić do kontaktu i iść dalej bez nadmiernego spinania się.
Bank „sucharów” do pracy w społeczności lokalnej
Na początek spotkania
- „Spokojnie, to spotkanie jest bez kartkówki i bez ocen końcowych”
- „Można się odzywać, mikrofony są w standardzie”
- „Plan jest ambitny, ale mamy też wersję: zobaczymy, co wyjdzie”
Gdy jest cisza albo opór
- „Cisza też jest odpowiedzią, tylko trudniej ją wpisać do protokołu”
- „Widzę tryb obserwatora, czekam na pierwszego śmiałka”
- „Spokojnie, pierwsza wypowiedź jest zawsze najdroższa, potem tanieje”
Gdy pojawia się „nic się nie da”
- „Super, to mamy niski próg sukcesu”
- „Czyli każde coś będzie już sukcesem”
- „Zaczynamy od ‘nie da się’, żeby szybciej dojść do ‘jakoś poszło’”
Przy zbieraniu pomysłów
- „Na razie zbieramy wszystko, nawet rzeczy z kategorii ‘zobaczymy później’”
- „Nie oceniamy, mózgi są dziś w trybie produkcji”
- „Burza mózgów, parasole zamknięte, lecimy”
Gdy spada energia
- „Widzę lekki spadek napięcia, robimy restart systemu”
- „Jeszcze kawałek i ogłaszamy mały sukces”
- „Kto odpłynął myślami, wracamy na pokład”
Po trudnej rozmowie
- „To był poziom trudny, ale przeszliśmy dalej”
- „Nie było łatwo, czyli było potrzebne”
- „Dobra, to teraz wersja: co z tym robimy dalej”
Dla zespołu
- „Postęp niewidoczny gołym okiem, ale czujemy, że jest”
- „Działamy w trybie: powoli, ale do przodu”
- „Małe kroki też robią kilometry”
Podsumowanie
Humor w pracy ze społecznością lokalną nie jest dodatkiem ani „rozluźniaczem na koniec”. Może być realnym narzędziem pracy. Szczególnie w podejściu skoncentrowanym na rozwiązaniach, gdzie liczą się małe kroki, zasoby i to, co działa tu i teraz.
Suchar nie rozwiązuje problemów, ale potrafi zmienić moment. A czasem to właśnie moment decyduje, czy grupa pójdzie dalej, czy zostanie w miejscu. Jedno zdanie może obniżyć napięcie, uruchomić rozmowę i zaprosić ludzi do działania.
Nie trzeba być zabawną/nym. Wystarczy uważność i wyczucie chwili.
Podziękowania
W naszym zespole Gościnnej Przystani suchary to w zasadzie chleb powszedni (tak, wiem). Pojawiają się między spotkaniami, w trakcie i po nich, czasem bardziej trafione, czasem mniej. Dopiero jednak spotkanie szkoleniowe z Joanną i Marcinem Buraczek z Centrum Sięgam po Pomoc pomogło mi ubrać to w słowa i zobaczyć, że to, co robimy intuicyjnie, ma swoje miejsce w podejściu do pracy z ludźmi. Dzięki za to.
Na koniec dedykacja dla współsucharowczyń z Domu Sąsiedzkiego, z którymi przez lata rozwijałyśmy ten talent: Asi Zasowskiej, Dorocie Przybylskiej i Magdzie Urbanowicz oraz niezrównanemu mistrzowi tematu, Piotrowi Wróblewskiemu. Dzięki za wszystkie lepsze i gorsze suchary.
Źródło: Gdańska Fundacja Innowacji Społecznej