PrAwokacje Izdebskiego. Krok do przodu, ale do systemu jeszcze długi marsz [komentarz]
Kryzysy pokazały, że organizacje społeczne potrafią działać tam, gdzie państwo zawodzi. Czy ustawa o ochronie ludności i obronie cywilnej uczyni z nich pełnoprawnych partnerów, czy jedynie „rezerwowy zasób” na czarną godzinę? Nowelizacja ustawy pokazuje, że systemowa współpraca wciąż przegrywa z biurokracją i brakiem zaufania.
W portalu organizacji pozarządowych ngo.pl można regularnie czytać blog Krzysztofa Izdebskiego – prawnika, aktywisty, członka zarządu Fundacji im. Stefana Batorego i członka Rady Programowej Archiwum Osiatyńskiego. W PrAwokacjach Izdebskiego autor komentuje bieżące wydarzenia, ważne dla organizacji społecznych i praw człowieka.
Są takie momenty, w których państwo dostaje od rzeczywistości bardzo konkretną lekcję. Kryzysy ostatnich lat były właśnie takim doświadczeniem. Bezlitosnym sprawdzianem sprawności instytucji, ale też testem tego, na ile serio traktujemy społeczeństwo obywatelskie jako element systemu, a nie tylko jako tymczasowy opatrunek.
Bo kiedy przyszła pandemia, a potem wybuchła wojna w Ukrainie i przez Polskę przeszła fala uchodźców, wyraźnie zobaczyliśmy, że tam, gdzie państwo nie nadążało, organizacje społeczne, ruchy oddolne i nieformalne sieci wsparcia natychmiast wchodziły w tę lukę. Bez sztywnych procedur, bez długich uzgodnień, za to ze skutecznością, której – z obiektywnych powodów – administracja publiczna może im tylko pozazdrościć. Tyle, że te dwa światy muszą zawrzeć trwałe sojusze, a nie dryfować odrębnie w galaktycznej przestrzeni, napotykając na siebie tylko przy okazji.
Tam, gdzie państwo nie nadąża
Można więc formułować oczekiwania, że lekcje z poprzednich kryzysów zostaną odrobione i że przełożą się na trwałe rozwiązania systemowe, w których organizacje społeczne nie będą traktowane jako rezerwowy zasób do wykorzystania w sytuacjach nadzwyczajnych, lecz jako równorzędni współtwórcy polityk publicznych w obszarze bezpieczeństwa i odporności państwa.
Tymczasem nowelizacja ustawy o ochronie ludności i obronie cywilnej pozostawia organizacje ze sporym niedosytem. To prawda, że wreszcie załatwiono sprawę porozumień organizacji z gminami i powiatami.
CZYTAJ TAKŻE: Bez konkursów i bez głosu w sztabach kryzysowych? Trudny dialog organizacji z MSWiA >>
Ale pojawiają się też głosy, że wygląda to na próbę zachowania kontroli nad systemem przy jednoczesnym, dość ostrożnym i fragmentarycznym dopuszczeniu aktorów społecznych niekoniecznie tam, gdzie zapadają realne decyzje.
Włączenie, które nie daje poczucia wpływu
Bo jeżeli organizacje społeczne nie mają, zagwarantowanego miejsca w sztabach kryzysowych, czyli w tych strukturach, które w praktyce decydują o kierunkach działań w sytuacjach nadzwyczajnych, to trudno mówić o ich rzeczywistym włączeniu do systemu.
Mamy raczej do czynienia z modelem, w którym sektor obywatelski pozostaje wykonawcą zadań, a nie partnerem współodpowiedzialnym za ich projektowanie. Pozostaje mieć nadzieję, że – zgodnie z deklaracjami politycznymi – taka zmiana nastąpi przy okazji nowelizacji ustawy o zarządzaniu kryzysowym.
Te deklaracje są ważne, ale jeżeli – wbrew rekomendacjom organizacji społecznych – mechanizmy finansowania nie są w dalszym ciągu oparte na przejrzystych, konkurencyjnych procedurach, tylko pozostawiają szerokie pole uznaniowości czy niejasności interpretacyjnych, to z organizacjami zostaje poczucie, że mogą działać, mogą pomagać, ale na warunkach niewykorzystujących w pełni ich potencjału.
Partner czy podwykonawca?
W związku z tym, to nie jest spór o detale legislacyjne ani o techniczne rozwiązania, lecz o coś znacznie głębszego – o model relacji między państwem a społeczeństwem obywatelskim w ogóle.
Z jednej strony bowiem deklarujemy, że chcemy budować odporność społeczną, a więc system zdolny do reagowania na zagrożenia dzięki współpracy różnych aktorów, z drugiej zaś strony wciąż projektujemy rozwiązania w logice hierarchicznej, scentralizowanej i opartej na ograniczonym zaufaniu do podmiotów spoza administracji.
Zaufanie jako brakująca instytucja
Tymczasem doświadczenie ostatnich lat pokazuje wyraźnie, że odporność społeczna jest efektem relacji, sieci współpracy i kapitału zaufania, które buduje się latami i które w sytuacji kryzysu decydują o tym, czy reakcja będzie wystarczająco szybka i adekwatna.
Państwo może te procesy wzmacniać albo osłabiać, może tworzyć ramy sprzyjające współdziałaniu albo je ograniczać, ale nie jest w stanie ich zastąpić – i właśnie dlatego tak istotne jest czy widzi w organizacjach społecznych partnerów, czy jedynie zasób do incydentalnego wykorzystania.
System równoległy zamiast wspólnego
Skromny zakres nowelizacji ustawy w opisywanym obszarze daje niestety podstawy, by sądzić, że wciąż bliżej nam do tej drugiej logiki, w której społeczeństwo obywatelskie jest potrzebne, ale nie do końca dopuszczone. Obecne, ale nie w pełni upodmiotowione, doceniane w narracji, lecz marginalizowane w praktyce decyzyjnej.
A to oznacza, że zamiast budować spójny system odporności, w którym różne elementy wzajemnie się uzupełniają i wzmacniają, ryzykujemy utrwalenie modelu równoległych porządków: państwowego i społecznego, które w sytuacjach kryzysowych działają obok siebie, czasem się wspierając, a czasem, niestety, wchodząc sobie w drogę.
Jest jeszcze szansa
I to jest właśnie ta niewykorzystana szansa, która może okazać się kosztowna nie w wymiarze abstrakcyjnym, lecz bardzo konkretnym, kiedy przyjdzie kolejny kryzys, a my znów będziemy musieli improwizować.
Czy organizacje społeczne są potrzebne w systemie ochrony ludności? Pozytywna odpowiedź wynika już z praktyki. Ważniejszym pytaniem na dalsze etapy prac nad systemem odporności i zarządzania kryzysowego jest, czy państwo jest gotowe naprawdę podzielić się z nimi odpowiedzialnością, a więc także częścią władzy i kontroli.
Na razie odpowiedź, niestety, pozostaje niejednoznaczna, ale cieszmy się tym, co już udało się wprowadzić i co pada w deklaracjach decydentów. Zachęcam przede wszystkim senatorów i senatorki, by w czasie prac legislacyjnych nie tylko zaproponowali poprawki uwzględniające postulaty rekomendacji, ale również skorzystali z perspektywy „izby refleksji” do zastanowienia się jak skutecznie „uspołecznić” system odporności państwa.
Krzysztof Izdebski – członek zarządu Fundacji im. Stefana Batorego. Członek Rady Programowej Archiwum Osiatyńskiego. Stypendysta Marshall Memorial, Marcin Król i Recharge Advocacy Rights in Europe. Jest prawnikiem, absolwentem Uniwersytetu Warszawskiego i specjalizuje się w dostępie do informacji publicznej, ponownym wykorzystywaniu informacji sektora publicznego oraz wpływie technologii na demokrację. Posiada szerokie doświadczenie w budowaniu relacji pomiędzy administracją publiczną a obywatelami. Jest autorem publikacji z zakresu przejrzystości, technologii, administracji publicznej, korupcji oraz partycypacji społecznej.
Źródło: inf. własna ngo.pl