Piękno w zgodzie z planetą. O ekopielęgnacji, zero waste i świadomych wyborach [wywiad]
Czy kosmetyki mogą być dobre jednocześnie dla skóry i dla planety? O idei zero waste, naturalnej pielęgnacji, domowych środkach czystości, pułapkach greenwashingu i bardziej świadomych wyborach konsumenckich opowiada Natalia Pietrzak – przedstawicielka branży beauty, która pokazuje, że ekologiczne podejście do codziennych nawyków może dawać realne poczucie sprawczości.
Jak wybierać kosmetyki mądrze i ekologicznie, nie dając się zwieść samym „zielonym” obietnicom?
Natalia Czarkowska: – Od jak dawna działasz w branży beauty i jak to się stało, że do niej weszłaś?
Natalia Pietrzak: – W branży beauty działam zawodowo od około trzech lat. Mogę jednak powiedzieć, że niemal całe swoje dorosłe i młodzieńcze życie spędziłam zanurzona w tej sferze, bo od dzieciństwa pasjonowały mnie kosmetyki, które znajdowały się na toaletce mojej mamy – wszelkiego rodzaju produkty do pielęgnacji twarzy, ciała, różne przedziwne specyfiki do włosów i wszelkie kosmetyki do makijażu. I tak się wydarzyło, że moja ścieżka zawodowa również związała się pośrednio z pielęgnacją i kosmetykami. Obecnie pracuję bardziej z zapachami niż kosmetykami do pielęgnacji, natomiast był na mojej ścieżce zawodowej taki moment, w którym sprzedaż tego typu produktów należała do moich obowiązków.
Wiadomo więc już, skąd część beauty, a skąd wzięło się eco?
– Jako osoba bardzo zainteresowana kosmetykami, a przede wszystkim rozwijającym się rynkiem i powstającymi nowymi markami, dowiedziałam się kilka lat temu o targach Ekocuda w Poznaniu, które to skupiały przede wszystkim małe naturalne marki z Polski. Naturalne, czyli tak naprawdę w jakimkolwiek sensie związane z byciem przyjaznym planecie – czy to pod szyldem zero waste, czy ze względu na produkcję kosmetyków z rodzimych, lokalnych składników, czy oferujące produkty nietestowane na zwierzętach. Właśnie tam miałam okazję poznać bardzo dużo produktów naturalnych, które mocno zaskoczyły mnie tym, że nie odbiegały jakością pielęgnacyjną od tego, co można było znaleźć w takim mainstreamowym segmencie rynku, a jednak odznaczały się większą przyjaznością – czy dla człowieka, czy dla skóry, czy dla planety. No i tak zaczęło się u mnie zainteresowanie tematem kosmetyków naturalnych. Bardzo szybko zorientowałam się, że jest to coś, w co można angażować się tak naprawdę na własną rękę, samemu. I to nie tylko w kwestii pielęgnacji ciała, twarzy, włosów i tak dalej, ale też pod względem takich podstawowych produktów higienicznych czy produktów do sprzątania. To jest właśnie coś, o czym niewiele osób wie – że można tak naprawdę przy użyciu kilku prostych składników zmiksować wiele tego typu środków samemu w domu.
To w jakim stopniu osiągalne jest dla szarego człowieka samodzielne zrobienie szarego mydła?
– (uśmiech) Myślę, że może szare mydło jest akurat takim komponentem, który niespecjalnie warto jest robić samemu w domu, bo jest to proces jednak trochę bardziej czasochłonny. Można natomiast zakupić szare mydło całkiem ekologicznie, w przystępnie zapakowanej formie, czy w jakiejś papierowej torbie, czy w innych tego typu opakowaniach i potraktować je jako komponent do robienia na przykład właśnie środków czystości czy środków do prania. Zazwyczaj potrzebne są do tego tak naprawdę takie rzeczy, które mamy wszyscy w domach, w kuchni – czyli soda oczyszczona, kwasek cytrynowy, ocet ryżowy, winny (jabłkowy również świetnie się sprawdza, na przykład już właśnie bardziej pielęgnacyjnie, do ciała – tylko wtedy warto zwrócić uwagę, żeby był filtrowany). No i na przykład przygotowanie własnej pasty do zębów jest kwestią banalnie prostą. Jest to, co prawda, trochę kontrowersyjne w środowisku medycznym, bo różni dentyści różnie się o tym wypowiadają, ale są osoby, którym to się świetnie sprawdza. Można też bardzo łatwo zrobić na przykład bezpieczne specyfiki do sprzątania kuchni. A niewiele osób o tym wie, bo też niewiele osób taką wiedzę w ogóle szerzy.
A czy mogłabyś w skrócie powiedzieć, czym w ogóle jest zero waste?
– Zero waste jest w pewnym sensie filozofią życia, w której dążymy do tego, żeby minimalizować pozostawiony po sobie „ślad” – czy to będzie ślad węglowy, czy ślad fizyczny w postaci sumy wszystkich papierków po batonikach, jakie zjedliśmy w ciągu życia (uśmiech); staramy się minimalizować wpływ naszego przebywania na planecie na jej naturalne procesy.
Czy możesz opowiedzieć więcej o swojej osobistej ścieżce w tym zakresie? Co zaczęłaś implementować w swojej codzienności, by zbliżyć się do funkcjonowania podług koncepcji ecobeauty i zero waste?
– Kiedy dowiedziałam się, że wiele kosmetyków, z których korzystam na co dzień, można przygotować samemu w domu z prostych, tanich składników, które są dla nas całkiem bezpieczne, zaczęłam wymieniać całą szafkę pełną plastikowych opakowań na szklane słoiki wypełnione mieszankami, które przygotowywałam sama. Udało mi się w tym procesie wymienić tak naprawdę wszystkie środki do sprzątania; nawet płyny do czyszczenia piekarnika, które zazwyczaj są bardzo mocnymi specyfikami! W ten sam sposób wymieniłam również środki do prania – na bardziej naturalne i bezpieczne, i nieprzychodzące w plastikowym opakowaniu. Tak samo zaczęłam też upraszczać pielęgnację i stosować kosmetyki, które mogłam przygotować sama w domu, co podziałało, powiem szczerze, bardzo dobrze na stan mojej skóry. Ogólnie po wielu latach korzystania z takich kosmetyków klasycznych, drogeryjnych, moja cera była mocno uwrażliwiona, a wtedy na tych ekotargach przekonałam się, że faktycznie te naturalne formuły mogą być bardzo kojące. No i zaczęłam tak naprawdę taką małą produkcję kosmetyków i naturalnych środków czystości na użytek własny, a także na użytek wielu moich przyjaciół i dużej części mojej rodziny. I tak jak na początku wszystkim trochę to wciskałam – byli delikatnie oporni na jakieś takie dziwne „mazidła w słoiku” – ale później sami przychodzili do mnie i prosili o uzupełnienie, bo okazywało się, że te rzeczy faktycznie im się sprawdzały.
Wróćmy teraz na chwilę do twojego funkcjonowania w branży beauty. Jak aktualnie postrzegasz ten sektor? Chodzi tutaj przede wszystkim tutaj o ten segment eco czy natural beauty – jak sądzisz, co powinno być brane pod uwagę, jeżeli ten fragment ma się odpowiednio rozwijać?
– Myślę, że ten moment, w którym ja zaczęłam poznawać rynek kosmetyków naturalnych – czyli kiedy poszłam na Ekocuda w 2017 roku – to był taki moment, kiedy faktycznie na rynku został odnotowany duży boom na kosmetyki naturalne. Zorientowano się, że to jest coś, czego konsumenci poszukują i że te marki, które posługują się takim rodzajem identyfikacji, zyskują na dużej popularności. I to było związane właśnie z tym, że wielu ludzi było trochę jednak zmęczonych migoczącymi drogeriami i szukało prostszych rozwiązań, bliższych naturze. Od tego czasu rynek kosmetyczny bardzo mocno eksploatuje tę rosnącą potrzebę konsumentów; i oczywiście robi to na sposoby dla nas bardzo ambiwalentne. Z jednej strony faktycznie jest tak, że mnogość marek naturalnych pozwala nam wybrać to, co jest dla nas istotne. Z drugiej strony, pojawia się ryzyko, że za tymi etykietkami i przepiękną zieloną grafiką niestety nie za wiele się kryje. I to powinno rodzić w nas, konsumentach, bardzo duże poczucie odpowiedzialności, żeby właśnie wybierać na tyle świadomie, by być w stanie „odsiać” to, co jest faktycznie przyjazne planecie i nam, a nie tylko chce nas zwabić do opróżnienia portfela.
Jako osoba z doświadczeniem na rynku, gdybyś miała podpowiedzieć konsumentom, na co mają patrzeć, kiedy chcą wybrać dobry ekokosmetyk, to co by to było?
– Hmm, myślę, że moja odpowiedź musi być troszeczkę dwustronna. Czyli z jednej strony dobry kosmetyk to taki kosmetyk, który po pierwsze, zanim w ogóle zaczniemy badać jego specyfikę, spełnia naszą potrzebę. Czyli my jako konsumenci, zanim w ogóle przejdziemy do kryterium tego, czy produkt jest odpowiedni czy nie, zastanówmy się, czy jest nam on w ogóle potrzebny tak na dobrą sprawę. Dlatego że rynek kosmetyczny jest fantastyczny w kreowaniu naszych potrzeb; a bardzo często jest istotnie tak, że wiele rzeczy jest nam zupełnie, absolutnie niepotrzebnych ani do życia, ani do szczęścia, ani do zdrowia. Więc jeżeli znajdziemy produkt, który potencjalnie może spełniać jakąś potrzebę (którą faktycznie mamy), to myślę, że w pierwszej kolejności oczywiście powinno nas interesować, co znajduje się w składzie tego kosmetyku. Bo wiadomo, że liczba substancji, które powinny wzbudzać naszą czujność jest dość duża, a jednocześnie też pojawia się w bardzo szerokim zakresie kosmetyków. Dlatego często rzeczy, z którymi jesteśmy nawet, być może, zaznajomieni i co pojawia się nagminnie, może okazać się jednak czymś, co warto by wyeliminować z naszej listy zakupów, ponieważ, na przykład, szkodzi planecie, albo, tak na dobrą sprawę, może potencjalnie szkodzić nam. W drugiej kolejności oczywiście warto zwracać uwagę na opakowanie.
Zanim porozmawiamy o tym szerzej, czy mogłabyś podpowiedzieć, jakie składniki masz na myśli?
– Dobrym przykładem takiej substancji, która pojawia się w wielu kosmetykach i którą wszyscy znamy, a, być może, dobrze by było ją wyeliminować ze swojego „koszyka”, jest parafina. Jest to substancja będąca produktem ubocznym rafinacji ropy naftowej. I co oczywiście za tym idzie, nie jest to za bardzo przyjazne planecie.
A teraz druga sprawa – czyli czy i jak oceniać produkt po „okładce”, po opakowaniu?
– Dobrze jest, żeby opakowania były maksymalnie minimalne, czyli przede wszystkim unikajmy opakowań, które są zbyt wielkie do treści, zbyt dekoracyjne, przesadnie opakowane w plastikowe usztywniacze i kartonowe pudełka, które są jeszcze do tego zafoliowane. Zwracajmy też uwagę na to, jaką drogę przebywa do nas kosmetyk. Czy jest to coś, co jest dystrybuowane, czy jest to coś, co jest importowane z drugiego końca świata, czy jest to coś, co przejechało 100 km ciężarówką z lokalnej produkcji, bo jest to dość duża różnica. I co jeszcze? Zawsze weryfikujmy wszelkiego rodzaju komunikaty, które producenci do nas formułują – czyli zarówno certyfikaty, jak i też wszelkiego rodzaju znaczki, które swoją symboliką, kolorystyką mogą nam sugerować, że dzieje się tutaj coś naturalnego, eco, zero waste, a tak naprawdę jest to po prostu wzorek zaprojektowany przez grafika. Żeby umieć rozróżnić wartościową etykietę, od etykiety ładnej, ale nieniosącej za sobą sensów.
Jak uważasz, jak zacząć w takim razie być bardziej proaktywnie pro-eco?
– Komuś, kto chciałby zacząć się interesować tymi kwestiami i podejmować jakieś kroki, powiedziałabym, że to, od czego trzeba zacząć, jeśli chcemy faktycznie działać w zgodzie z planetą, to pewnego rodzaju rachunek sumienia – czyli przyjrzenie się sobie, przyjrzenie się swoim nawykom, zwrócenie uwagi na to, gdzie, być może, generujemy niepotrzebną ilość śmieci, czy śladu węglowego i przeanalizowanie, gdzie wprowadzenie największych zmian będzie dla nas najbardziej korzystne. Więc w pierwszej kolejności trzeba przeanalizować swoje nawyki, a w drugiej kolejności – swoje potrzeby, czyli zwrócić uwagę, co jest dla nas kluczowe, a co jesteśmy w stanie zastąpić. Jeżeli faktycznie mamy, na przykład, bardzo problematyczne włosy i tylko produkty fryzjerskie na nas działają, to może odpuśćmy i nie zmieniajmy nic w tym zakresie, ale wtedy zwróćmy uwagę na to, żeby na przykład zminimalizować ilość kosmetyków, których używamy do reszty naszego ciała, żeby nie kupować czegoś, bo jest na to jakiś trend, tylko żeby faktycznie starać się dobierać produkty pod swoje potrzeby i wybierać bardzo precyzyjnie.
A teraz proszę o wskazówki w kontekście samej branży beauty – na co tutaj powinniśmy być wyczuleni i w jakim kierunku zmieniać swoje postawy?
– Jeśli chodzi o rynek branży beauty, to w tym momencie powstaje bardzo dużo marek, które właśnie chcą być zero waste, na przykład ograniczają opakowania lub w jakiś sposób wprowadzają albo drugi obieg: albo recyklingowalność tych opakowań, albo ich uzupełnialność. Natomiast to nie zawsze powinno samo w sobie nas zachęcać do zakupu, dlatego że powstawanie nowych marek nie jest wcale czymś aż tak dobrym dla planety. Oczywiście, że lepiej, jeżeli te marki, które powstają, są jej przyjazne. Natomiast na tym etapie rynek europejski jest już bardzo mocno nasycony i w pewnym sensie wspieranie kolejnych marek, które na ten rynek wchodzą, nie powinno być naszym priorytetem.Bo z perspektywy planety to, co musi się wydarzyć, to nie powstawanie kolejnych nowych marek, które będą przyjazne planecie, tylko raczej zmiana nawyków tych marek, które na tej planecie mają największy monopol.
Jak ta cała nabyta wiedza i doświadczenie samodzielnego przygotowywania kosmetyków wpłynęło na twoje podejście do bycia eco? Czy ma to jakieś oddziaływanie na Twoje poczucie sprawczości? Co dało to Tobie tak osobiście?
– Myślę, że doświadczenie robienia kosmetyków w domu zdecydowanie dało mi właśnie takie wrażenie sprawczości. Trochę przywróciło mi takie poczucie, że mogę wiedzieć, co jest dla mojego ciała dobre, zamiast bezwiednie korzystać z rzeczy, które są mi prezentowane na rynku. I że ja faktycznie na poziomie robienia sobie samej kremu do twarzy, mogę zdecydować, czy dam do niego, na przykład, olej lniany, czy olej z czarnuszki. I w tym sensie daje mi to poczucie bliższego połączenia ze swoimi potrzebami. W ogóle obcowanie z takimi półproduktami, z jakich wytwarzamy naturalne produkty do czyszczenia, czy naturalne kosmetyki, jest też właśnie taką formą kontaktu z naturą. Na przykład olej lniany jest oczywiście produktem przetworzonym – ale obcowanie z jego naturalnym zapachem w trakcie wytwarzania czegoś, może być dla nas też takim właśnie połączeniem z przyrodą, którego na co dzień nie mamy. Myślę też, że takie rzeczy, na przykład jak ręczne wytwarzanie mydła albo kremu, balsamu do ciała, jest czymś, co może w pewnym sensie dać nam poczucie więzi z naszymi przodkami. Nasze babcie nie chodziły po żadnego rodzaju specyfiki do sklepów, tylko robiły takie rzeczy w domu. I my poprzez robienie tego dzisiaj możemy też w pewnym sensie zachować jakąś ciągłość kulturową i jakoś się z tymi naszymi przodkiniami i przodkami trochę połączyć.
A jak się czujesz w ogólne aktualnie wobec zmian klimatycznych?
– Zmiany klimatyczne są czymś, co wpływa na mój poziom stresu regularnie. Natomiast podejmowanie takich działań, jak na przykład właśnie wytwarzanie własnych kosmetyków, jest czymś, co pozwala mi ten lęk może nie wyeliminować, ale ograniczyć lub oswoić i mieć poczucie, że robię ze swojej strony tyle, ile mogę, żeby nie przykładać się do tego czarnego scenariusza, jaki niewątpliwie nas czeka.
W takim razie jak widzisz swoją przyszłość w kontekście właśnie działań proekologicznych?
– Ponieważ mój kierunek zawodowy jest związany mocno z zapachami, a idea bycia zero waste jest dla mnie dalej dość istotna, to chciałabym, żeby projekty, w których uczestniczę, czy których będę założycielką, brały to mocno pod uwagę. Marzy mi się stworzenie linii zapachów w opakowaniach, które same w sobie będą mogły być traktowane jako obiekty dekoracyjne, ale będą też pełnić rolę flakonów na perfumy, które będzie można dowolnie uzupełniać. W ten sposób zmniejsza się ilość odpadów związana z użytkowaniem tego typu produktów.Chciałabym też, żeby składy tych zapachów były oparte o substancje naturalne i, jeśli to możliwe, pozyskiwane lokalnie na małą skalę. Chciałabym, żeby estetyka tych produktów nawiązywała bezpośrednio do polskiej przyrody i wzbudzała tym w użytkownikach poczucie bliskości natury, miejsca, z którego pochodzą i była takim impulsem do snucia refleksji na temat tego połączenia.
Wywiad przeprowadziła Natalia Czarkowska w ramach projektu "Leśna szkoła klimatu".
„Dofinansowane z UE".
Źródło: Fundacja Instytut Rozwoju Przedsiębiorczości i Ekonomii Społecznej