Nowe otwarcie
O procesie konsultacji projektu reformy urzędów pracy, jej odbiorze ze strony organizacji pozarządowych oraz nowej filozofii działania publicznych służb zatrudnienia z dr. hab. Jackiem Męciną, sekretarzem stanu w Ministerstwie Pracy i Polityki Społecznej (MPiPS) – głównym architektem projektu, rozmawia Łukasz Komuda, redaktor portalu Rynekpracy.org.
Jacek Męcina: Na etapie konsultacji wewnętrznych Ustawa była skierowana do Departamentu Pożytku Publicznego, który powinien zgłosić, że powinna ona trafić do Rady. Ale projekt konsultowaliśmy także w Komisji Wspólnej Rządu i Samorządu, gdzie zasiadają też przedstawiciele Rady. Nie wpłynęły w tej kwestii do resortu jakiekolwiek uwagi środowiska organizacji pozarządowych – i to tak na etapie założeń, jak i projektu.
Organizacje pozarządowe skarżą się, że po powstaniu projektu konsultacje w sprawie ostatecznej wersji ustawy trwały tylko 34 dni – od 31 lipca do 2 września, w okresie urlopowym, gdy tym trudniej było się zmierzyć z zadaniem zopiniowania tego aktu. Kto nie śledził Biuletynu Informacji Publicznej (BIP), mógł nawet nie zorientować się, że MPiPS czeka na jego opinię...
Poza tym na uwagi zgłoszone już w trakcie dalszych etapów procesu legislacyjnego zareagowałem od razu, a cześć z nich udało się uwzględnić w trakcie prac w Podkomisji m.in. zwiększono stawki za działania integracyjne realizowane przez NGOsy i umożliwiono PUPom zlecanie usług aktywizacyjnych przez 6 miesięcy (w ramach PAI – przyp. red.) – tak, jak postulowało środowisko. Zatem w ostatecznym rachunku postulaty III sektora, które mogły zostać uwzględnione, resort uwzględnił.
Jednak, gdy zapytać resortu pracy o to, z kim konkretnie konsultował projekt Ustawy, wskaże dwa podmioty: Ogólnopolską Federację Organizacji Pozarządowych OFOP i Wspólnotę Roboczą Związków Organizacji Socjalnych (WRZOS). Sprawdziłem – WRZOS nie potwierdza, by dostał zaproszenie do zaopiniowania aktu...
W przypadku WRZOSU było trochę inaczej. Z inicjatywy tej organizacji przygotowaliśmy specjalne seminarium poświęcone PAI, które zaowocowało wymianą uwag i poglądów na temat Programu.
Czyli WRZOS nie dostał do zaopiniowania całej ustawy, a miał szansę odnieść się do jednego z jej rozdziałów na etapie jego przygotowywania. OFOP natomiast jest faktycznie jednym z większych zrzeszeń NGOsów, jednak gromadzi podmioty różnego typu i uznawszy kwestię za temat branżowy, dotyczący pewnej części członków, przesłał informację o możliwości zaopiniowania aktu do tychże. W rezultacie nie otrzymał Pan żadnej szczegółowej odpowiedzi od samej federacji.
Co dało wspomniane seminarium?
Efektem tej dyskusji było ustalenie czasu trwania programu, a także przegląd kosztów działań integracyjnych, tj. stawek, które w formie porad psychologicznych, rodzinnych, prawnych powinny być pokrywane ze środków Funduszu Pracy (FP). Ten przegląd stawek został zrealizowany na podstawie doświadczeń z wcześniejszych projektów w PO KL.
Spotkanie z WRZOSem było bardzo inspirujące i utwierdziło nas w przekonaniu, że PAI i możliwość realizacji tego programu z NGOsami to dobra koncepcja, choć trzeba zastanowić się jak wspierać to rozwiązanie i inspirować samorządy do jego popularyzacji.
W Ustawie można jednak znaleźć zapis, że PUP może związać się w ramach PAI albo z OPSem, albo z NGOsem. Konkurencja?
Jednak niektóre – zapewne nieliczne – organizacje mogłyby zorganizować niezbędne środki na pokrycie 40% kosztów realizacji Programu. I nawet wtedy nie będą miały wpływu na to, czy będą miały szanse działać, bo zdecyduje samorząd poprzez PUP. Poza tym – dlaczego nie pozwolić, by samorząd otworzył drzwi jednocześnie dla NGOsów i OPSów, decydując o podziale środków?
Dlaczego z PAI wykluczone zostały osoby niepełnosprawne?
Problem dotyczy osób niepełnosprawnych nie posiadających statusu bezrobotnych, a tylko poszukujących pracy. Ta grupa ma programy i środki płynące innymi drogami – środki, do których nie mają z kolei dostępu inne grupy bezrobotnych oddalonych od rynku pracy i wymagających wsparcia.
A jak uzasadni Pan to, że udział w Programie może trwać tylko pół roku – trzy delegowania do programu po dwa miesiące każde?
Skoro zasoby są ograniczone, powinniśmy dbać o każdą złotówkę, czyli szukać sposobów na zwiększenie efektywności działań służb zatrudnienia. Dlaczego zatem w Programie działania aktywizacyjne mogą się zacząć dopiero po zakończeniu tych integracyjnych? Oba elementy świetnie się dopełniają, a bezrobotni widzą sens integracji, jeśli jednocześnie zaczynają np. uczyć się nowego fachu, a nauka fachu idzie im łatwiej widząc postępy w integracji...
Przejdźmy do tematu zlecania usług aktywizacyjnych. Zgodnie z projektem Ustawy, PUPy – z pośrednictwem WUPów – będą mogły przekazywać najtrudniejszych do aktywizacji bezrobotnych agencjom zatrudnienia...
Organizacje pozarządowe martwi jednak fakt, że ustawa określa sztywno, że jedna agencja (podmiot prywatny czy też NGO) może otrzymać nie mniej niż 200 bezrobotnych do aktywizacji.
Istotne jest jednak podkreślenie, że o zlecenie na aktywizację osób bezrobotnych mogą się ubiegać wyłączenie pomioty, które mają status agencji zatrudnienia. Twardy zapis o skali aktywizacji wynika wprost z obowiązku uruchomienia przez agencje Centrum Aktywizacji na wzór CAZ. Zapewnienie infrastruktury tj. budynku, komputerów, miejsca opieki nad dziećmi, ale i odpowiedniej liczby doradców zawodowych wymaga dużego nakładu środków i jest rozwiązaniem racjonalnym tylko przy odpowiednio dużej grupie. Podkreślić chcę, że na etapie prac parlamentarnych wprowadzono zapisy o możliwości aktywizacji mniejszych grup bezrobotnych zlecanych przez PUP na poziomie lokalnym, gdzie aktywizacja dotyczyć będzie kilkunastu a nawet kilku bezrobotnych.
Rzeczywistość jest jednak taka, że tylko nieliczne NGOsy będą mogły przyjmować na raz pakiety ponad 200 bezrobotnych – miażdżąca większość nie ma na to zaplecza organizacyjnego. Taki limit jest więc formą dyskryminacji, bo zadanie operatorskie przekazuje w ręce sektora prywatnego, który oczywiście – jak podkreśla poprzez przedstawicieli organizacji pracodawców – może tę robotę wykonać osiągając większą efektywność ekonomiczną. Z mojego punktu widzenia większa efektywność to po prostu ewentualny zysk operatora: nie obniży kosztu usługi operatora, nie zwiększy liczby bezrobotnych obsługiwanych w ramach zlecania, nie zmniejszy wydatków z FP. Czy tak będzie w istocie?
Nie zgadzam się również z tezą, że większa efektywność to tylko zysk operatora. Po pierwsze – płacimy za wymierne wyniki w postaci zatrudnienia osoby bezrobotnej. Liczy się zysk po stronie osoby bezrobotnej, która znajduje zatrudnienie i państwa, które ma wpływy z podatków, składek oraz oszczędności w wydatkach na świadczenia i obsługę. Zatem jeśli nie ma efektu, nie ma również zysku agencji. Przestajemy płacić „od głowy”. Dlatego też efektywność oznacza oczywiście zysk dla operatora, ale i konkretne oszczędności dla FP z tytułu pomyślnego zakończenia procesu aktywizacji. Brak efektywności oznacza brak wydatków dla FP. Myślę, że to jest dobry mechanizm, który powoduje że środki FP będą przeznaczane na te formy przeciwdziałania bezrobociu, które są skuteczne. Ponadto chcę wyraźnie podkreślić, że do aktywizacji przez agencję zatrudnienia będą kierowane osoby bezrobotne, którym - w wyniku profilowania – zostanie przypisany profil pomocy „wymagający wsparcia” lub „oddaleni od rynku pracy”, a jednocześnie długotrwale bezrobotne, często pozostające bez pracy od kilku lat, a więc stosunkowo trudne do przywrócenia na rynek pracy.
Dlaczego nie pozostawić samym PUPom decyzji komu chcą przekazać i jakie grupy bezrobotnych? A nawet jeśli upieramy się już przy wpleceniu w ten system WUPów – czemu nie miałyby zdecydować samodzielnie czy wolą ten swój w przybliżeniu tysiąc bezrobotnych (na tyle pozwoli budżet zlecania) podzielić na kilka kontraktów czy może na kilkanaście lub kilkadziesiąt, wybierając bezpośrednio specjalistyczne podmioty, zajmujące się wąskimi, trudnymi do aktywizacji grupami bezrobotnych? Przecież zaletą ustawy miała być elastyczność, a tu praktyka szybko pokazałaby, czy wygrywa model operatorów, bezpośrednich wykonawców, czy model mieszany.
O ile mi wiadomo – nigdy z niego nie skorzystały. Zapis jest martwy.
Czy silosowanie bezrobotnych, czyli oddawanie operatorom większych grup zróżnicowanych pod względem form oddalenia od rynku pracy, nie tworzy zagrożenia, że – kierując się logiką ekonomii – operatorzy od razu zrezygnują z pracy z pewnymi przekazanymi im, najtrudniejszymi bezrobotnymi? Jak MPiPS chce ograniczyć takie zagrożenie?
Po pierwsze do operatorów trafią osoby przypisane do profilu pomocy „oddaleni od rynku pracy”, czyli osoby o stosunkowo niskich kwalifikacjach i takie które maja niską motywację do powrotu na rynek pracy. To oznacza, że grupa przekazywana agencji zatrudnienia będzie raczej jednorodna pod względem poziomu kwalifikacji i motywacji.
Po drugie, pamiętajmy, że w projekcie pilotażowym firmy konkurowały o otrzymanie zlecenia oferując uzyskanie określonej efektywności zatrudnieniowej i planując działania na rzecz tej grupy. Zasadą jest, że jeśli tej efektywności nie uzyskają – oznacza to dla nich określone sankcje. W czasie rozstrzygniętych przetargów zaoferowane wskaźniki zatrudnienia wykluczały przyjęcie założenia o braku aktywizacji określonej grupy. Przy takiej konstrukcji zlecania usług rezygnacja a priori z działań wobec jakiejś grupy oznacza duże ryzyko strat, również finansowych.
Wreszcie podkreślę, że do agencji kierowane są osoby, które często od kilku lat pozostają bezrobotne, co oznacza, że od kilku lat nie otrzymały adekwatnego wsparcia w powrocie na rynek pracy. Stworzenie im realnej szansy na bardziej zindywidualizowaną współpracę z doradcą zawodowym jest już wartością dodaną. Chcę bardzo wyraźnie podkreślić, dziś dzięki zwiększonym środkom FP na aktywizację możemy pomóc – poza ofertami pracy, które są najważniejsze – co czwartej, co piątej osobie. Dzięki zlecaniu usług, ale i PAI chcemy przybliżyć się do wskaźnika 30–40% osób bezrobotnych objętych wsparciem. Warunek to większe środki na aktywną politykę rynku pracy i partnerzy zewnętrzni, który wspierać będą publiczne służby zatrudnienia.
Dlaczego – skoro model zapłaty za aktywizację zakłada określone kwoty za poszczególne działania – dodatkowo wprowadzono wymagany limit efektywności działań ogółem na danej grupie bezrobotnych? Czy pojawiający się w różnych zapowiedziach pułap 40% nie jest za wysoki, skoro zlecana będzie aktywizacja osób, którym urzędy pracy faktycznie nie mogą pomóc, najbardziej oddalonych od rynku pracy i obarczonych trudnymi do rozwiązania problemami?
Pilotaż zlecania w Gdańsku, który ostatecznie nie doszedł do skutku, pokazał, że niedostatecznie wysoka kwota za usługę oraz trudna grupa osób do aktywizacji może zniechęcić wykonawców. Teraz główną nadzieją może być to, że kwota jest dwukrotnie wyższa (maksymalnie: trzykrotność średniego wynagrodzenia w gospodarce narodowej – w 2013 roku byłoby to 10950 zł). Czy w każdym województwie uda się uruchomić zlecanie i wykorzystać zaplanowany na ten cel budżet?
W tym roku chcemy uruchomić zlecanie usług według nowego modelu w kolejnych kilku województwach. Nie będziemy ograniczać czasu aktywizacji, jak to miało miejsce w przypadku pilotażu. Mam przekonanie, że województwa będą zainteresowane kontraktowaniem usług. To zawsze jest szansą na dodatkowe środki i dodatkowe możliwości aktywizowania osób bezrobotnych. Pilotaż zlecania usług pokazał, że przy dobrej współpracy między publicznymi służbami zatrudnienia i agencją zatrudnienia możliwe jest uzyskanie satysfakcjonujących rezultatów. Elastyczność, o której mówimy w trakcie całej naszej rozmowy, dotyczy też zakładanych wskaźników, które mogą być różne w różnych regionach. I ta filozofia znajduje swoje odzwierciedlenie w przepisach ustawowych, które regulują tylko ogólne zasady, a szczegóły będą przedmiotem kierunkowych zaleceń i rekomendacji Ministerstwa oraz szczegółowych decyzji w regionie.
Model z operatorami i podwykonawcami, choć świetnie działa za granicą, w kilku obszarach polskiej gospodarki nie wypalił. Weźmy takie pole jak budowę autostrad: ich budowa unicestwiła dużą część polskiej branży budowy dróg, setki podwykonawców dużych projektów. Czy nie ma zagrożenia, że w dziedzinie zlecania usług aktywizacyjnych może być podobnie?
W Wielkiej Brytanii, Francji i Holandii zlecenia aktywizacji zdobywają głównie gracze lokalni. W Polsce mogą to być głównie gracze z zagranicznym kapitałem. Czy jeśli tak by było, to czy nie powinno to budzić naszych wątpliwości, szczególnie, że alternatywa w postaci zlecania aktywizacji bezpośrednio u NGOsów w większości przypadków oznacza, że zysk musiałby zostać przeznaczony na działalność statutową tychże, a więc służyłby dobru publicznemu (większość organizacji nie prowadzi działalności gospodarczej)?
Przestrzegałbym również przed straszeniem zagranicznym kapitałem. Polska jako członek Unii Europejskiej jest zobowiązania do przestrzegania praw związanych ze swobodą działalności gospodarczej. Nie możemy także ograniczyć grona ewentualnych podmiotów realizujących aktywizację tylko do organizacji pozarządowych. Poza tym zwróćmy uwagę, ze organizacje pozarządowe zajmujące się problematyką rynku pracy nie wszędzie funkcjonują. Zdecydowana większość tych organizacji działa – paradoksalnie – w dużych miastach. Czasem nie mają odpowiedniego potencjału, aby zorganizować centrum obsługi w odległym powiecie. Planując te zmiany musieliśmy wziąć pod uwagę wiele czynników i obecny kształt zapisów jest wyrazem nie tylko kompromisów, ale i racjonalności dysponowania środkami publicznymi. Mam też nadzieję, że właśnie te programy będą elementem budowy potencjału i rozwoju NGOsów i firm zajmujących się aktywizacją na rynku pracy. Jeśli będą w projektach brać udział firmy zagraniczne, to bez współpracy z polskimi podmiotami i NGOsami, bez zatrudnienia polskich doradców zawodowych nic nie zdziałają. Zatem w każdym aspekcie będzie to wzmacnianie kapitału społecznego i potencjału w Polsce.
Docierają do mnie sygnały, że część PUPów obawia się zlecania – widzi w nim zagrożenie swojej pozycji, dowód na to, że są niesprawne i niepotrzebne. Czy są jakieś plany na wypadek sytuacji, gdy założony limit wydatków zlecanie nie zostanie wykorzystany?
Zgodnie z wielokrotnie powtarzaną deklaracją w czasie prac nad Ustawą, miała ona wykorzystywać potencjał pozarządowych organizacji działających na rynku pracy. Czy Pana zdaniem projekt w takim kształcie spełnia tę obietnicę?
Planowaliśmy zagwarantować, że część procesu aktywizacji na poziomie województwa zostanie powierzona organizacji pozarządowej, jednak przepisy dotyczące zamówień publicznych nie pozwalają na takie rozwiązanie i te kwestie znajdą się w rekomendacjach Ministra Pracy. Zatem do dotychczasowych możliwości dodajemy trzy następne, a z matematyką nie można dyskutować. Ale te potencjalne możliwości i ich wykorzystanie zależy już nie od Ministra i ustawodawcy, ale od postawy PUPów i aktywności NGOsów. Wierzę, że ten potencjał będzie wykorzystany – z korzyścią dla osób bezrobotnych, rynku pracy i efektywności aktywnej polityki rynku pracy. Deklaruję wsparcie dla tego procesu, już w tym roku przeznaczyliśmy dodatkowe 5 mln zł na wsparcie podmiotów ekonomii społecznej, chcemy wesprzeć jeszcze w tym roku samorządy, które uruchomią Program PAI, chcemy uruchomić kilka programów zlecania usług w kilku regionach.
Podsumowując, jestem pewien, że ta reforma stanowi pewnego rodzaju przełom w zaangażowaniu organizacji pozarządowych w procesy na rynku pracy. Mam nadzieję, że da również impuls do wyłonienia reprezentacji organizacji, których działalność dotyczy rynku pracy i do rozwoju III sektora, szczególnie na tych terenach, gdzie obecnie jest on słaby lub go nie ma. Dlatego zwracam się z apelem do wszystkich organizacji, aby wykorzystały stworzone przez ustawę możliwości i włączyły się w procesy aktywizowania osób bezrobotnych. Wierzę, że udział przedstawiciela III sektora na etapie wdrażania zmian zwiększy potencjał oddziaływania NGOsów, ale poprawi też przepływ informacji, rozwieje wątpliwości i pomoże znaleźć odpowiedzi na wiele pytań. Osobiście mogę zadeklarować, że na współpracy z III sektorem bardzo mi zależy i tak jak w trakcie prac parlamentarnych z uwagą słuchałem opinii i dokonaliśmy pewnych zmian, tak w przyszłości jestem otwarty na spotkania i rozmowy o zaangażowaniu NGOsów w aktywne polityki rynku pracy.
Dodaj informację do portalu ngo.pl!
Czekamy na Twój artykuł, komentarz, wywiad czy relację. Dotrzyj ze swoją informacją do tysięcy osób, które czytają ngo.pl.
-
●Beata Kubiszyn-Puka
-
●Katarzyna Garbowska
-
●Aneta Maria Pawelczyk-Piłat dla ngo.pl