Nie będziemy bezrobotni
Jedyną szansą, aby Polacy brali udział w życiu publicznym jest wzmocnienie ich pozycji zawodowej– mówi Rafał Woś w rozmowie z Joanną Brzozowską–Wabik.
17 listopada spotykamy się na kolejnych Ogólnopolskich Spotkaniach Ekonomii Społecznej.
Jednym z prelegentów w trakcie debaty „Wizja przyszłości – czy czeka nas przebudowa modelu społeczno-gospodarczego?” będzie Rafał Woś, publicysta, dziennikarz ekonomiczny, od niedawna na stałe związany z Tygodnikiem „POLITYKA”, wcześniej z „Dziennikiem Gazetą Prawną”. W ubiegłym roku opublikował książkę pod znamiennym tytułem „Dziecięca choroba liberalizmu”, o której Jacek Żakowski napisał, że to „prawdopodobnie najlepsza analiza tego, co się w polskiej gospodarce, polityce i w życiu Polaków stało przez ostatnie ćwierć wieku pod wpływem dominujących od lat tendencji ideologicznych”.
Nie byłem nigdy postacią pierwszoplanową, ale jednak współtworzyłem w pewnym sensie te dyskusje i w pewnym momencie zacząłem zauważać, że tego myślenia, które jest mi bliskie jest coraz więcej. Pomyślałem wtedy, że może warto byłoby to zebrać i puścić w obieg i to rzeczywiście dobrze trafiło w swój czas. Dwa lata wcześniej, nie wiem, ale pięć lat wcześniej na pewno byłoby za wcześnie. Na pewno nie mogło to się stać przed kryzysem, bo bez kryzysu, który podważył ten neoliberalny wzorzec myślenia o gospodarce, moje argumenty by nie trafiły. Nawet gdybym je wypowiadał, tak jak wypowiadał m.in. prof. Kowalik, to byłby to głos odosobniony. Pojawiła się przestrzeń na taką rozmowę.
Ponadto historie krajów, które próbowały prowadzić inną politykę jednak są burzliwe. Jest droga Węgier i droga Grecji. Już z przyczyn poza ekonomicznych, to oczywiście droga Węgier znacznie bardziej w Polsce podoba się prawicy natomiast droga Grecji – lewicy. Trzeba natomiast powiedzieć, że w obydwu przypadkach była to reakcja na pewne zewnętrzne wydarzenia.
Węgry w 2008 roku wpadły w olbrzymie zadłużenie. Węgry, Łotwa i Rumunia dostały wtedy pożyczkę z MFW. To były czasy, kiedy Polska szczyciła się, że jest zieloną wyspą, a im postawiono bardzo twarde warunki. Trochę w reakcji, jako opór, pojawił się na Węgrzech Orban, który teraz potrafił sformułować politykę, która stała się antidotum.
W Grecji natomiast w efekcie kryzysu zadłużeniowego i tych korowodów, które wszyscy znamy, pojawiła się Syriza. Wcześniej była partią taką jak RAZEM w Polsce, marginesową, której raz udało się wejść do Parlamentu, raz się nie. To bardziej było środowisko niż partia. A jednak w bardzo krótkim czasie sformułowała program i stała się pierwszą siłą. Nie można wykluczyć, że w Polsce również wydarzy się coś, co zupełnie przeformułuje oczekiwania opinii publicznej.
Trzeba byłoby władzy, która nie boi się tego, co powiedzą na Zachodzie, która będzie miała odwagę wkroczyć z państwem w gospodarkę w sposób skoordynowany. Jeśli mówimy o strefach ekonomicznych, żeby doinwestowywać faktycznie przedsiębiorstwa w dziedzinach, które w naszej ocenie są rozwojowe, które przyniosą korzyść polskiej gospodarce, nawet jeśli to się nie spodoba na Zachodzie.
Bez wątpienia to byłby mechanizm pchający płace w górę, wzmacniający pracownika. A to jest nam potrzebne. Choć myślę, że w polskiej opinii publicznej byłby w tym obszarze duży spór. To oczywiście nie znaczy, że nie trzeba tego tematu podjąć.
Polacy powinni mieć też pewniejszą pracę, bo pewniejsza praca oznacza, że możemy sobie pozwolić na mniej pracy. Nie jest tak, że boimy się wyjść z biura o czasie, bo przyjdzie szef i zobaczy, że nas nie ma. W obecnej sytuacji – siedzimy. Jeśli to się zmieni, wtedy faktycznie będzie czas, energia, ochota do realizowania potrzeb wyższego rzędu, na przykład uczestnictwa w życiu publicznym.
W tej pierwszej, prymitywnej, fazie kapitalizmu, czas wolny poza pracą był równoznaczny z konsumpcją – w pracy zarabiamy, a potem konsumujemy. Przejście do bardziej wyrafinowanego modelu, gdzie jest praca, ale trochę mniejsza, jest czas konsumpcji, ale jest też co innego, właśnie uczestnictwo w życiu publicznym. Przychodzą mi na myśl skojarzenia z pięknymi tradycjami na przykład ateńskiej Agory. Tego nam ciągle brakuje, ale nic się nie zmieni, jeśli nie poprawimy sytuacji na rynku pracy. Musimy mniej pracować, a więcej zarabiać.
Mówi się też, że kapitalizm będzie szedł jednak w tę stronę coraz większej fragmentaryzacji proces produkcji, która będzie wykonywana przez ludzi niezatrudnionych na stałe, tylko w ramach outsourcingu. Dobra wiadomość jest taka, że nie będziemy bezrobotni, ale zła, że cały czas będziemy w pracy. Będzie dużo takich prac jak taksówkarz w Uberze, albo wynajęcie mieszkania/ pokoju na portalu Airbnb. To są rzeczy, które może zrobić każdy, więc każdy coś tam zarobi. Jednak może wpaść w pułapkę: nie będzie mógł odmówić, bo straci klienta, a przyszłość i zarobek będą bardzo niepewne. Wyobraźmy sobie, jakie konsekwencje społeczne może to przynosić, będziemy przeliczać każdą naszą chwilę na pieniądze. To są jednak procesy zachodzące na zupełnie wyższym, niezależnym od nas, poziomie.
Joanna Brzozowska-Wabik kieruje Agencją Rozwoju i Promocji Spółdzielczości ZLSP, jest członkiem Zarządu Związku Lustracyjnego Spółdzielni Pracy.
Dodaj informację do portalu ngo.pl!
Czekamy na Twój artykuł, komentarz, wywiad czy relację. Dotrzyj ze swoją informacją do tysięcy osób, które czytają ngo.pl.
-
●Anna Mucha, Stowarzyszenie MOST
-
●Dorota Setniewska, ngo.pl
-
●Anna Mucha, Stowarzyszenie MOST
-
●Anna Mucha, Stowarzyszenie MOST