Zanim przystąpiłem do Programu Liderskiego PAFW, miałem dość uporządkowane wyobrażenie o tym, czym jest liderstwo. Kojarzyło mi się z odpowiedzialnością, podejmowaniem decyzji, braniem na siebie ciężaru zespołu i dowożeniem wyników – nawet wtedy, gdy kosztuje to ogrom energii. Miałem przekonanie, że jestem świadomym liderem i dobrym organizatorem. Co więc dało mi uczestnictwo w Programie?
Piekło poprzedniego życia?
W tamtym czasie – czyli przed przystąpieniem do Programu – podejmowałem szereg rozproszonych działań jako lider organizacji liczącej niemal 5 tysięcy członków, a obok tego jako lokalny społecznik w moim mieście. Pasja aktywności społecznej pochłaniała niemal całkowicie mój czas. Nie zdziwię zapewne nikogo, jeśli dodam, że działo się to niemal bez gratyfikacji finansowej, a i wdzięczność ludzka jeździła na pstrym koniu. Jestem przekonany, że to codzienność całych kohort zaangażowanych społecznie osób – mnóstwo wysiłku, wewnętrzna satysfakcja, pojedyncze głosy wsparcia.
A inni bohaterowie naszej aktywistycznej baśni? Dookoła cisi kibice trzymający kciuki w ukryciu licząc, że zrobicie za nich robotę, obok cały legion malkontentów i zrzęd, którzy zaproszeni do współpracy dziwnym trafem wymawiają się zajętością. Kiedy oni mieli czas na recenzowanie i narzekanie? Nie zapominajmy też o wszechwiedzących doradcach, którzy zrobiliby rzeczy lepiej i mają szereg rad dla nas. Jednak, gdy zwracasz się do nich o wymierną, konkretną pomoc to znikają nie wiedzieć, kiedy pod ziemią jak czeski Krecik. Ach to ich gadanie… Oczywiście chcąc zmienić jakiś fragment porządku świata, łatwo się narazić różnym wpływowym ludziom, którzy urządzili sobie wygodną przestrzeń zwaną status quo i nie dadzą sobie jej odebrać. Bronią więc owego miejsca zaciekle, ciskają kłodami pod nogi i kopią dołki, pod które łatwo wpaść. Morał tej bajki mówi, że często my społecznicy niesiemy na barkach zbyt wiele oczekiwań i presji, a do tego obrywamy hejtem.
Mimo tych znanych powszechnie trudności brnąłem, bo zaangażowanie ma dla mnie magnetyczną moc, pochłania. Wydawało mi się, że działania są niezbędne, że jak coś mnie niepokoi, nie podoba mi się, drażni, to koniecznie muszę się zaangażować. Powtarzałem sobie wewnętrzne motto - “Działaj, nie gadaj!”. Przy tym brakowało jednak czasu na refleksję, momentu na zatrzymanie się, zastanowienie, wmyślenie. Najgorsze, że kompletnie nie miałem świadomości, że tego potrzebuję.
Aplikując do Programu Liderskiego Polsko-Amerykańskiej Fundacji Wolności towarzyszyło mi banalne wyobrażenie – nauczę się nowych narzędzi przywództwa, które wzmocnią moje kompetencje jako społecznika i aktywisty. – Uwielbiam się uczyć, więc zdobędę nowe umiejętności – myślałem. Rzeczywistość okazała się bardziej złożona, o czym zorientowałem się dopiero w trakcie czterech kolejnych zjazdów Programu Liderskiego.
Czyściec procesu
Oto ku swojemu zaskoczeniu, dowiedziałem się, jak ważny w działaniu liderskim jest… lider, czyli ja sam. Nie miałem zielonego pojęcia jak istotne są emocje, dotarcie do własnej głębi i zrozumienie, że mój dobrostan i samoświadomość przekłada się na otoczenie i to co udaje mi się – lub nie udaje – zrobić. Przyznaję, że wcześniej zupełnie nie zastawiałem się nad moimi potrzebami, bo nadto przedkładałem skuteczność organizacji, dbałość o sprawy jej członków czy dobro lokalnej społeczności.
Liczyło się dla mnie, aby moje otoczenie stawało się lepsze, by odcisnąć ślad, jednak chyba nie zależało mi na sobie. Idealizm przysłaniał mi moje własne potrzeby, nie brałem ich pod uwagę. Ba, nawet nie przyszło mi do głowy, aby nad nimi się choć przez chwilę pochylić. Dzięki tutoringowi, czyli indywidualnemu wsparciu mojej mentorki Joli Czernickiej-Siweckiej i warsztatom grupowym prowadzonym przez Katarzyną Czaykę-Chełmińską, Agnieszkę Szelągowską czy Justynę Józefowicz mogłem doświadczyć wglądu w siebie.
Zerkałem do lustra, gdzie w odbiciu widziałem dokładnie, jak samotny, poraniony i zmęczony jest ten lider, jak niewrażliwy i okrutny wobec niego jestem, jak stawiam mu wymagania za wszelką ceną, jak bardzo nie odpuszczam, ile biorę na siebie, jak zapominam o rodzinie i znajomych.
Przyznaję otwarcie, że dotarcie w głąb siebie rozbiło mnie na drobne kawałki, ale zarazem pomogło mi się sobą zaopiekować i na nowo poskładać. Zauważyłem jak wiele moim działaniu było chaosu, pozorowanego ruchu, a jak niewiele koncentracji na rzeczywistych efektach.
Zrozumiałem, że nie zawsze muszę kryć się za pancerną szybą twardości, że bycie liderem dopuszcza także wrażliwość. Zresztą o wiele lepiej, gdy wrażliwość i emocje stają się fundamentem działania, a dobro innych nie musi przekładać się na jakiś rodzaj poświęcenia dla mnie. Bo można dzięki temu być bardziej autentycznym, prawdziwym w swoim zaangażowaniu. To nie egoizm, a mądrość.
Spotkanie kilkudziesięciu liderów z różnych branż – od kultury, przez edukację, organizacje społeczne po samorządy i instytucje państwa – daje możliwość wzajemnej wymiany doświadczeń. Przeglądając się w lustrze podobnie do mnie myślących osób, mogłem nieograniczenie czerpać inspiracje i pomysły. Sam także dzieliłem się doświadczeniami i perspektywą, mówiłem o rzeczach, które zazwyczaj zamykałem we własnej głowie.
Niebo zrozumienia
Po raz pierwszy zrozumiałem, że liderstwo, które opiera się wyłącznie na sile, kontroli i racjonalności, prędzej czy później prowadzi do wypalenia. Program pozwolił mi poszukać innego sposobu bycia liderem: bardziej zrównoważonego, opartego o uważność i mądrzejsze rozkładanie sił.
Dzięki informacji zwrotnej, pracy w grupie i obserwowaniu innych uczestników mogłem zobaczyć, jak moje zachowania są odbierane przez otoczenie. Nie zawsze było to łatwe, choć niezwykle cenne. Uświadomiłem sobie, że to, co dla mnie było oznaką zaangażowania, czasem bywało odbierane jako zbędne spalanie samego siebie.
Program nauczył mnie, że liderstwo to relacja, a nie tylko funkcja. Relacja, która wymaga uważności, słuchania i zgody na to, że nie zawsze muszę mieć odpowiedź na wszystkie pytania. Zrozumiałem, że stawianie granic nie jest oznaką słabości, braku zaangażowania czy egoizmu, ale warunkiem długofalowej skuteczności. Zacząłem więc inaczej planować swoją energię, z namysłem podejmować zobowiązania i uczyć się odpuszczania tam, gdzie wcześniej brałem na siebie zbyt wiele.
Dzięki Programowi wzrosła moja wrażliwość na własne potrzeby. Nie w sensie egoistycznym, ale w rozumieniu, że lider, który nie jest w kontakcie ze sobą, nie jest w stanie być w pełni obecny dla innych.
Do osób, które zastanawiają się nad aplikowaniem do Programu Liderskiego, powiedziałbym jedno – nie dostaniecie tu gotowej recepty na “jedynie słuszne” liderstwo. Nauczycie się myślenia o sobie w roli lidera – a to wymaga mnóstwa pracy własnej. Jeśli ktoś szuka wyłącznie narzędzi i technik – choć i te będzie miał okazję poznać – może poczuć niedosyt. Jeśli jednak jest gotowy na przyjrzenie się sobie, swoim motywacjom i sposobom działania, może wynieść z niego coś zdecydowanie trwalszego, choć trudniejszego: proces zmiany i podążanie własną drogą.
Dla mnie Program był momentem zatrzymania i przeformułowania, zapoczątkował proces, który trwa do dziś, czyli budowania liderstwa opartego na świadomości, równowadze i uważności.
Najważniejsze w tym doświadczeniu było dla mnie to, że program nie próbował mnie naprawiać ani formatować pod jeden wzorzec lidera. Zamiast tego zaprosił mnie do wglądu w siebie i przyjrzenia się temu, jak działam, co mnie napędza, a co mnie kosztuje. I jakie konsekwencje to niesie nie tylko dla mnie, ale też dla ludzi, z którymi pracuję. Jestem przekonany, że będziecie zadowoleni z uczestnictwa w Programie Liderskim PAFW. Zgłaszajcie się, jeśli czujecie potrzebę inspiracji i wglądu w siebie.
O autorze
Marcin Stroński – lider w zmianie, specjalista ds. współpracy z samorządami i koordynacji projektów rozwojowych. Pracował m.in. w sektorze finansowym i publicznym, koordynując projekty z obszaru ESG, wellbeingu pracowniczego, ochrony środowiska i polityk lokalnych. Autor kilkuset tekstów poświęconych samorządowi, zrównoważonemu rozwojowi, etyce w finansach i zagadnieniom społeczno-gospodarczym. Absolwent m.in. Uniwersytetu Jagiellońskiego, Akademii Górniczo-Hutniczej oraz XVIII edycji Programu Liderskiego PAFW.