Gotowość czy lęk? Jak przygotować rodzinę, szkołę i firmę na zagrożenia – bez popadania w panikę [wywiad]
Rozmowa z płk. Krzysztofem Przepiórką – trenerem i praktykiem bezpieczeństwa. Syreny alarmowe, komunikaty, memy o „plecakach przetrwania”, a w tle cyberataki, dezinformacja i napięcie, które wisi w powietrzu. Jedni żyją w trybie ciągłego straszenia, inni wypierają temat, mówiąc: „mnie to nie dotyczy”.
Pomiędzy tymi skrajnościami jest jeszcze trzecia droga: gotowość. O niej – bez histerii i bez udawania – rozmawiamy z Krzysztofem Przepiórką, praktykiem i trenerem bezpieczeństwa, instruktorem: technik antyterrorystycznych, spadochroniarstwa, strzelectwa oraz narciarstwa, który powtarza jedno zdanie jak mantrę: „Nie ćwiczysz – nie umiesz”.
Gotowość nie jest lękiem. Lęk jest bezruchem
Agnieszka Tobota, portal Manager na obcasach: – Jak odróżnić gotowość do bezpieczeństwa od życia w lęku?
płk Krzysztof Przepiórka: – Strach sam w sobie nie jest problemem. Problemem jest bezruch. Gotowość to analiza, plan, nawyki i ćwiczenia. Jeśli boisz się i nic z tym nie robisz – paraliżujesz siebie i innych. Jeśli boisz się ale przekładasz to na działanie – odzyskujesz kontrolę. Gotowość to spokój wynikający z przygotowania. Lęk to chaos w głowie.
Nie żyjemy w filmie wojennym. Żyjemy w rzeczywistości hybrydowej
Wiele osób myśli: „wszyscy straszą wojną”. Co jest dziś realnym zagrożeniem?
– Racjonalność zaczyna się od nazwania zagrożeń. Nie tylko wojna. Jest wojna hybrydowa, cyberataki, dezinformacja. I jest codzienność: pożar, powódź, blackout, wypadek. Gotowość nie polega na przygotowaniu się na jedną „filmową scenę”. Polega na przygotowaniu się na spektrum zdarzeń, które realnie mogą się wydarzyć.
Największym problemem nie jest brak sprzętu. Jest brak nawyków
Co jest dziś większym ryzykiem: brak sprzętu, procedur czy nawyków? A może ludzie?
– Zdecydowanie ludzie. A konkretnie: brak nawyków i świadomości. Sprzęt można kupić. Procedury można napisać. Ale jeśli w kryzysie nie wiesz, co robisz jako pierwsze, to wygrywa chaos. I my jako społeczeństwo wciąż żyjemy w micie: „jakoś to będzie”. Ja zawsze odpowiadam: „jakoś to już było i wiemy, jak to się kończy.”
Co masz na myśli, mówiąc o zagrożeniach hybrydowych?
– Cyberprzestrzeń, ataki na infrastrukturę, manipulację informacją. Jeśli nie wzmacniamy ochrony użytkowników, zostają luki. I wtedy zwykły człowiek musi umieć oddzielić informację od paniki.
Szkoła: miejsce, które musi umieć działać
Często słyszymy: „dzieci są za małe, żeby uczyć je bezpieczeństwa”.
– Dzieci nie są za małe. To dorośli bywają niegotowi, żeby ten temat poprowadzić mądrze. Dlatego zaczynamy od nauczycieli, dyrekcji, pracowników szkoły. Proste scenariusze ratują życie: agresywny intruz. Co robimy? Zamykamy drzwi. Barykadujemy. Chowamy się w martwych punktach. To nie są teorie. To są procedury, które w innych krajach ratowały życie, bo skracały czas reakcji.
A ewakuacje?
– Zbyt często ćwiczone automatycznie. „Wszyscy na boisko”. Problem w tym, że ćwiczą je automatycznie. Jedna trasa. Jedno wyjście. Jeden schemat.
– A co, jeśli ta droga jest zablokowana?
– A co, jeśli tłum zaczyna napierać?
– A co, jeśli wybucha panika?
Największym wrogiem w takich sytuacjach nie jest ogień. Jest nim stratowanie. Dlatego ćwiczenia muszą zawierać warianty alternatywne, a nie tylko „idealny scenariusz”.
Rodzina – pierwszy system bezpieczeństwa
Mówisz wprost: rodzina to najważniejszy komponent bezpieczeństwa.
– Tak. Rodzic jest naturalnym liderem bezpieczeństwa. Trzeba wiedzieć: co robimy przy pożarze, awarii prądu, wypadku? Gdzie są rzeczy? Kto za co odpowiada? Gdzie się spotykamy, gdy nie działają telefony? To nie są rozmowy „na kiedyś”. To są rozmowy na dziś.
Jak rozmawiać o tym z dziećmi
– Z dziećmi nie robisz wykładu. Prosto. Hasło awaryjne, punkt spotkania, role. W formie zabawy. Wyjazd rodzinny może być treningiem mini-ewakuacji.
Najprostsze narzędzie?
– Gwizdek. I wiedza, jak go użyć. Do tego krótkofalówki, jeśli ktoś potrafi z nich korzystać. Ale znów – to trzeba przećwiczyć.
Plecak bezpieczeństwa – gadżet czy narzędzie?
Plecak ewakuacyjny stał się internetowym memem.
– Plecak nie jest fetyszem. Jest narzędziem na pierwsze godziny i dni kryzysu. Klucz to nie lista tylko organizacja. Dzielimy plecak, torbę na „szuflady”: woda, ogień, medycyna, komunikacja, światło, ciepło, narzędzia. Dzięki temu w stresie nie szukasz po omacku. Sięgasz automatycznie.
Woda?
– Około 2–2,5 litra na osobę na dobę to sensowny punkt odniesienia. Ale myślimy systemowo: filtry, możliwość uzupełniania, elastyczne zbiorniki. Nie chodzi o dźwiganie sklepu na plecach.
To zupełnie tak, jak z apteczką.
– Oczywiście, masz rację. Największą luką jest pierwsza pomoc. Ludzie mają opaski, bandaże, rękawiczki i nie wiedzą, do czego służą. Apteczka bez szkolenia jest jak gaśnica, której nikt nie umie użyć. I nie ma w tym wstydu. Jest informacja: edukacja musi być stała.
Firma: odpowiedzialność lidera
Dlaczego bezpieczeństwo powinno interesować pracodawcę?
– Bo lider odpowiada za ludzi. Szkolenie w firmie przenosi się do domu. Dajesz ludziom algorytmy działania, bo szkolenia z bezpieczeństwa to nie „wojskowy folklor”. To algorytmy działania w przypadku: pożaru, agresji, cyberataku, chaosu informacyjnego. Planowanie zaczyna się od najczarniejszego scenariusza – po to, żeby w praktyce nigdy do niego nie dopuścić.
Jedno zdanie na koniec.
– Gotowość to spokój wynikający z przygotowania. Lęk to chaos w głowie. Ja wybieram spokój. „Nie ćwiczysz – nie umiesz.”
A odpowiedzialność zaczyna się tam, gdzie kończy się udawanie, że „mnie to nie dotyczy”.
Rekomendacja: 7 rzeczy, które możesz zrobić w 7 dni (bez paniki)
- Ustal rodzinny punkt spotkania i hasło awaryjne.
- Spisz trzy scenariusze: pożar, blackout, nagła ewakuacja.
- Zrób „szuflady” w jednej torbie domowej.
- Sprawdź apteczkę i naucz się jej używać.
- Przećwicz z dzieckiem prostą procedurę bezpieczeństwa.
- Zapisz numery i adresy na papierze.
- Wybierz jedną procedurę i przećwicz ją w weekend.
Źródło: https://www.managernaobcasach.pl