Geologia blisko ludzi: Wiktoria Aulich o edukacji, wodzie i odpowiedzialności za środowisko [wywiad]
Geolożka i edukatorka Wiktoria Aulich opowiada o drodze do nauki, pracy w terenie i potrzebie budowania „kultury natury” już od najmłodszych lat. W rozmowie mówi o zagrożeniach związanych z wodą, odpowiedzialności obywatelskiej i o tym, dlaczego troska o środowisko nie jest dziś wyborem, lecz kwestią wspólnego bezpieczeństwa.
„Kultura natury” zaczyna się w dzieciństwie
Natalia Czarkowska: – Na początek: czy mogłabyś przedstawić taką skrótową definicję zawodu geologa?
Wiktoria Aulich: – Geolog to osoba badająca procesy, które toczą się na powierzchni i we wnętrzu Ziemi. Sama geologia zakresowo jest bardzo szeroką nauką, która obejmuje wiedzę przyrodniczą, dotyczącą rozwoju Ziemi i powstawania oraz rozwoju minerałów, ale posiada też stronę bardziej inżynierską, bardziej użytkową, która po prostu pozwala nam na rozpoznawanie tego, co mamy pod swoimi nogami – żeby, kiedy budujemy dom, nie spadł nam dach na głowę. (uśmiech)
Jak wyglądała Twoja osobista „podróż do jądra Ziemi”? Czy pamiętasz jakieś konkretne wydarzenie, które miało wpływ na to, że zdecydowałaś zajmować się tą, a nie inną, nauką?
– Dwa dni temu byłam na seansie w Bibliotece Wojewódzkiej w Zielonej Górze na seansie filmu. Włączono bajkę z mojego dzieciństwa – Atlantydę. Zaginiony Ląd (fabuła tego amerykańskiego film animowanego z 2001 roku skupia się na losach kartografa i lingwisty Milo Thach’a, który pragnie wyruszyć na poszukiwanie zaginionego mitycznego państwa – Atlantydy – przyp. N. C.). I jestem w szoku, bo zdałam sobie sprawę, że ta bajka tak mocno wpłynęła na mnie w dzieciństwie, że obrałam tę drogę, a nie inną. Jako dziecko interesowałam się też oczywiście dinozaurami i innymi tego typu fajnymi rzeczami. Zawsze miałam więc tę potrzebę eksplorowania, odkrywania natury, zawsze lubiłam spędzać czas na dworze i bardzo marzyłam o tym, żeby podróżować i odkrywać. I to we mnie zostało. Później pojawił się pomysł pójścia na studia geologiczne. I o dziwo okazało się, że geologia to niestety nie poszukiwanie dinozaurów (uśmiech), a paleontologia jest chyba najtrudniejszą dziedziną geologii. Ale podpasowało mi to wszystko. Nauki o ziemi były taką nauką „kompleksową” i zwieńczały w sobie to, co najbardziej lubiłam, czyli nauki przyrodnicze.
A jak doszło do tego, że zaangażowałaś się w tworzenie Ekspedycji 404 (czyli niezależnej grupa badawczo-ekspedycyjnej z Zielonej Góry, działającej głównie na terenie województwa lubuskiego i zajmującej się organizacją warsztatów, spotkań edukacyjnych oraz konsultacji związanych z dbałością o tereny zdegradowane i zanieczyszczone – przyp. N. C.)?
– Po zakończeniu studiów straciłam trochę sens życia, bo okazało się, że dawały mi one bardzo duży napęd i chęć do działania. Natomiast kiedy już tę magisterkę miałam za pasem, to stwierdziłam, że nie wiem co robić. Dlatego porwałam się na wyjazd do Stanów, jako opiekunka, ale cały czas miałam gdzieś tam z tyłu głowy, że chcę się zajmować jednak tą nauką od strony przyrodniczej. Porzuciłam to po roku ze względu na to, że czułam że stać mnie na więcej. Wróciłam więc, szukałam pracy, aż kolega ze studiów załatwił mi możliwość pracy na morzu. Przez dwa lata mieszkałam więc w Niemczech i pływałam po Morzu Północnym jako hydrograf. Ale zdałam sobie sprawę, że to chyba nie jest jednak moja ścieżka, bo bardzo mi brakowało tam ludzi. Praca na statku polega jednak na tym, że jest się zamkniętym w małej grupce osób i nie było to łatwe psychicznie. Jako ludzie jesteśmy zwierzętami stadnymi i potrzebujemy tych innych ludzi. Dlatego stwierdziłam, że wolę już wrócić do Polski i znaleźć sobie coś tutaj. No i teraz przechodzimy już do historii samej Ekspedycji.
Zaczęło się w sumie bardzo śmiesznie, poszłam do sklepu, na osiedlu, na którym mieszkałam w Zielonej Górze i tam spotkałam Stacha (Stanisława Kurowskiego – współzałożyciela Ekspedycji 404, wywiad ze Stanisławem dotyczącym tego przedsięwzięcia można znaleźć pod adresem: https://publicystyka.ngo.pl/ekowywiad-ze-stanislawem-kurowskim-od-oceanow-do-zielonej-gory-o-nauce-aktywizmie-i-przyrodzie-500794-wywiad - przyp. N. C.). Nie widziałam go od przedszkola na oczy, ale jakoś się tak po prostu poznaliśmy i poczuliśmy, jakbyśmy byli dawno niewidzianymi przyjaciółmi. W ciągu krótkiej wymiany zdań okazało się, że mamy bardzo podobną historię – Staś studiował oceanografię, zajmował się geochemią i też pływał na statkach. Doszliśmy wspólnie do wniosku, że fajnie byłoby robić coś „przyrodniczego” w Zielonej Górze, bo oboje zdawaliśmy sobie sprawę z tych wszystkich problemów, które dzieją się na świecie w kontekście klimatu, i w kontekście przyrody. Zaczęliśmy więc rozmawiać o tym, żeby edukować najmłodszych, robić warsztaty dla dzieci, dla młodzieży, a także dla dorosłych, m. in. poprzez kształcenie nauczycieli.
A jak uważasz, czy kształcenie dzieci od wczesnego wieku, w dziedzinach bardzo wyspecjalizowanych i skomplikowanych (jak choćby geologia) jest istotne?
– Jest ono bardzo istotne, dlatego że dla tych jeszcze młodych mózgów jest to naprawdę przeogromna, inspirująca wiedza. Nie do końca jest ona dla nich zrozumiała, ale już samo danie im możliwości dotknięcia sprzętu czy zrobienia jakiegoś eksperymentu pobudza wyobraźnię i działa na ich korzyść, na przyszłość. Dzieci i młodzież mają tak plastyczne mózgi, że naprawdę bardzo dużo można z nich jeszcze „ulepić”. Także bardzo cieszę się, kiedy prowadzimy warsztaty i widzę zaangażowanie dzieciaków, które może, na przykład, na co dzień sprawiają kłopot nauczycielom. Ale kiedy je zabieramy w teren, okazuje się, że są najzdolniejszymi uczniami – bo to po prostu osoby, które o wiele lepiej przyswajają wiedzę w terenie niż w klasie pod tablicą.
Czy sądzisz, że tak wczesne uświadomienie dziecka w kontekście przyrody będzie miało później wpływ na to, w jakiej relacji będzie ono z tym środowiskiem? I czy myślisz, że to działanie zaprocentuje w przyszłości tych dzieci i ogólnie w naszej przyszłości jako gatunku ludzkiego?
– Jak najbardziej. Myślę, że jest to tak naprawdę jedyne lekarstwo na to, co się w tej chwili dzieje, ponieważ tworząc u dzieci taką „kulturę natury”, wpływamy doskonale na ich funkcje poznawcze i ich światopogląd. Dzięki temu, że są bardziej związane z naturą, że mogą robić wszystko w lesie, będą też bardziej odporne i odważne. To niesamowicie oddziałuje. I to jest tak naprawdę zadanie nas, dorosłych, żeby przekonywać do pewnych rzeczy dzieci, bo to one będą kiedyś naszymi następcami; tak naprawdę już niedługo. Nie trzeba już być przyrodnikiem, ani naukowcem, żeby widzieć, że sytuacja się zmienia. I to nie tylko przez to, że mamy zmiany klimatu, bo tak naprawdę już teraz zaczyna powoli dochodzić do imigracji kontynentalnych i różnego rodzaju konfliktów zbrojnych, a tego będzie jeszcze więcej. I często są to też walki o zasoby naturalne.
Jako autorytet w tym zakresie, jak oceniasz aktualną sytuację, jak źle tak naprawdę z nami jest?
– Może powiem o tym, co dotyka nas bezpośrednio w Polsce – mierzymy się z coraz słabszą jakością wody, i jej niewielką ilością. Jako państwo przygotowujemy się też do zarządzania kryzysowego i mamy jakieś plany postępowania w razie wystąpienia różnych groźnych sytuacji. I widać, że teraz takim zasobem deficytowym będzie woda i będziemy robić wszystko, żeby jak najwięcej jej zaoszczędzić i żeby była ona czysta. Właśnie w kontekście bezpieczeństwa, musimy w tej chwili zadbać o to, żeby woda nie została skażona. Niestety, wiemy przy tym też, że Polska pustynnieje, stepowieje i będzie tylko gorzej. Już tego nie odwrócimy. I, oczywiście, są też naturalne czynniki, które wpływają na zmianę klimatu, ale nie możemy też powiedzieć, że my sami go nie zmieniamy. Nie chcę mówić, że rozwój jest zły, bo rozwój jest jak najbardziej dobry i w żadnym wypadku nie chciałabym tutaj utrzymywać, że nie powinniśmy już niczego budować, nie powinno być żadnych fabryk i powinniśmy w ogóle przestać się rozwijać. To nie o to chodzi. Chodzi bardziej o to, żeby robić to bardziej zrównoważenie, czyli: to, co zabieramy, musimy jakoś oddać naturze.
Pod Zieloną Górą, w Barcikowicach, mieliśmy taką sytuację, że inwestor chciał wybudować bardzo dużą ilość domów na niewielkim terenie, który okazał się bardzo mocno podatny na antropopresję, czyli na czynniki, związane z działalnością człowieka. Udało nam się jednak zapobiec realizacji tej inwestycji, natomiast takie rzeczy dzieją się na co dzień w Polsce i na świecie, i różnie się one kończą. I oczywiście mamy już takie technologie, że nawet postawienie budynków bezpośrednio w wodzie nie jest żadnym problemem. Musimy jednak pamiętać o tym, że ta woda dochodzi później do głębszych poziomów i będzie mieszała się z wodami głębinowymi, które spożywamy. Dlatego istnieje potrzeba kształcenia najmłodszych pokoleń w takiej multidyscyplinarności. Nie chodzi już tylko o to, by być w przyszłości, na przykład, świetnym architektem czy budowlańcem, tylko trzeba mieć do tego jeszcze wyobraźnię środowiskowo-przestrzenną i zdawać sobie sprawę, jakie konsekwencje przyniesie w przyszłości to, co mamy w planie zrobić. W kontekście nauki najmłodszych bardzo ważne jest więc dla mnie takie podejście „holistyczne", choć nie lubię tego słowa, bo jakoś nie przyjęło się w języku polskim zbyt dobrze, ale oznacza ono po prostu bardzo ogólne podejście do tematu z różnych stron. I ja to bardzo doceniam.
W takim razie chciałabym poprosić Cię o wskazówki dla tych, którzy chcą zadbać chociażby o ten zakres hydrologiczny. Co możemy robić na co dzień jako świadomi konsumenci, czy świadomi obywatele, żeby wpłynąć pozytywnie na stan tej sfery wodnej?
– Myślę, że to jest dobre miejsce, żeby wspomnieć o aktywności i odpowiedzialności obywatelskiej, bo często zapominamy, że my też mamy tutaj sporo do powiedzenia. Możemy reagować, możemy dawać od siebie wskazówki włodarzom, możemy prosić o informację publiczną, kiedy mamy podejrzenia, że, na przykład, w naszym jeziorze ktoś zrzuca ścieki albo kiedy pojawia się w strumyku obok domu piana. Możemy to zgłosić, możemy domagać się wyjaśnień. Dlatego ważne jest, żeby przypominać ludziom, że oni też mają głos i urzędy, urzędnicy, przedstawiciele służb państwowych są właśnie od tego, żeby zapewnić nam bezpieczeństwo. Także co możemy robić? Możemy zgłaszać właśnie takie nieprawidłowości środowiskowe albo zacząć badać je na własną rękę. Badanie wody nie jest rzeczą trudną, ani kosztowną. Istnieją bardzo podstawowe, niedrogie testy do wody, które nie tylko wskażą nam, że woda jest „okej”, ale też poszerzą naszą świadomość w zakresie środowiskowym.
A co dla Ciebie – w Twoim życiu, w Twoim samopoczuciu – zmieniło Twoje zaangażowanie w ochronę środowiska?
– Wydaje mi się, że najwspanialsze, co osiągnęłam w tym wszystkim, to to, że poznałam bardzo dużo fajnych ludzi. Bo jednak ochrona środowiska nie jest tylko i wyłącznie domeną naukowców, przyrodników, ale także normalnych ludzi, którzy mają własne problemy, własne zawody. A środowisko to jest coś, co nas wszystkich łączy. Mam wrażenie, że ciężko w dzisiejszych czasach nie angażować się w żaden sposób w jego ochronę; chyba że jest się już zupełnie „oderwanym” od tego wszystkiego. Żyjemy już w takich czasach, że raczej rzadko już można się spotkać z tym, że ktoś będzie mówił, że ma tę ochronę środowiska „gdzieś”.
Istnieje presja społeczna i nawet nie wypada czegoś takiego powiedzieć głośno, bo spotka się to z ostracyzmem.
– Właśnie, ostracyzm społeczny – to już nie są te czasy, żeby się chwalić fabryką.
Z drugiej strony władze różnych państw, ważni gracze polityczni, potrafią takie poglądy wypowiadać bez skrępowania na głos. Dlatego chciałabym Cię zapytać, czy mimo tego, że mówimy o ostracyzmie społecznym w takiej mikroskali, to czy nie odczuwasz lęku w związku z tym, co się dzieje na tych wysokich szczeblach?
– Czuję lęk. Możemy bardzo długo gadać o kolonializmie, o kapitalizmie, o tym, do czego to wszystko nas doprowadziło, bo wszystko ma swoje wady i zalety. Natomiast na pewno martwi mnie to, co się dzieje w tej chwili i nie wróżę niczego dobrego obecnemu stanowi rzeczy. Jestem po prostu zdania, że jedyne, co możemy zrobić, to już tylko próbować dbać o to, co mamy w tej chwili pod ręką, czyli o to najbliższe otoczenie, i uświadamiać ludzi cały czas.
A czy coś daje Tobie jakiś element nadziei, jakąś perspektywę?
– Bardzo się cieszę, kiedy widzę fascynację nie tylko najmłodszych. Nawet kiedy dorośli przychodzą z nami na spotkania, kiedy opowiadają, co widzieli, dzielą się tymi przeżyciami. I cieszy mnie, że cały czas istnieje rozwój takiej świadomości w społeczeństwie. To jest bardzo zachęcające w tym wszystkim i po prostu motywujące.
Pozwól, że zapytam Cię jeszcze o Twój rozwój. Jak pragniesz dalej pokierować swoją ścieżką?
– Szczerze mówiąc, to w tej chwili od poniedziałku pracuję jak prawdziwy geolog, bo nigdy wcześniej w prawdziwej geologii tak naprawdę nie robiłam, oprócz tego, że byłam na stażu w PGNiG podczas studiów. Natomiast teraz pracuję rzeczywiście w biurze geologicznym, gdzie sporządzam mapy, przekroje i dokumentacje podłoża gruntowego na potrzeby różnych rozbudów. Cały czas uczę się w tej chwili tego, na czym, szczególnie w tym naszym obszarze ziemi lubuskiej, „jesteśmy”. Widzę, jakie tutaj mamy niebezpieczeństwa wodne, i te związane z budową geologiczną. Trafiła mi się naprawdę bardzo ciekawa praca; także w kontekście tego, jak rozwijam się poza pracą. Natomiast jeśli chodzi o dalszy rozwój swój, to staram się cały czas rozwijać. Zrobiłam też ostatnio pełną certyfikację na drony i jestem z tego zadowolona. Natomiast, nie chciałabym na tym poprzestać i cały czas myślę, co robić. Na pewno bardzo zależałoby mi na jakimś zagranicznym wyjeździe, na konferencje czy w ogóle do jakichś placówek, na pewno na północy, do Norwegii albo Finlandii, gdzie rzeczywiście zarówno łodzi ludzie, jak i starsi są na dużo wyższym poziomie świadomości ekologicznej w porównaniu z nami, jako że bardzo wyraźnie zdają sobie sprawę z tego, jak ważna jest ochrona przyrody. Bo tu naprawdę już nie chodzi o to, żeby były motylki i pięknie trzepotały skrzydełkami, tylko chodzi już rzeczywiście o nasze bezpieczeństwo.
Wywiad przeprowadziła Natalia Czarkowska w ramach projektu "Leśna szkoła klimatu".
„Dofinansowane z UE”
Źródło: Fundacja Instytut Rozwoju Przedsiębiorczości i Ekonomii Społecznej