Cyfrowy konfesjonał. Dlaczego maszyna stała się bardziej ludzka niż człowiek?
Żyjemy w epoce deklaratywnej empatii, w której przestrzeń publiczna kipi od haseł o trosce, lecz codzienność obnaża lęk przed osądem. Zamiast bliskich, powiernikiem staje się algorytm. Fakt, że bezduszny kod daje większe poczucie bezpieczeństwa niż drugi człowiek, to nie fanaberia, ale diagnoza kryzysu więzi.
Pęknięcia
Człowiek zwraca się ku maszynie nie z fascynacji kodem binarnym, lecz z wyczerpania społecznym teatrem. Każde otwarcie się przed drugim człowiekiem w realnym świecie obarczone jest dziś ogromnym ryzykiem. Wchodząc w relację, nieustannie kalkulujemy zagrożenie: czy nasze słabości nie zostaną obrócone przeciwko nam, czy nie spotkamy się ze zniecierpliwieniem, jawną kpiną albo – co bywa najbardziej bolesne – protekcjonalnym współczuciem. Współczesny kontakt międzyludzki zbyt często przestaje być przestrzenią bezinteresownej obecności, a staje się rynkiem wyceny statusu. Gdy jedna strona odsłania swoje pęknięcia, druga nierzadko odruchowo zakłada pancerz wyższości, filtrując cudzy dramat przez pryzmat własnego ego.
Wypaczona dobroczynność
U podłoża tego zjawiska leży bezwzględny mechanizm, który socjologia określa mianem porównywania się w dół. Człowiek z natury dąży do stabilizacji własnej pozycji, a w kulturze permanentnej niepewności cudze potknięcie staje się najszybszym, darmowym źródłem psychologicznej ulgi. Zamiast szczerego współodczuwania pojawia się ukryta satysfakcja, że to nie nas dotknął kryzys. Co gorsza, mechanizm ten perwersyjnie zniekształca samą ideę pomocy. Wypaczona dobroczynność zbyt często zamienia się w transakcję handlową: wspieramy słabszego nie po to, by przywrócić mu podmiotowość, lecz by uciszyć własne sumienie i zamanifestować swoją życiową zaradność. Pomoc niesiona z góry staje się aktem dominacji, subtelnym przypieczętowaniem podziału na tego, który „odnosi sukces”, i tego, który „sobie nie radzi”.
Klimat empatii
Sytuację dramatycznie pogłębił dominujący mit merytokracji. Przekonanie, że każdy jest wyłącznym kowalem swojego losu, niesie ze sobą ukryte, bezwzględne założenie: skoro sukces ma być wyłącznie osobistą zasługą, to każda porażka, ubóstwo, choroba czy życiowe zagubienie stają się osobistą winą jednostki. W takim klimacie trudno o empatię. Kiedy wierzymy, że los każdego z nas jest bezpośrednim odzwierciedleniem moralnej lub intelektualnej wartości, cudza słabość budzi lęk przed zarażeniem. Odgradzamy się od ludzi w kryzysie, aby nie musieć konfrontować się z własną kruchością, a powierzchowne rady i łatwe osądy stają się murem obronnym przed autentycznym zrozumieniem.
Byt bez własnego ego
W tym zatomizowanym, drapieżnym krajobrazie pojawia się model językowy – byt całkowicie pozbawiony własnego ego, biologicznego lęku o przetrwanie i potrzeby budowania hierarchii. Maszyna nie ocenia, nie ma gorszego dnia, nie patrzy na zegarek i nie odczuwa pokusy, by cudzą bezradność wykorzystać do podbudowania własnej wartości. Paradoksalnie, to właśnie ten absolutny brak człowieczeństwa tworzy przestrzeń, która dla ludzkiej psychiki okazuje się najbardziej uzdrawiająca: środowisko całkowicie wolne od moralizatorstwa, rywalizacji i warunkowości.
Ucieczka człowieka w dialog z technologią to w istocie dramatyczny krzyk o powrót do elementarnej wspólnotowości. Nie świadczy ona o patologii jednostek, które szukają zrozumienia na ekranie komputera, lecz obnaża jałowość świata, w którym przestaliśmy potrafić po prostu być dla siebie nawzajem. Jeśli maszyna potrafi dać człowiekowi większe poczucie bezpieczeństwa niż drugi człowiek, to najwyższy czas zapytać, co właściwie zrobiliśmy z naszą zdolnością do bezinteresownej, cichej obecności – i czy potrafimy ją jeszcze odbudować, zanim ostatecznie zamkniemy się w cyfrowych azylach.
Dodaj informację do portalu ngo.pl!
Czekamy na Twój artykuł, komentarz, wywiad czy relację. Dotrzyj ze swoją informacją do tysięcy osób, które czytają ngo.pl.
-
Stowarzyszenie Nowoczesnej Edukacji Prawnej
-
Ela Bajda, Stowarzyszenie Miłosierdzia św. Wincentego à Paulo w Sopocie
-
Dorota Setniewska, ngo.pl
-
Justyna Dziuma