Bielany: rusza „Ważne Miejsce”. Kawiarnia społeczna, w której gospodarzami są mieszkańcy Domu Malwa
W ogrodzie Domu Malwa na Bielanach otwiera się „Ważne Miejsce” bezpłatna letnia kawiarnia społeczna prowadzona przez dorosłych z niepełnosprawnością intelektualną. Piątki, 16:00-19:00, czerwiec-wrzesień. Informacja dla mieszkańców Warszawy szukających letnich inicjatyw sąsiedzkich i osób zainteresowanych wolontariatem i kręgami wsparcia.
Nazwa, która jest deklaracją
Najczęstszy obrazek z kawiarni społecznych w Polsce: wolontariusze nalewają, podopieczni biorą. Kelner uśmiecha się do „goszczącej u nas niezwykłej osoby”, która trzyma filiżankę oburącz. Zdjęcie idzie do raportu rocznego. Wszyscy są zadowoleni, a model „pomagający – pomagany” trwa w najlepsze.
W „Ważnym Miejscu” – letniej kawiarni społecznej Fundacji Malwa, która rusza w czerwcu na warszawskich Bielanach – będzie inaczej. Tu gospodarzami są dorośli z niepełnosprawnością intelektualną. To oni witają gości. To oni kroją ciasto. To oni nalewają lemoniadę. Sąsiedzi z bielańskich bloków przychodzą jako zaproszeni do czyjegoś domu.
– Każdy piątek od czerwca do września, od 16:00 do 19:00, otwieramy bramę dla sąsiadów. Bez cennika, bez zapisów, bez deklaracji wolontariatu do wypełnienia. W zamian za poczęstunek prosimy o uważność i rozmowę – mówi Angelika Olek, koordynatorka inicjatywy.
Nazwa „Ważne Miejsce” gra na dwóch poziomach naraz. Pierwszy: dosłowny to fizyczna przestrzeń, ogród, stół nakryty obrusem. Drugi: emocjonalny dla mieszkańców Domu Malwa to ich dom, ich kawiarnia, ich goście. To pierwsze publiczne ujęcie ich roli w lokalnej społeczności, roli, która nie jest rolą beneficjenta wsparcia.
Dlaczego to ważne dla III sektora
Przez ostatnie trzy dekady polskie organizacje pracujące z niepełnosprawnością intelektualną zbudowały imponującą infrastrukturę: warsztaty terapii zajęciowej, mieszkania chronione, asystencję osobistą, dzienne ośrodki. Znacznie wolniej rozwijało się to, co dziś jest osią międzynarodowej dyskusji o niepełnosprawności samorzecznictwo (self-advocacy). Język, narracja i ramka wizerunkowa wciąż w dużej mierze pozostają w rękach profesjonalistów i rodzin. To są słowa, które o osobach z niepełnosprawnością mówią inni rzadko one same.
W „Ważnym Miejscu” próbujemy tę logikę odwrócić. Mieszkańcy Domu Malwa nie są tematem narracji są jej autorami. Nie są obiektem działań są ich podmiotem. Wymaga to odpowiedniego wsparcia: asystencji, czasem mediacji, planowania wspólnie z osobami, których to dotyczy. Ale gdy to wsparcie jest na miejscu, sprawa staje się prosta: osoby z niepełnosprawnością intelektualną, w odpowiednich warunkach, są najlepszym motorem i azymutem budowania lokalnych kręgów wsparcia. To one wiedzą, kogo chcą zaprosić, kiedy, na jakich warunkach. Profesjonaliści działają najlepiej wtedy, gdy usuwają przeszkody, a nie wtedy, gdy projektują rozwiązania w czyimś imieniu.
„Ważne Miejsce” próbuje tę ramkę przełamać. Nie postulatami, nie kampanią wizerunkową, nie konferencją. Trzema bardzo prostymi narzędziami: ciastem, kawą i krzesłem przy stole. Bramę otwiera ten, kto w niej mieszka.
Oczy na ulicy
Amerykańska urbanistka Jane Jacobs nazwała ten zjawisko „eyes on the street” – oczami na ulicy. Bezpieczeństwo i żywotność miejskiej dzielnicy biorą się nie z większej liczby kamer i patroli, lecz z tego, że ludzie znają swoich sąsiadów, witają się przy bramie, wiedzą, kto gdzie mieszka i kogo właśnie nie ma w domu. Sieć znajomości w skali ulicy to fundament dzielnicy, w której da się żyć.
Dla osób z niepełnosprawnością intelektualną ta sieć ma jeszcze jeden, zupełnie konkretny wymiar. Mieszkaniec, którego w okolicy zna piętnastu sąsiadów, jest bezpieczniejszy. Sąsiad zauważy, że ktoś idzie zdezorientowany. Sąsiadka zatrzyma się, gdy ktoś szuka klucza. Sprzedawczyni w sklepie zauważy, że pan, który zwykle przychodzi z asystentką, dzisiaj jest sam i wygląda na zagubionego. Tego nie da się zapewnić systemem opieki – to się dzieje albo nie dzieje, w zależności od tego, czy ludzie się znają. „Ważne Miejsce” tworzy konkretne okazje, żeby się poznali. Piątek po piątku, twarz po twarzy, imię po imieniu.
Korzyść, która wraca w obie strony
Ostatnia rzecz, której nie chcemy przemilczeć bo bywa wstydliwie pomijana w komunikacji NGO: mieszkańcy Domu Malwa mają z tego korzyść osobistą, nie tylko symboliczną. Dorosły człowiek z niepełnosprawnością intelektualną w Polsce ma statystycznie znacznie mniejszy krąg znajomych niż dorosły bez niepełnosprawności – najczęściej ogranicza się on do rodziny, profesjonalistów wsparcia, współmieszkańców i kilku kolegów z warsztatu. Każdy nowy sąsiad, który po piątkowej kawie pamięta imię i zatrzymuje się przy bramie na pogawędkę, realnie poszerza sieć społeczną tej osoby. To nie jest sentymentalna „dodatkowa wartość" projektu to jego centralny rezultat.
Korzyść wraca też w drugą stronę. Sąsiad, który zaczyna chodzić w piątki do Malwy, dostaje od mieszkańców coś, czego nie znajdzie w warszawskich kawiarniach: czas niepospieszny, rozmowę bez agendy, gospodarza, który naprawdę cieszy się, że ktoś przyszedł. W mieście, w którym wszystko jest transakcyjne, to jest deficytowy zasób. Nie bez powodu mówimy o „epidemii samotności”.
Źródło: Fundacja "Malwa"