Przeglądarka Internet Explorer, której używasz, uniemożliwia skorzystanie z większości funkcji portalu ngo.pl.
Aby mieć dostęp do wszystkich funkcji portalu ngo.pl, zmień przeglądarkę na inną (np. Chrome, Firefox, Safari, Opera, Edge).
„Spółdzielczość nas jara”
Aleksandra Muzińska
– W szkołach nie uczy się nas pracy zespołowej, jako społeczeństwo nie umiemy tego robić. Nam się udaje, bo lubimy dyskutować i mamy doświadczenie w podobnych inicjatywach – mówi Jacek ze Spółdzielni Socjalnej „Warszawa”. Właśnie uruchomił ze znajomymi pierwszy ekologiczny hostel w stolicy.
Stara kamienica przy ul. Wilczej. Centrum Warszawy. W bramie zaczepia mnie starsza pani: – A pani do kogo? – pyta. – Do hostelu „Emma” – odpowiadam. – Ach, to wiem, przesympatyczni młodzi ludzie. Jeżdżą na rowerach. Jeden nawet stoi pod moim oknem – zdradza sąsiadka.
W drzwiach wita mnie Pestka, pies-rezydent. – To będzie miejsce otwarte dla wszystkich. Dla dzieci, dla zwierząt. Dla kogo tylko chcesz – mówi Gosia, jedna z założycielek hostelu.
Są po studiach, dobiegają trzydziestki. – Napisz o nas po prostu „spółdzielnia” – mówią. Ale „spółdzielnia” ma pięć twarzy. Oprócz Gosi i Jacka są jeszcze: Łukasz, Piotrek i Kasia. Od lat działają w różnych kooperatywach, interesują się ideą spółdzielczości. O własnej działalności myśleli od dawna. – Wiemy jak świetnie to działa we Włoszech – mówi Gosia. – Poza tym „jaramy się” ruchem spółdzielczym. Poziomy system zarządzania, współdziałanie. Nie ma szefa, który mówi ci, co masz robić – dodaje Łukasz.
KRS mówi „nie”
Większość z nich była bezrobotna. Zdecydowali, że założą spółdzielnię socjalną. Zadanie, jak się wkrótce okazało, niełatwe. – Mam wrażenie, że urzędy robią wszystko, aby tylko zniechęcić ludzi do spółdzielczości – mówi Gosia. Zaczęło się od rejestracji w Krajowym Rejestrze Sądowym. – Na „dzień dobry” usłyszeliśmy, że nie ma czegoś takiego jak spółdzielnia socjalna – opowiada Jacek. Powołali się na przepisy prawa, przekonali urzędników, przeszli dalej. Potem był wniosek.
W drzwiach wita mnie Pestka, pies-rezydent. – To będzie miejsce otwarte dla wszystkich. Dla dzieci, dla zwierząt. Dla kogo tylko chcesz – mówi Gosia, jedna z założycielek hostelu.
Są po studiach, dobiegają trzydziestki. – Napisz o nas po prostu „spółdzielnia” – mówią. Ale „spółdzielnia” ma pięć twarzy. Oprócz Gosi i Jacka są jeszcze: Łukasz, Piotrek i Kasia. Od lat działają w różnych kooperatywach, interesują się ideą spółdzielczości. O własnej działalności myśleli od dawna. – Wiemy jak świetnie to działa we Włoszech – mówi Gosia. – Poza tym „jaramy się” ruchem spółdzielczym. Poziomy system zarządzania, współdziałanie. Nie ma szefa, który mówi ci, co masz robić – dodaje Łukasz.
KRS mówi „nie”
Większość z nich była bezrobotna. Zdecydowali, że założą spółdzielnię socjalną. Zadanie, jak się wkrótce okazało, niełatwe. – Mam wrażenie, że urzędy robią wszystko, aby tylko zniechęcić ludzi do spółdzielczości – mówi Gosia. Zaczęło się od rejestracji w Krajowym Rejestrze Sądowym. – Na „dzień dobry” usłyszeliśmy, że nie ma czegoś takiego jak spółdzielnia socjalna – opowiada Jacek. Powołali się na przepisy prawa, przekonali urzędników, przeszli dalej. Potem był wniosek.
Jacek: – Bardzo trudno wypełnić go poprawnie. Wytyczne są niejasne. Wielokrotnie go odrzucano, nie informując nas o wszystkich błędach. Za każdym razem wskazywano nam tylko jeden. Czasem urzędnicy sami sobie zaprzeczali.
– W pewnym momencie miałam już tego wszystkiego dość – zdradza Gosia. Po czterech miesiącach nerwów w końcu się udało, chociaż Jacek wciąż zastanawia się, jak udaje się innym. – My byliśmy tylko bezrobotni, ale po studiach. Jak z wnioskiem mają radzić sobie ludzie z innych grup wykluczonych? – pyta.
Po rejestracji w KRS-ie przyszła pora na dotację z Urzędu Pracy. Tutaj również nie było łatwo. – Oni się chyba nas trochę przestraszyli. Do końca nie wiedzieli, jak sobie ze spółdzielnią socjalną poradzić – opowiada Jacek. – Mówili, że usługi remontowe, cateringowe czy opiekuńcze to typowe zadanie dla nas. Ale hostel?! – dodaje Gosia. Urzędnicy chcieli wiedzieć, jak pieniądze będą wydawane. Chcieli poznać dostawców usług. Trzeba było też przedstawić obowiązkowe poręczenia na dotację. – Zdecydowaliśmy, że w razie niepowodzenia poddamy się egzekucji komorniczej – mówi Gosia.
Fair trade i wegańskie śniadania
W remont włożyli dużo wysiłku. Pomagali im znajomi. Po miesiącach ciężkiej pracy powstał unikalny w skali Warszawy hostel. Pomysł zamyka się w trzech hasłach, którymi założyciele „Emmy” żyją na co dzień – ekologia, fair trade, ekonomia społeczna.
– Oprócz standardowej segregacji śmieci, chcemy używać biodegradowalnych detergentów. W biurze będziemy korzystać z ekologicznego papieru. Z wyjątkiem rolek do kas fiskalnych. Nie udało mi się znaleźć takich ekologicznych – śmieje się Gosia.
W „Emmie” meble są z odzysku. Łóżka wykonane z drewnianych odpadów produkcyjnych. Wegańskie śniadania oparte na produktach z ekologicznego gospodarstwa pani Eli ze wsi Węgajty. Ponadto znajdziemy tu produkty certyfikowane marką „fair trade” – może nieco droższe od przeciętnych towarów rynkowych, ale z gwarancją, że ludzie którzy je wytworzyli zostali należycie wynagrodzeni.
„Emma” chce też korzystać z usług innych spółdzielni. – Po sąsiedzku, na Hożej, jest spółdzielcza pralnia prowadzone przez kilka kobiet – mówi Gosia. Myślą też o zleceniu takim podmiotom usług sprzątających, o ile starczy pieniędzy. Na początek większość rzeczy będą robić sami. Na wiosnę hostel ruszy z własną wypożyczalnią rowerów.
Ceny noclegu do najniższych nie należą, ale chcąc być ekologiczną i społecznie odpowiedzialną firmą trudno jest zaproponować konkurencyjne stawki. – Dlatego liczymy, że będą do nas przyjeżdżać osoby, które czują i rozumieją nasze idee – zapewnia Gosia.
Kooperacja – tego nie uczą w szkole
Podstawowa zaleta spółdzielczości – wspólne zarządzanie i współwłasność firmy, bywa czasem przedmiotem krytyki, bo łatwo może doprowadzić do nierównego podziału pracy i braku kompromisu między członkami. Jak radzi sobie z tym „Emma”?
Jacek: – W szkołach nie uczy się nas pracy zespołowej, jako społeczeństwo nie umiemy tego robić. Nam się udaje, bo lubimy dyskutować i mamy doświadczenie w podobnych inicjatywach. – Kluczowe jest wzajemne zaufanie i osiąganie konsensusu – dodaje Łukasz.
A co zrobicie z zyskiem? – pytam. – Mamy jeszcze drugie piętro, o dużo większej powierzchni. Czeka nas tam remont. Chcemy też utworzyć fundusz na wspieranie różnych działań społecznych – mówi Gosia. – Myślimy o własnym mini inkubatorze spółdzielczości – dodaje Łukasz. Łukasza martwi tylko, że do hostelu nie dostaną się osoby niepełnosprawne. – Chcemy maksymalnie dostosować lokal dla nich. Nie mamy tu windy, więc możliwości są małe, ale wprowadzimy oznaczenia dla niewidomych – deklaruje.
Po rejestracji w KRS-ie przyszła pora na dotację z Urzędu Pracy. Tutaj również nie było łatwo. – Oni się chyba nas trochę przestraszyli. Do końca nie wiedzieli, jak sobie ze spółdzielnią socjalną poradzić – opowiada Jacek. – Mówili, że usługi remontowe, cateringowe czy opiekuńcze to typowe zadanie dla nas. Ale hostel?! – dodaje Gosia. Urzędnicy chcieli wiedzieć, jak pieniądze będą wydawane. Chcieli poznać dostawców usług. Trzeba było też przedstawić obowiązkowe poręczenia na dotację. – Zdecydowaliśmy, że w razie niepowodzenia poddamy się egzekucji komorniczej – mówi Gosia.
Fair trade i wegańskie śniadania
W remont włożyli dużo wysiłku. Pomagali im znajomi. Po miesiącach ciężkiej pracy powstał unikalny w skali Warszawy hostel. Pomysł zamyka się w trzech hasłach, którymi założyciele „Emmy” żyją na co dzień – ekologia, fair trade, ekonomia społeczna.
– Oprócz standardowej segregacji śmieci, chcemy używać biodegradowalnych detergentów. W biurze będziemy korzystać z ekologicznego papieru. Z wyjątkiem rolek do kas fiskalnych. Nie udało mi się znaleźć takich ekologicznych – śmieje się Gosia.
W „Emmie” meble są z odzysku. Łóżka wykonane z drewnianych odpadów produkcyjnych. Wegańskie śniadania oparte na produktach z ekologicznego gospodarstwa pani Eli ze wsi Węgajty. Ponadto znajdziemy tu produkty certyfikowane marką „fair trade” – może nieco droższe od przeciętnych towarów rynkowych, ale z gwarancją, że ludzie którzy je wytworzyli zostali należycie wynagrodzeni.
„Emma” chce też korzystać z usług innych spółdzielni. – Po sąsiedzku, na Hożej, jest spółdzielcza pralnia prowadzone przez kilka kobiet – mówi Gosia. Myślą też o zleceniu takim podmiotom usług sprzątających, o ile starczy pieniędzy. Na początek większość rzeczy będą robić sami. Na wiosnę hostel ruszy z własną wypożyczalnią rowerów.
Ceny noclegu do najniższych nie należą, ale chcąc być ekologiczną i społecznie odpowiedzialną firmą trudno jest zaproponować konkurencyjne stawki. – Dlatego liczymy, że będą do nas przyjeżdżać osoby, które czują i rozumieją nasze idee – zapewnia Gosia.
Kooperacja – tego nie uczą w szkole
Podstawowa zaleta spółdzielczości – wspólne zarządzanie i współwłasność firmy, bywa czasem przedmiotem krytyki, bo łatwo może doprowadzić do nierównego podziału pracy i braku kompromisu między członkami. Jak radzi sobie z tym „Emma”?
Jacek: – W szkołach nie uczy się nas pracy zespołowej, jako społeczeństwo nie umiemy tego robić. Nam się udaje, bo lubimy dyskutować i mamy doświadczenie w podobnych inicjatywach. – Kluczowe jest wzajemne zaufanie i osiąganie konsensusu – dodaje Łukasz.
A co zrobicie z zyskiem? – pytam. – Mamy jeszcze drugie piętro, o dużo większej powierzchni. Czeka nas tam remont. Chcemy też utworzyć fundusz na wspieranie różnych działań społecznych – mówi Gosia. – Myślimy o własnym mini inkubatorze spółdzielczości – dodaje Łukasz. Łukasza martwi tylko, że do hostelu nie dostaną się osoby niepełnosprawne. – Chcemy maksymalnie dostosować lokal dla nich. Nie mamy tu windy, więc możliwości są małe, ale wprowadzimy oznaczenia dla niewidomych – deklaruje.
Aleksandra Muzińska
Spółdzielnia Socjalna „Warszawa” uczestniczyła w szkoleniach i doradztwie w ramach projektu "Ośrodek Wsparcia Ekonomii Społecznej" realizowanym przez Fundację Inicjatyw Społeczno-Ekonomicznych.
Spółdzielnia Socjalna „Warszawa” uczestniczyła w szkoleniach i doradztwie w ramach projektu "Ośrodek Wsparcia Ekonomii Społecznej" realizowanym przez Fundację Inicjatyw Społeczno-Ekonomicznych.
Ten artykuł został dodany do portalu ngo.pl przez użytkownika, użytkowniczkę.
Artykuły opublikowane w ngo.pl wyrażają poglądy osób piszących i nie muszą odzwierciedlać stanowiska redakcji. Przedruk, kopiowanie, skracanie artykułów wymaga zgody redakcji.
Dodaj informację do portalu ngo.pl!
Czekamy na Twój artykuł, komentarz, wywiad czy relację. Dotrzyj ze swoją informacją do tysięcy osób, które czytają ngo.pl.
-
Galeria Apteka Sztuki ZAZ
-
Dorota Setniewska, ngo.pl