Projekt jak spektakl
Na odbywającym się w Ustce 11–12 października 2013 roku Pomorskim Forum Inicjatyw Pozarządowych organizatorzy przypomnieli wystąpienie Jacka Kuronia z pierwszego FIP-u w Gdańsku w 1994 roku. Kuroń porównał wtedy organizację pozarządową do teatru amatorskiego, który, jeśli jedynie naśladuje zawodowy teatr, będzie tylko gorszym teatrem. Przyjrzymy się głębiej tej metaforze – pisze Piotr Frączak w kolejnym felietonie dla Ekonomiaspoleczna.pl.
„W wielu środowiskach ilością projektów [przedstawień] mierzy się wartość, żywotność organizacji, a ludzi kierujących tymi pracami za najwybitniejszych społeczników oświatowych, nieledwie za ideał patriotów.
Jeśli jest jakaś wyraźna różnica między spektaklami, o których pisał Baczewski i dzisiejszymi projektami, to może tylko mniejsza obecnie drastyczność efektów: „Przedstawień rzeczywiście urządzili dużo, ale cóż z tego, kiedy każda zabawa urządzona po przedstawieniu kończyła się bójką, a w tym roku dwie takie bójki skończyły się wypadkami śmiertelnymi”.
Cóż więc robić, aby nie można było o nas powiedzieć: „Odwalano projekty [przedstawienia] bez ładu i składu, aby tylko zdobyć trochę gotówki, ale zatracono przy tym właściwy sens tej pracy”?
Piotr Frączak dla Ekonomiaspoleczna.pl
Załącznik:
Fragment z: Piotr Frączak „Zarządzanie – standardy w organizacji pozarządowej”, FederalistKa nr 3/2010
Myślenie strategiczne jest dla organizacji pozarządowej, z uwagi na ilość grup decydujących, czymś, co może zintegrować i uwspólnić różne aspiracje, tak aby mogła ona działać skutecznie, co więcej, „stanowi intelektualny pomost pomiędzy osobami finansującymi usługi a ich odbiorcami” [Hudson, 1997, s. 70]. To właśnie wypracowana strategia pozwala na wytyczenie dróg rozwoju organizacji tak, aby nie zaprzeczyła swojej misji, aby bieżące działania nie przeszkodziły w osiągnięciu rzeczywistego zadania. Strategia jest próbą przełożenia misji na bardziej konkretne cele, możliwe do zrealizowania w perspektywie kilkuletniej. Jednak także strategiczne myślenie w coraz mniejszym stopniu umożliwia racjonalne zarządzanie. Z punktu widzenia dzisiejszego tempa życia, zmieniających się warunków planowanie w perspektywie nawet tylko 3-5 lat jest w zasadzie w dużej mierze futurologią. Brak stabilnych źródeł finansowania powoduje, że misję trudno przełożyć na konkretne cele strategiczne. Oznacza to, że wiele organizacji w Polsce rezygnuje z planowania strategicznego na rzecz bieżącego dostosowywania się do sytuacji. Przy silnej misji organizacji taka działalność nie musi prowadzić do negatywnych skutków, choć niewątpliwie utrudnia działania zarządcze.
Z drugiej strony – próbą odpowiedzi na problemy związane z trudnością w zarządzaniu organizacjami w sytuacji, gdy nie ma jasnych kryteriów oceny efektywności (np. zysk, rozwój itp.), a cel dotyczy kwestii zmian w długiej perspektywie (np. wartości, zmiany systemowe itp.), jest przejście na myślenie projektowe. Oto długofalowy cel organizacji zostaje „zoperacjonalizowany” na projekty, które są z założenia ograniczone w czasie, mają mierzalne rezultaty. Myślenie w kategoriach projektowych zdominowało myślenie o zarządzaniu organizacjami pozarządowymi. O jego zaletach wiele można mówić. Jest próbą przełożenia działań organizacji na wymierne rezultaty, co ułatwia rozmowę z potencjalnymi grantodawcami. Ułatwia zarządzanie w sytuacji, gdy realizacja misji wymaga równoczesnych, ale niepowiązanych ze sobą bezpośrednio i bardzo zróżnicowanych działań (np. jednocześnie bezpośredniej pomocy i rzecznictwa). Jednak właśnie w organizacjach pozarządowych myślenie projektowe ma swoje wady. Warto je przedstawić w oparciu o niebezpieczeństwa, które wyraźnie formułuje się w podręczniku Rady Europy (który zresztą wymienia jeszcze kilka innych niebezpieczeństw):
Nie negując zalet zarządzania projektowego trzeba wyraźnie podkreślić, że dopatrywanie się w nim jakiejś cudownej metody jest nieporozumieniem. Działanie projektowe w organizacjach może być dobrym pomysłem, o ile zarządzanie projektem jest w jakimś sensie zarządzaniem organizacją (jeden główny projekt), lub w większych organizacjach, gdy poszczególne projekty są zintegrowane dobrym zarządzaniem na poziomie organizacji. Jest to szczególnie ważne, gdy organizacja prowadzi różne rodzaje działalności, a więc prowadzenie działań metodą projektową może być sposobem na płynne włączenie przedsięwzięć generujących nadwyżkę (zysk) w pracę organizacji. Jednak myślenie projektowe, podobnie jak i ewoluowanie przedsiębiorstw społecznych w kierunku form hybrydowych [por. Frączak, 2008], może mieć i negatywne konsekwencje.
Jak to wygląda w Polsce? Wydaje się, że mamy tu do czynienia z dwiema odmiennymi „filozofiami” działania organizacji. Okazuje się, iż znaczna część z polskich organizacji pozarządowych, bo „aż 37% – twierdzi bowiem, że w ogóle nie realizuje projektów i działa na innej zasadzie. Choć odsetek ten jest mniejszy niż jeszcze dwa lata temu (kiedy wynosił 42%), warto zauważyć, że wciąż ponad 1/3 organizacji w Polsce funkcjonuje w sposób daleki od logiki, do jakiej odwołują się architekci programów europejskich czy nawet ustawy o działalności pożytku publicznego i o wolontariacie (która w swoim dotychczasowym kształcie nakłada na samorządy obowiązek formułowania otwartych konkursów, niejako wymuszając tym samym na organizacjach myślenie projektowe). Jak można domniemywać, jest to ta część sektora, która w najmniejszym stopniu uczestniczy w przemianach ostatnich lat i w najmniejszym stopniu jest na nie gotowa.” ( Z projektem lub bez Marta Gumkowska, Jan Herbs, za ngo.pl).
Nie należy jednak wyciągać wniosku, że organizacje, które nie pracują projektowo, nastawione są na działania strategiczne. Część z nich działa na zasadzie przystosowania się, stanowi formę „przetrwalnikową”. Z drugiej strony, oczywiście wiele organizacji prowadzących projekty może w istocie prowadzić intensywną działalność strategiczną, wykorzystując jedynie możliwości tkwiące w finansowaniu projektów poprzez różnego rodzaju konkursy grantowe. Jednak wydaje się, że zarządzanie strategiczne możliwe jest jedynie wtedy, gdy projekty stanowią dodatek (choć pewnie mogą generować znaczącą część budżetu) do działań organizacji. Sprawdzianem, który w jakiś sposób jest wyznacznikiem tego, czy organizacja ma problem, jest kwestia wkładu własnego. Organizacja, która ma kłopoty z z wkładem własnym do projektów, najprawdopodobniej nie prowadzi własnej, podstawowej działalności nie związanej z projektami, co może oznaczać, że to właśnie one zdominowały jej misję.
Dodaj informację do portalu ngo.pl!
Czekamy na Twój artykuł, komentarz, wywiad czy relację. Dotrzyj ze swoją informacją do tysięcy osób, które czytają ngo.pl.
-
●Beata Kubiszyn-Puka
-
●Katarzyna Garbowska
-
●Aneta Maria Pawelczyk-Piłat dla ngo.pl