Czy NGO-sy stają się uczestnikami niekończącego się reality show? Coraz większe wymagania, coraz mniejsza stabilność, permanentna ocena i walka o przetrwanie – tak dziś wygląda codzienność wielu organizacji społecznych. Tymczasem Ministerstwo Finansów blokuje rozwiązania, które mogłyby realnie wzmocnić sektor obywatelski. Zaczynają się igrzyska.
Najbardziej brutalne reality show wcale nie dzieją się dziś w telewizji. Rozgrywają się w konkursach grantowych, tabelach budżetowych, generatorach wniosków i niekończących się procesach oceniania organizacji społecznych. To swoisty casting na najbardziej dyspozycyjne, najbardziej odporne i najbardziej uległe NGO — takie, które mimo chronicznego niedofinansowania nadal będą realizować kolejne zadania, brać odpowiedzialność za społeczne kryzysy i jeszcze udowadniać, że potrafią zrobić wszystko „bardziej efektywnie”.
Sektor obywatelski miał być przestrzenią współpracy, solidarności i działania na rzecz dobra wspólnego. Tymczasem coraz częściej przypomina źle wyreżyserowany eksperyment społeczny, w którym ludzi wrzuca się w warunki chronicznego niedoboru i oczekuje, że będą działać skuteczniej niż stabilne instytucje państwa.
Za minimalne wynagrodzenia.
Na krótkoterminowych projektach.
Bez bezpieczeństwa.
Bez stabilności.
Bez pewności, że za pół roku organizacja nadal będzie istnieć.
A jednocześnie wymagania wobec NGO-sów rosną nieustannie. Organizacje mają być profesjonalne, odporne, innowacyjne, transparentne, mierzalne, dostępne, strategiczne, eksperckie i natychmiast reagujące na każdy kryzys społeczny. Mają działać jak korporacje. Ale finansowane są często tak, jakby były hobby grupy zapaleńców.
Reality show?
W reality show uczestnicy są stale oceniani: przez jurorów, widzów, produkcję i algorytmy popularności. W sektorze społecznym podobną rolę pełnią konkursy grantowe, wskaźniki, ewaluacje, rankingi, eksperckie komisje i konieczność ciągłego udowadniania swojej „efektywności”. Nie wystarczy robić ważnych rzeczy. Trzeba jeszcze umieć je sprzedać, opisać, zmierzyć i obronić w systemie, który premiuje widowiskowość, tempo i nieustanną produktywność.
Coraz częściej organizacje są zmuszane do funkcjonowania w logice permanentnego castingu: kto lepiej opowie swoją historię, kto bardziej poruszy emocje, kto pokaże większy kryzys, kto lepiej wpisze się w aktualne priorytety finansujących.
A przecież mówimy o ludziach, którzy na co dzień pracują z przemocą, kryzysami psychicznymi, ubóstwem, migracją, wykluczeniem, edukacją czy pomocą humanitarną. O ludziach, którzy sami coraz częściej funkcjonują na granicy wypalenia.
Podstawowe mechanizmy przetrwania nie dla każdego
Alarmujące są kolejne sygnały płynące z Ministerstwa Finansów dotyczące postulatów zgłaszanych przez sektor społeczny. Bo większość tych propozycji nie dotyczy „przywilejów”, ale podstawowych mechanizmów umożliwiających organizacjom stabilne i odpowiedzialne działanie.
Brak zgody na możliwość rozliczania części dotacji w formie ryczałtowej oznacza dalsze utrzymywanie absurdalnie biurokratycznego systemu, w którym ogromna część energii organizacji idzie nie na pomoc ludziom, ale na zbieranie faktur, opisywanie dokumentów i obsesyjne udowadnianie każdego wydanego grosza.
Brak zgody na finansowanie rozwoju kompetencji i potencjału organizacji oznacza utrwalanie modelu, w którym NGO może realizować zadania, ale nie może budować własnej stabilności. Może „dowozić projekty”, ale nie może inwestować w ludzi, rozwój zespołu, bezpieczeństwo cyfrowe, strategie czy profesjonalizację działań. Innymi słowy: organizacja ma działać skutecznie, ale nie może się wzmacniać.
Niechęć do jednoznacznego uznania kosztów administracyjnych za pełnoprawny element finansowania to z kolei podtrzymywanie fikcji, że projekty realizują się same. Jakby księgowość, koordynacja, zarządzanie zespołem, obsługa prawna czy utrzymanie biura były czymś podejrzanym, a nie warunkiem odpowiedzialnego działania.
Szczególnie groźny jest także brak elastyczności w zakresie zmian budżetowych i waloryzacji projektów. Organizacje funkcjonują dziś w rzeczywistości inflacji, rosnących kosztów pracy i usług. Jeśli nie mogą dostosować budżetów do zmieniających się warunków ekonomicznych, to realnie oznacza to konieczność dokładania do projektów z własnych środków albo przerzucania kosztów na pracowników poprzez zamrażanie wynagrodzeń i zwiększanie przeciążenia.
Podobnie wygląda kwestia tzw. niewygasów, czyli możliwości przenoszenia niewykorzystanych środków na kolejny rok. Brak takich rozwiązań wzmacnia chaos i krótkoterminowość. Organizacje zamiast planować odpowiedzialnie i strategicznie są zmuszane do gorączkowego wydawania pieniędzy przed końcem roku, często w oderwaniu od realnych potrzeb społecznych.
Jeszcze bardziej niepokojący jest brak realnej ścieżki odwoławczej w konkursach grantowych. To sytuacja, w której organizacje mogą być arbitralnie oceniane, bez przejrzystego mechanizmu kwestionowania decyzji. W praktyce wzmacnia to atmosferę zależności i podporządkowania: nie opłaca się zadawać trudnych pytań, krytykować systemu ani wychodzić poza bezpieczny schemat, jeśli od kolejnego konkursu zależy przetrwanie organizacji i miejsc pracy.
I właśnie tutaj mechanizm reality show staje się najbardziej widoczny
System premiuje nie tych, którzy działają najlepiej i najbardziej odpowiedzialnie, ale tych, którzy najlepiej dostosują się do niestabilnych warunków, nauczą się funkcjonować w permanentnej niepewności i zaakceptują coraz większe przeciążenie jako normę.
To nie jest rozwój społeczeństwa obywatelskiego. To tresowanie sektora do przetrwania w warunkach chronicznego kryzysu.
Bo NGO-sy nie są dodatkiem do państwa. Bardzo często wykonują pracę, której państwo nie jest w stanie lub nie chce wykonywać samo. Łagodzą skutki kryzysów społecznych, wspierają grupy wykluczone, budują lokalne wspólnoty, reagują szybciej niż instytucje publiczne.
Tyle że nie da się budować stabilnego społeczeństwa obywatelskiego na chronicznym przeciążeniu ludzi. Nie da się oczekiwać profesjonalizacji bez stabilności finansowej. Nie da się wymagać odporności psychicznej od ludzi funkcjonujących latami w niepewności. Nie da się mówić o „misji”, jednocześnie przerzucając na organizacje odpowiedzialność za systemowe zaniedbania państwa.
Mechanizm reality show działa dlatego, że człowiek postawiony pod presją prędzej czy później zaczyna pękać.
Problem polega na tym, że w sektorze społecznym to nie jest scenariusz programu.
To codzienność bardzo wielu ludzi
Źródło: Fundacja RC