Wolność, równość, sprawiedliwość, solidarność – to wspaniałe wartości, które powinny być podstawą współczesnych społeczeństw. Walcząc o nie musimy jednak zapytać o to kogo w tej walce wciąż nie widzimy i czyj głos wciąż pozostaje niesłyszany. Ostatnie Manify pokazały, że coraz więcej osób zaczyna dostrzegać, że prawdziwie wyzwalający feminizm nie może kończyć się na jednym gatunku.
7 marca ulicami Krakowa przemaszerowała XXI Krakowska Manifa, w tym roku pod hasłem „Siła (w) społeczności”.
Cztery wegańskie aktywistki, przebrane za Podręczne z maskami krów na twarzach niosły tablice z wegańskim przesłaniem m.in. „Nie ma feminizmu bez weganizmu” oraz cytatem Carol J. Adams „Ponieważ traktuję opresję wobec kobiet i opresję wobec innych zwierząt jako zjawiska współzależne, przeraża mnie niezdolność feministek do rozpoznania kwestii płci związanych z jedzeniem zwierząt”. Towarzyszące im osoby niosły oprócz tablic flagi wegańskie, które wzbudzały mocne zainteresowanie i stawały się początkiem interesujących rozmów o weganizmie. Okazało się, że wśród osób uczestniczących w Manifie jest sporo weganek – wiadomo, że najgłośniejszą była naczelna dyrygująca krakowskiej Samba-Ka – Iskra.
Nie mamy wątpliwości, że obecność weganek i wegan na Manifie, reprezentujących samice pozaludzkie jest poszerzaniem intersekcjonalności tego wydarzenia o najbardziej uciemiężone z ofiar. Ofiar, które nie mają szansy wystąpić w swoim imieniu.
Następnego dnia, w lekko zmienionym składzie uczestniczyłyśmy w Śląskiej Manifie w Katowicach, która w tym roku maszerowała z hasłem „Polska nie chce widzieć kobiet”. Podczas Śląskiej Manify gromko brzmiały skandowane przez wszystkich hasła „Nie ma feminizmu bez weganizmu” oraz ”Koniec gwałtów na zwierzętach”. Oliwia Piotrowska-Wieczorek miała krótkie przemówienie, które zacytujemy: „Jednoczymy się tu dziś pod hasłem „Polska nie chce widzieć kobiet”. Jednak kto z nas przyszedł tu także w imieniu samic innych gatunków? Kto z nas JE widzi? Walka o prawa kobiet nie może ich wykluczać. Feminizm bez weganizmu to nie jest walka o sprawiedliwość, a jedynie walka o swój interes. Solidarność między tymi dwoma ruchami jest kluczowa. Patriarchat i antropocentryzm to powiązane systemy opresji. Walcząc o prawa kobiet nie można być obojętnym wobec ogromu cierpienia krów matek – ofiar przemysłu mleczarskiego. Naszym moralnym obowiązkiem jest przejąć się losem kur niosek spędzających całe swoje życie na przestrzeni równej kartce A4. Podobnie, nie możemy ignorować faktu istnienia kojców porodowych dla świń. Bez troski o samice innych gatunków ta walka kobiet jest niepełna i nieuczciwa. Siostrzeństwo – tak, ale tylko międzygatunkowe”.
W Warszawie blok wegański już po raz drugi był wpisany w oficjalny program Manify. W tym roku organizatorki same zwróciły się do nas z pytaniem, czy będziemy. Uważamy to za znak, że w środowisku feministycznym coś powoli się zmienia. Dzięki podejmowanemu wspólnie wysiłkowi wegański feminizm staje się widoczny. Nasza relatywnie nieduża, bo około dwudziestoosobowa grupa szła z transparentami, których trudno było nie zauważyć. Hasła takie jak: „samice razem”, „rewolucja dla zwierząt”, „patriarchat krzywdzi nie tylko ludzi”, „feminizm przeciwko eksploatacji zwierząt”, „feminizm to weganizm”, ale też „queer to weganizm” nawoływały do myślenia o feminizmie jako inkluzywnym ruchu sprawiedliwości społecznej, który nie zapomina o naszych pozaludzkich siostrach.
Zaznaczyłyśmy swoją obecność również w Gazecie Manifowej, w której Elwira Sztetner pisała:
„Wchodzę do sklepu spożywczego. Niektóre alejki mijam szybkim krokiem. Nie patrzę w ich stronę. Jedno stoisko trudno ominąć. Muszę przejść obok, żeby kupić warzywa. Tam zawsze jest kolejka. Ludzie stoją w niej jakby trochę podekscytowani. Do tego ten zapach. Staram się nie myśleć. Idę dalej.
Staję w kolejce do kasy. Przede mną pani – starsza ode mnie – nawiązuje sympatyczną rozmowę z kasjerką. Na taśmie leżą zapakowane w folię czyjeś nogi. Pani płaci, bierze zakupy. Nikt jej nie zatrzymuje, nie wzywa policji.
Siedzę z koleżanką z pracy w kawiarni. Rozmawiamy o siostrzeństwie. Narzekamy na wykluczenie kobiet w strukturach uczelni i o tym jak kobiety nie potrafią się wspierać. Zamawiamy kawę. Ja na mleku owsianym. Koleżanka prosi o „normalne”. Wracamy do rozmowy o solidarności kobiet. Myślę o krowach.
Jestem w galerii sztuki. Patrzę na fotografię, na której naga postać zasłania swoje genitalia ciałem martwego, oskubanego z piór i wypatroszonego kurczaka. Czytam opis. Wypatroszony kurczak symbolizuje ciało kobiece – jeszcze nietknięte, gotowe do konsumpcji. Artystka sięga po „jedzenie”. Tworzy dzieła krytykujące uprzedmiotowienie kobiecych ciał.
Dlaczego nikt tego nie widzi? Dlaczego to w ogóle jest legalne?”.
W imieniu naszego wegańskiego kolektywu przemawiała Karolina Skowron-Baka. Przeczytajcie fragment jej wystąpienia:
„Jedną z najbardziej feministycznych rzeczy jakie możemy zrobić to zrezygnować z nabiału. Nie jest ciężko być weganką. Ciężko być krową w przemyśle mlecznym. Przejście na weganizm to pełen mocy sprzeciw wobec przemocy, kultury gwałtu i eksploatacji. To celebracja wszystkich wartości, dla których tu dzisiaj jesteśmy. Nie ma feminizmu bez weganizmu!".
Zachęcamy Was wszystkie i wszystkich do organizowania i dołączanie do bloków wegańskich na Manifach i Marszach Równości. Pokażmy, że jest nas wiele, zagarniajmy przestrzeń dla Nich, niech te wydarzenia staną się nie tylko z definicji, ale także realnie intersekcjonalne.
Marsz Wyzwolenia Zwierząt
Tekst pierwotnie został opublikowany na FB oraz IG kolektywu Marsz Wyzwolenia Zwierząt.
Marsz Wyzwolenia Zwierząt to największa tego typu akcja uliczna w Polsce, będąca odważną manifestacją na rzecz uznania praw wszystkich istot czujących i głośno sprzeciwiającą się ich uciskowi. Tegoroczny Marsz Wyzwolenia Zwierząt odbędzie się 5 września, jak zwykle w Warszawie.
Organizację tegorocznego Marszu Wyzwolenia Zwierząt możesz wesprzeć na ZRZUTCE - zachęcamy do wpłat, nawet drobnych, oraz do udostępniania linku.
#IdęDlaZwierząt
Źródło: Fundacja "W Imię Zwierząt"