„A kiedy prawa komarów?”, „To może jeszcze walka o muchy?” – takie komentarze nie mają rozpocząć dyskusji, lecz ją ośmieszyć i zakończyć. Ich celem jest rozmycie odpowiedzialności za systemową przemoc wobec miliardów zwierząt. Paradoksalnie odsłaniają jednak coś więcej: pogardę wobec życia najmniejszych i najbardziej niewidzialnych istot. Może problemem nie jest to, że nasza empatia sięga za daleko, lecz że wyznaczamy jej zbyt wąskie granice.
Pod wpisami na temat eksploatacji zwierząt, weganizmu, krzywdy konkretnych zwierząt np. gołębi, a nawet pod postulatami – typowo dobrostanowymi – ograniczenia choćby w minimalny sposób codziennej krzywdy zwierząt pojawiają się komentarze typu „a kiedy walka o prawa much i komarów”, „czekam aż będą walczyć o prawa szczurów i myszy albo karaluchów”, „co much też nie można zabijać”.
Zrównywanie życia krowy, kury, świni czy dzika z życiem pchły, muchy, kleszcza ma na celu rozmycie i zrelatywizowanie systemowej przemocy codziennie doświadczanej przez miliony zwierząt. Przemocy opłacanej nie tylko z pieniędzy publicznych (jak np. dotacje dla przemysłu eksploatującego zwierzęta czy finansowanie eksterminacji zwierząt dzikich), ale też z pieniędzy wydawanych przy sklepowej kasie przez jednostki korzystające z krzywdy zwierząt.
Krzywda zwierząt hodowlanych, zwierząt pogardzanych takich jak gołębie czy szczury, zabijanych zwierząt dzikich musi być wyśmiana, ośmieszona, zbagatelizowana, by mogła trwać. Zwierzęta i ich cierpienie, a także działania podejmowane na rzecz zwierząt, nie mogą być traktowane poważnie – bo wtedy przemoc wobec zwierząt musiałaby się zakończyć. A przecież, co do zgody na systemową eksploatację zwierząt hodowanych na pokarm istnieje społeczny konsensus, właściwie ponad podziałami ideologicznymi.
Takie komentarze to oczywisty przejaw szowinizmu gatunkowego i ludzkiego supremacjonizmu. Ale za nimi kryje się też coś więcej – pogarda wobec życia istot totalnie przeźroczystych dla większości ludzi, jakimi są bezkręgowce, zwłaszcza owady. To swoisty automatyzm myślowy – brak namysłu przed bezrefleksyjnym pozbawianiem życia. Nawet życie owadów zapylających, od których istnienia w dużym stopniu zależy też życie ludzkie, nie jest szanowane – są kolejnymi bytami eksploatowanymi na fermach przemysłowych i sprzedawanymi.
Ochrona bezkręgowców lub troska o nie, a zwłaszcza o owady, wydaje się powszechnie odbierana jako przesada, nadgorliwość, o ile nie fanatyzm. Jednak, chcąc tworzyć bardziej inkluzywny świat, w którym jest mniej krzywdy i przemocy, nasz horyzont etyczny powinien się poszerzać i obejmować nie tylko ludzi, ale też i inne podmioty życia, używając określenia Toma Regana. Odczuwanie bólu, posiadanie świadomości i realizowanie swoich interesów charakteryzuje – wiemy to już – nie tylko kręgowce. Dekady temu Tom Regan pisał, że rysując linię podziału pomiędzy istotami spełniającymi kryteria podmiotów życia (na tyle wyśrubowane, że wtedy Regan włączył do nich tylko ssaki i ptaki), powinniśmy to robić ołówkiem, tak, aby zdobywając coraz więcej wiedzy na temat otaczającego nas świata i istot go zamieszkujących łatwo nam było ją zmazać.
Źródło: Fundacja "W Imię Zwierząt"