Marsz Wyzwolenia Zwierząt: Nie romantyzujmy życia zwierząt wolno żyjących
Zwierzęta wolno żyjące. Mamy skłonność do romantyzowania, idealizowania i estetyzowania ich życia. Myśląc o zwierzętach choćby leśnych, najczęściej wyobrażamy sobie sielskie obrazki: jelenia na rykowisku, wesoło wyglądającą wiewiórkę, śpiewające ptaki, majestatyczne duże drapieżniki. To fikcja, życie tych zwierząt jest pełne niebezpieczeństw, stresu i cierpienia.
Tyle powszechnym co błędnym jest przekonanie, że wystarczy „zostawić je w spokoju” i już wszystko będzie dobrze. I już nie mamy wobec nich żadnych obowiązków, ponieważ są „naturą”, a „natura” rządzi się swoimi (mądrymi) prawami. Do tego wrócimy, ale zastanówmy się jakie w rzeczywistości jest życie tych zwierząt.
To oczywiście bardzo liczna i różnorodna grupa, ale co do zasady, w ich życiu jest więcej cierpienia niż dobrych doświadczeń. Są narażone na choroby, które nie są leczone, cierpią z powodu warunków atmosferycznych, z powodu głodu i pragnienia, padają ofiarami wypadków komunikacyjnych oraz ogólnie: ludzkiej architektury i ekspansji. Zwierzęta roślinożerne żyją w strachu przed drapieżnikami, dla drapieżników każde polowanie niesie ze sobą ryzyko urazów, a te z kolei śmierci. Strategią rozmnażania wielu zwierząt jest posiadanie dużej liczby potomstwa, z którego większość nigdy nie dożywa wieku dorosłego. To ogrom cierpienia. Las, który dla nas bywa miejscem relaksu, dla nich jest miejscem nieustającej walki o przetrwanie. Podobnie góry, mokradła czy łąki. Pierwszym ważnym krokiem jest więc realistyczne spojrzenie na tę grupę istot. Kolejnym refleksja nad przekonaniem, że „naturalne” znaczy dobre.
W antropocenie nie sposób już postawić granicy pomiędzy tym, co jest wytworem ludzkiej cywilizacji lub co jest poddane jej oddziaływaniu a co nie. Nawet jeśli coś intuicyjnie uważamy za „naturalne”, czyli nietknięte przez człowieka, prawdopodobnie się mylimy, bo poprzez kaskadę powiązań zostało przez niego zmienione. Trudno zrozumieć także to umiłowanie „naturalności”. Dobrym przykładem żeby to wyjaśnić jest choćby medycyna. Składamy złamaną nogę, bierzemy leki, poddajemy się operacjom, szczepimy i dzięki temu żyjemy średnio 80 lat, nie 30, jak wówczas gdy nie potrafiliśmy tego robić. Mieszkamy w wygodnych domach, nie naturalnych jaskiniach. Między „naturalnością” a dobrem nie da się postawić znaku równości.
Zwierzęta wolno żyjące nie są „elementami” natury, nie należą do grupy „przyroda”. Należą do grupy „istoty zdolne do odczuwania, które w związku z tą zdolnością powinny zostać objęte moralną troską”. Co to znaczy? Że jeśli jesteśmy w stanie to zrobić, powinniśmy im pomagać. Nie tylko indywidualnie, na przykład po wypadkach. Powinniśmy zadbać o to, aby nie dotykała ich nasza ekspansja i kolonizacja terenów na których żyją. Ale to za mało.
Opierając się na wiedzy eksperckiej, powinniśmy się starać ułatwiać im życie, chronić przed chorobami, na przykład przez masowe szczepienia, zapewniać dostęp do pożywienia w razie jego niedostatku, można pomyśleć o budowaniu schronień. Oczywiście powinny także istnieć protokoły pomocy tej grupie zwierząt w przypadku klęsk żywiołowych i katastrof. Nie ma powodów żeby tego zaniechać. To trudne. Przede wszystkim dlatego, że jesteśmy przesiąknięci narracją ekologistyczną „hands off”, „natura sama się reguluje”. Reguluje, ale to implikuje ogrom cierpienia jednostek, którego można uniknąć lub które można ograniczyć. Trudne także dlatego, że brakuje nam wiedzy jak to robić. Ale wyobraźcie sobie społeczeństwo, w którym nasze systemy edukacyjne, nasze paradygmaty kulturowe, nasze struktury współistnienia i solidarności, nasze instytucje, normy i kodeksy etyczne sprawiałyby, że kładlibyśmy nacisk wyłącznie (lub głównie) na to, co dobrego nasz gatunek może stworzyć nie tylko dla siebie, ale także dla innych gatunków i dla środowiska w którym żyjemy. Przestać krzywdzić to za mało.
Temat który dziś poruszamy jest niedoreprezentowany w polskim piśmiennictwie i dyskursie publicznym, ale chętnym polecamy choćby teksty takich osób jak Oscar Horta, Catia Faria i Eze Paez.
Marsz Wyzwolenia Zwierząt
Tekst pierwotnie został opublikowany na FB oraz IG kolektywu Marsz Wyzwolenia Zwierząt.
Marsz Wyzwolenia Zwierząt to największa tego typu akcja uliczna w Polsce, będąca odważną manifestacją na rzecz uznania praw wszystkich istot czujących i głośno sprzeciwiającą się ich uciskowi. Tegoroczny Marsz Wyzwolenia Zwierząt odbędzie się 5 września, jak zwykle w Warszawie.
#IdęDlaZwierząt
Źródło: Fundacja "W Imię Zwierząt"