Rozstrzelana dzicza matka z dziećmi i ciężarna zamordowana tuż przed porodem stały się symbolem losu milionów zwierzęcych matek. Nasza kultura idealizuje macierzyństwo — ale głównie ludzkie. Macierzyństwo zwierząt kontroluje się, wykorzystuje lub niszczy, zależnie od tego, czy przynosi zysk. Potrzebujemy międzygatunkowej solidarności i odejścia od systemu, który zamienia ciała matek i ich dzieci w zasób.
Smutnym symbolem wszystkich prześladowanych i krzywdzonych zwierzęcych matek są dzicze matki zamordowane w tym roku w Warszawie. Jedna rozstrzelana w Wielkanoc wraz ze swoimi dziećmi, bo śmiały położyć się na rabatkach (dziwnie przypomina to szukające schronienia żydowskie matki i ich dzieci podczas powstania w getcie warszawskim, to też był kwiecień i zupełnie jak ulał pasują tu fragmenty „Campo di Fiori” Miłosza – „śmiały się tłumy wesołe w czas pięknej warszawskiej niedzieli […] ja jednak wtedy myślałem o samotności ginących”). I druga szukająca ciszy i spokoju, by móc urodzić, uwięziona przez zakonnice i księdza, a następnie zamordowana.
Kultura, w której żyjemy, dokonuje mitologizacji i uświęcania macierzyństwa, dekorując je górnolotnym pustosłowiem, ale tylko, gdy dotyczy ono ludzi. Jednocześnie matki są eksploatowane na wiele sposobów m.in. poprzez kontrolę ich ciał i ograniczanie ich praw reprodukcyjnych, świadczenie nieodpłatnej pracy, społeczne oczekiwanie, by każda kobieta była matką – pisały o tym m.in. Elisabeth Badinter i Adrienne Rich. Macierzyństwo osób pozaludzkich również podlega nieustającej kontroli. Jest wywoływane sztucznie i wykorzystywane np. przez hodowców, nie tylko krów, kur, świń, królików, koni, ale też kotów, psów, gołębi, gdy jest to wygodne i przynosi zysk. Z kolei w przypadku zwierząt bezdomnych czy zaklasyfikowanych jak „szkodniki” – których macierzyństwo nie zostało zautoryzowane przez ludzi lub rynek i jest niepożądane – matki wraz z potomstwem są zabijane. Patriarchalna i kapitalistyczna eksploatacja ciał kobiet i zwierzęcych samic jest w dużym stopniu zbieżna. Jednak te drugie są pozbawione nawet tej ograniczonej sprawczości, podmiotowości i decyzyjności, jaką nawet w systemach autorytarnych mogą wciąż dysponować ludzkie samice.
Zwierzęta nie mogą od tego uciec, nie mają się gdzie schronić. Zwierzęce samice są systemowo zmuszane do macierzyństwa, przymusowo zapładniane, by ich dzieci po urodzeniu były zabierane, zabijane, lub by dzieliły w przyszłości potworny los swoich matek. Często, gdy mówi się o tym, że lepiej by było, gdyby zwierzęta eksploatowane na potrzeby przemysłu żywnościowego, w ogóle się nie urodziły, niż miały przeżywać tak smutne i pełne przemocy życie, odzywają się głosy osób, usiłujących przekonywać, że życie niezależnie od stopnia udręczenia jest wartością samą w sobie. Trudno to traktować poważnie, bo kto z tak wypowiadających się osób zamieniłby się z zamkniętą w kojcu porodowym świnią, krową, której odbierają cielaka, by go podać na talerzu „koneserom”, czy chciał spędzić życie w klatce o wielkości kartki A4, w jakiej zmuszane są do życia kury?
Potrzebujemy międzygatunkowej solidarności – matek i nie matek ludzkich z matkami i nie matkami pozaludzkimi, odrzucania paradygmatu eksploatacji i zastąpienia go paradygmatem troski i opieki wobec wszystkich zwierząt. Również tych, które obecnie kończą swoje życie na talerzu.
Źródło: Fundacja "W Imię Zwierząt"