Marsz Wyzwolenia Zwierząt: Dlaczego "dobre" hodowle też są złe?
Tekst Kolektywu Marsz Wyzwolenia Zwierząt o hodowlach psów i kotów wywołał burzę. Dlaczego? Bo podważa wygodny mit, że handel zwierzętami można usprawiedliwić rasą, „przydatnością” czy kontrolą rozmnażania. Rasa to konstrukt, a nie wartość moralna. Zwierzę nie jest produktem ani narzędziem do spełniania ludzkich oczekiwań. Każda hodowla utrwala uprzedmiotowienie i biznes oparty na życiu. Czas zerwać z tą normą.
Nasz niedawny post o hodowlach tzw. zwierząt towarzyszących wzbudził wielkie emocje. To doskonale, bo oznacza, że był ważny i potrzebny. Jakkolwiek zło hodowli i wykorzystywania tzw. zwierząt gospodarskich jest dla większości oczywiste (nawet jeśli nie są weganami i wegankami), nazwanie równie oczywistym złem hodowli psów i kotów zazwyczaj budzi konsternację. Jednocześnie, pojawiło się mnóstwo głosów osób, które pisały, że są bardzo wdzięczne za ten tekst, że tak czują, ale nie potrafiły ubrać tego w słowa, albo że tak myślą, ale są zakrzykiwane.
Zatem kontynuujemy wątek i tłumaczymy dlaczego jakakolwiek hodowla jest etyczną porażką, odnosząc się także do twierdzeń strony przeciwnej i obalając je. Prześledźmy więc jakie kwestie zostały podniesione jako mające usprawiedliwiać handel zwierzętami. Chcemy wyraźnie zaznaczyć, że nie piszemy tu o hodowlach nielegalnych, zwanych potocznie „pseudohodowlami”, ani o tych spośród legalnych, w których krzywdzenie zwierząt przekracza granice zwyczajowego, poprzez niezapewnienie odpowiednich warunków. To post o hodowlach uznawanych za wzorcowe.
1. „Bo znikną rasy”. Rasa, podobnie jak gatunek, nie jest jednostką posiadającą interesy, nie jest jednostką zdolną do odczuwania i w związku z tym nie jest wartością. Nie jest też racjonalne traktowanie jej jako ewentualnej beneficjentki moralnej troski. Jest ludzkim konstruktem. Rozumiemy, że rasa jako kryterium oceny ludzi jest rasizmem, zatem zagadką pozostaje, dlaczego tego samego absurdalnego kryterium większość osób bez większego zażenowania używa, żeby opisać istotę pozaludzką. Kto owszem, powinien być przedmiotem moralnej troski i posiada interesy, a jego życie jest wartością jest każde zwierzę, niezależnie od swojej rasy i gatunku. Nie chodzi nam nawet o potworną praktykę tworzenia ras z założenia kalekich jak psy brachycefaliczne, wpisujących się w estetyczne oczekiwania, a samo posługiwanie się tą jednostką i obronę jej jako wartości.
2. „Bo psy pewnych ras są przydatne dla człowieka”. Tu już mamy podwójny problem. O rasach było powyżej i to jego pierwsza część. Druga to kwestia pracy zwierząt w ogóle. Za samą koncepcją psiej rasy stoi przekonanie, że za pomocą kontrolowanego doboru można zapanować nad zachowaniem zwierzęcia, eliminując choćby możliwość pojawienia się niepożądanych cech. To eugenika, natomiast praca zwierząt na rzecz człowieka, która w sposób kompletny spełnia definicję wyzysku. Ze względu na podatność na krzywdę strony wykorzystywanej, praca zwierząt jest równie naganna jak praca dzieci. Właściwie, jeśli przyjmie się to kryterium, to nawet bardziej (choć nie widzimy potrzeby czynienia takich porównań, może jedynie żeby wskazać punkt odniesienia i perspektywę).
Psy nie muszą nikogo szukać pod gruzami z narażeniem własnego życia, pracować w policji, być terapeutami czy przewodnikami (prawda że lepszym przewodnikiem osoby niewidomej byłby drugi człowiek? Ale trzeba by było mu zapłacić. Psu można złamać życie zupełnie za darmo) i mają prawo w pełni przeżywać swoje psie życie na swoich zasadach i zgodnie z własnymi, indywidualnymi preferencjami. Uprzedzamy komentarze, których autorzy i autorki przyjdą tu z zapytaniem „a gdyby to twoja matka była pod gruzami?” i w przekonaniu że to szach- mat: podstawą rozważań etycznych jest ich bezstronność, a wykorzystywanie zwierząt jest złe, niezależnie od tego kto jest beneficjentem. I nie, nie jest to współpraca, a potrzeby psychofizyczne psa można i należy spełnić w inny, bezpieczny dla niego sposób.
3. „Bo w hodowlach rozmnaża się psy/koty w sposób kontrolowany”. W pierwszej kolejności należy wskazać, że jakiekolwiek powoływanie na świat kolejnych zwierząt przy tak ogromnym problemie bezdomności jest po prostu niedopuszczalne i go pogłębia, jest głęboko nieodpowiedzialne i niesolidarne. Trudno też uniknąć skojarzenia z Lebensbornami i ich eugenicznymi założeniami. Mamy tu też próbę przeforsowania błędu logicznego fałszywej dychotomii: to błąd polegający na przedstawianiu sytuacji tak, jakby istniały tylko dwie skrajne, przeciwstawne opcje, a „kontrolowane rozmnażanie” w zestawieniu z „niekontrolowanym” ma być opcją lepszą. Hodowcy i hodowczynie nie są więc zbawcami sprawującymi pieczę nad kontrolą populacji, a wprost przyczyniają się do pogłębienia problemu bezdomności. Schroniska są pełne także psów pochodzących z hodowli. Dlaczego? Odpowiedź w kolejnym punkcie.
4. „Bo pies z hodowli jest bardziej przewidywalny i nie każdy podoła opiece nad psem po przejściach”. Żadna istota nie jest robotem. Badania opublikowane w Science dowodzą, że rasa wpływa na charakter psa w ok. 10%, reszta to czynniki środowiskowe. Nawet jeśli kupi się w hodowli psie dziecko, które prawidłowo i zdrowo się socjalizowało, nie ma traum, bardzo prawdopodobne jest że nabawi się ich w nowym domu. Nader często takie twierdzenia głoszą ludzie posiadający małe dzieci i oczekują od psa, że będzie pozwalał na przekraczanie przez nie własnych granic. Kiedy nie pozwala i kończy się pogryzieniem, pies kończy w schronisku. Twierdzenie to pokazuje także, że ludzie traktują psy nie jako pełnoprawnych partnerów i partnerki, a dodatki do życia mające spełniać określone oczekiwania. Nie wolno mieć im własnego charakteru, biografii, a już z pewnością własnych traum i demonów, mają się wpisać w narzucony im model życia i nie będą w nim stroną. U podstaw tego „argumentu” (jak i pozostałych) leży przekonanie o nadrzędności ludzkich kaprysów nad pozaludzkimi potrzebami.
Wiemy, że wyobrażenie sobie świata bez szowinizmu gatunkowego jest trudne. Taka rzeczywistość jeszcze nigdy nigdzie nie istniała, musimy ją wymyślić, kierując się najlepszą wolą i wiedzą. Z całą pewnością nie ma w niej miejsca ani na status własności istot zdolnych do odczuwania, ani na handel ich życiem, ani na ich uprzedmiotowienie i monetaryzację. Nie ma też miejsca na opisywanie kogoś przez jego rasę czy gatunek. Pojawia się szereg pytań jak etykę przełożyć na praktykę. Czy nie powinny istnieć żadne gatunki zależne od człowieka? Czy (jak pytał Dariusz Gzyra w "Dziękuję za świńskie oczy") są możliwe powszechne dobre relacje z tzw. zwierzętami towarzyszącymi? W jaki sposób je osiągnąć? Jak te zwierzęta zabezpieczyć prawnie? Czy powinny otrzymać tak mocną ochronę (albo jeszcze mocniejszą) jak ludzkie dzieci? Te wszystkie pytania musimy sobie zadawać i musimy próbować sobie na nie odpowiadać, zrywając z zabójczą dla zwierząt normą społeczną i krzywdzeniem ich które jest w nią wpisane.
Marsz Wyzwolenia Zwierząt
Tekst pierwotnie został opublikowany na FB oraz IG kolektywu Marsz Wyzwolenia Zwierząt.
Marsz Wyzwolenia Zwierząt to największa tego typu akcja uliczna w Polsce, będąca odważną manifestacją na rzecz uznania praw wszystkich istot czujących i głośno sprzeciwiającą się ich uciskowi. Tegoroczny Marsz Wyzwolenia Zwierząt odbędzie się 5 września, jak zwykle w Warszawie.
Zachęcamy do obejrzenia/wysłuchania przemówień z ubiegłorocznego Marszu Wyzwolenia Zwierząt:
#IdęDlaZwierząt
Źródło: Fundacja "W Imię Zwierząt"