Liderki są w drugiej linii
CZAYKA-CHEŁMIŃSKA: Najważniejszą przeszkodą dla przywództwa kobiet jest dominacja hierarchicznego modelu władzy i niedocenianie „miękkich” strategii zarządzania, preferowanych przez większość kobiet – mówi Katarzyna Czayka-Chełmińska, wiceprezeska Stowarzyszenia Szkoła Liderów.
Badania Klonu pokazują, że dysproporcja w członkostwie kobiet i mężczyzn w stowarzyszeniach w dużej mierze wynika ze zjawisk o niedyskryminacyjnym charakterze, np. niewielkiego zainteresowania kobiet karierami działaczek sportowych. Jeśli organizacje o tym profilu stanowią aż jedną trzecią wszystkich polskich stowarzyszeń, to wyjaśnienie staje się kwestią statystyczną, czy też z dziedziny kultury fizycznej… Ciekawe wydaje się jednak to, że kobiety rzadziej sięgają po władzę również w organizacjach pozarządowych, nie tylko w polityce, biznesie czy administracji.
Liderki są „w drugiej linii”
Podobnie jak w wielu innych sferach, w organizacjach pozarządowych funkcjonuje bowiem pewnego rodzaju „szklany sufit”. Władza jest w Polsce stale postrzegana w kategoriach hierarchicznych, wiąże się ze stanowczością, zdecydowaniem często przypisywanych „męskiemu” stylowi przywództwa. Przywództwo kobiet często określane „miękkim” nie do końca wpisuje się w te oczekiwania, niestety również w organizacjach pozarządowych.
Chętnie włączają innych, co uchodzi za „słabe”
Wynika to ze specyficznego modelu socjalizacji kobiet, który dominował przez wiele pokoleń, zgodnie z którym dziewczynki były przygotowywane do pełnienia „miękkich” ról społecznych – opiekuńczych, koncyliacyjnych i służebnych. Dlatego wiele kobiet podejmuje działania – zawodowe i wolontariackie w sektorze pozarządowym, postrzeganym jako służebny, pomocowy.
Najważniejszą przeszkodą z mojej perspektywy jest jednak dominacja hierarchicznego modelu władzy i niedocenianie „miękkich” strategii zarządzania, preferowanych przez większość kobiet. Władza w związku z tym ciągle jest postrzegana jako domena mężczyzn. Upowszechniania nowego stylu przywództwa, które odwagę, odpowiedzialność łączy z partycypacją, słuchaniem, budowaniem relacji jest w istocie działaniem na rzecz większego udziału kobiet we władzy, również w organizacjach pozarządowych. Nie na rzecz „kobiecego” stylu przywództwa, lecz przywództwa kobiet. W moim odczuciu jest to niedoceniana, a niezwykle istotna strategia przeciwdziałania dyskryminacji kobiet.
Gdy dominują, nie są lubiane
To jest oczywiście pewne uogólnienie – istnieje wiele kobiet, które potrafią przewodzić w sposób zdecydowany, stanowczy, brać jednoosobową odpowiedzialność za swoje decyzje. Stanowią one jednak mniejszość, i często postrzegane są przez pryzmat stereotypu, jako mniej sympatyczne, mniej „kobiece”. Liderki stają, więc przed trudnym wyborem pomiędzy przywództwem „miękkim”, postrzeganym często, jako słabe, a stylem zdecydowanym, przypisywanym mężczyznom, który realizowany przez kobiety – odbiera im społeczną akceptację.
Obserwujemy wśród naszych liderek różne odpowiedzi na ten dylemat. Najczęściej jednak jest to odpowiedź, która ustawia je we wspomnianej drugiej linii, pozwala być bardziej jedną z zespołu, niż na jego czele. Co utrwala stereotypowy podział na męskie i kobiece przywództwo i utrudnia wychodzenie z tego podziału.
Liderki potrzebują wsparcia
Jedną z istotnych diagnoz, które należy sobie postawić po to, by móc szanse i realne uczestnictwo kobiet w życiu publicznym skutecznie zwiększać, jest ta związana z indywidualnymi ograniczeniami działaczek. Z doświadczenia zgromadzonego przez nas w Szkole Liderów wynika, że kobiety potrzebują zazwyczaj znacznie większej pewności siebie i poczucia, że są wystarczająco przygotowane, by zabrać głos czy z pełną determinacją rywalizować o stanowisko. Stąd wynika potrzeba stosowania wobec liderek tzw. empowermentu: wzmacniania ich wiary w siebie, pokazywania dobrych wzorów kobiecego przywództwa. Trzeba też pamiętać jednak, że empowerment nie załatwi nam wszystkiego, a nieuzupełniony zmianami systemowymi czy budowaniem kobiecej solidarności może się paradoksalnie wyradzać w uzasadnienie nierówności. Np. wspomniane wzorce kobiecego przywództwa często są stosowane jako argument typu „jak się chce, to można” przez przeciwników aktywnej walki z dyskryminacją kobiet. Robią to także, niestety same „kobiety sukcesu”, podkreślające, że z feminizmem nie mają nic wspólnego, że same nie potrzebowały żadnych ułatwień albo że nigdy nie doświadczyły dyskryminacji.
Dodaj informację do portalu ngo.pl!
Czekamy na Twój artykuł, komentarz, wywiad czy relację. Dotrzyj ze swoją informacją do tysięcy osób, które czytają ngo.pl.
-
●Dorota Setniewska, ngo.pl
-
●Anna Mucha, Stowarzyszenie MOST
-
●Anna Mucha, Stowarzyszenie MOST
-
●Iwona Danilewicz