Jak dzięki zmianie na Węgrzech rozmawiać o bezpieczeństwie demokratycznym w Polsce i Europie?
Pierwsze polsko-węgierskie wydarzenie w Parlamencie Europejskim podkreśla brak priorytetów związanych z bezpieczeństwem demokratycznym w polityce obronnej i bezpieczeństwa UE.
Po raz pierwszy od przełomowych wyborów na Węgrzech 12 kwietnia, o ile nawet nie pierwszy raz od 2022 roku, polscy i węgierscy europosłowie razem byli współorganizatorami publicznej debaty w Parlamencie Europejskim na temat siły i kruchości demokracji w kontekście bezpieczeństwa europejskiego.
W Brukseli kontrast ten nie umknął uwadze nikogo w sali. Janusz Lewandowski, doświadczony polski europoseł, usiadł obok Eszter Lakos, świeżo wybranej węgierskiej posłanki, której partia właśnie pokonała reżim utrzymujący u władzy Orbána. Dyskusję, która w takim składzie byłaby niemożliwa zaledwie kilka tygodni wcześniej, otworzył Wojciech Przybylski, redaktor naczelny Visegrad Insight z Fundacji Res Publica, organizator debaty.
Wydarzenie współorganizowane przez Janusza Lewandowskiego (KO) i Eszter Lakos (TISZA), było pierwszym wspólnym wydarzeniem w Parlamencie Europejskim od czasu historycznych wyborów na Węgrzech 12 kwietnia 2026 roku i skupiało się na politykach Unii, które mają wspierać demokrację. Już sam fakt, że do tego spotkania doszło, miał wymiar symboliczny i polityczny – sygnalizował powrót Węgier do głównego nurtu europejskiej polityki.
„Dawno temu graliśmy z Orbánem w piłkę nad Balatonem” – mówił Lewandowski z lekkim zawodem w głosie. „Był absolutnie proeuropejski, absolutnie antyrosyjski. Nie do pomyślenia, jak bardzo się zmienił”. Polityk, który swoją karierę zbudował w okresie dekad triumfu demokracji i dywidendy pokoju, uwypuklał nowe zagrożenia dla demokracji jako przykrą, ale być może konieczną terapię szokową. Demokracja, jak zgodnie uznano na sali, może być śmiertelna.
Anatomia państwa podbitego
Eszter Lakos z partii TISZA, która w zeszłym miesiącu odniosła historyczne zwycięstwo na Węgrzech, miała więcej dowodów na poparcie tez Lewandowskiego. Według jej szacunków około 80 procent węgierskich mediów zostało skonsolidowanych w rękach Fideszu i powiązanych z nim fundacji. W przypadku nadawcy publicznego 43 procent czasu antenowego przeznaczono na relacjonowanie o rządzie, a kolejne 22 procent o partii – co daje łącznie 65 procent ekspozycji dla obozu władzy. Nawet pomimo wyborczego zwycięstwa, TISZA w czasie wyborów otrzymała zaledwie 29 procent medialnego czasu, przy czym w większości były to materiały o negatywnym wydźwięku.
„Na Węgrzech wykorzystano cały arsenał dostępnych środków” – powiedziała Lakos. W 2024 roku granice okręgów wyborczych zostały wytyczone na nowo bez udziału niezależnego nadzoru. W ostatnich tygodniach kampanii pojawiały się również filmy typu deep-fake, w tym sfabrykowane nagranie sugerujące śmierć anonimowego ojca rodziny na wojnie w Ukrainie – element dezinformacji, który miał wzbudzać strach i przedstawiać TISZĘ jako partię, rzekomo gotową wysyłać węgierskich synów na front. Poza krajową machiną polityczną, wskazywano także na ingerencję zewnętrzną, w tym rosyjskie operacje wpływu. „Ta sama osoba ze służb specjalnych, która zorganizowała rosyjską ingerencję w wybory w Mołdawii” – powiedziała Lakos – „przebywała w Budapeszcie”. Jak podkreślali uczestnicy debaty, granica obrony demokracji nie kończy się na wschodniej granicy UE. To, co jest testowane w Kiszyniowie, może być następnie przenoszone dalej na zachód.
Jak TISZA złamała system i jakie to miało konsekwencje dla UE
Mimo przejęcia instytucji, gerrymanderingu okręgów wyborczych i państwowej kontroli nad częścią mediów i stacji radiowych, opozycji udało się wygrać wybory. Bezpośrednim czynnikiem była rekordowa frekwencja – 79,6%, najwyższa w historii. Jednak, jak podkreślano, głębszą przyczyną tego wyniku była bliskość lidera i bezpośredni kontakt z wyborcami.
TISZA i jej lider Péter Magyar byli opisywani nie tylko jako formacja polityczna, ale jako ruch społeczny, który zrozumiał, że przestrzeń medialna została zawłaszczona. W odpowiedzi przesunął ciężar kampanii w stronę działań analogowych. W ostatnich sześciu miesiącach kampanii Magyar odwiedził sześć małych miejscowości, a sieci wolontariuszy – zgrupowane pod nazwą „Wyspy TISZY” – regularnie spotykały się w całym kraju i prowadziły równoległe zespoły robocze zajmujące się polityką sektorową.
„Trzeba być z ludźmi” – mówiła Lakos. „Trzeba prowadzić kampanię pieszo. Trzeba ich słuchać”. Podczas inauguracyjnej sesji nowego parlamentu Magyar apelował do zwolenników, by pozostali w stałym kontakcie i nie przestawali rozmawiać, podkreślając, że politycy nie są w stanie działać bez społecznego zaplecza. Lakos powtórzyła tę myśl: „Bycie politykiem to służenie ludziom”.
Ta lekcja ma szersze konsekwencje dla sposobu, w jaki Unia Europejska myśli o obronie demokracji. Koncepcja Europejskiej Tarczy Demokracji zakłada ochronę systemu głównie jako działania instytucjonalne i odgórne mechanizmy. „Każdy obywatel Europy sam jest tarczą” – podkreślił Przybylski. – „Nie da się jej stworzyć odgórnie ani zastąpić nią społecznej aktywności”. W tym ujęciu to właśnie sieci obywatelskie, a nie architektura instytucji, okazały się kluczowe dla obrony procesu demokratycznego.
Sprzęt bez bicia serca
Szerszy kontekst strategiczny tej sesji ujawnił wyraźną nierównowagę priorytetów. Ponad 130 miliardów euro ma zostać przeznaczone na europejską obronność w kolejnym cyklu budżetowym. Tymczasem program wspierający demokrację i zaangażowanie obywatelskie – AgoraEU – dysponuje obecnie budżetem w wysokości 8,6 miliarda euro. Choć oznacza to wzrost o 36 procent względem wcześniejszych instrumentów, Lewandowski zwrócił uwagę, że środki te mogą zostać dodatkowo ograniczone w końcowej fazie negocjacji wieloletnich ram finansowych.
„Czy Europa postępuje właściwie, kładąc tak duży nacisk – słusznie – na inwestycje w sprzęt wojskowy, którego wcześniej brakowało?” – pytał Przybylski. – „I czy jednocześnie nie tracimy z pola widzenia tego, jak ogromnych inwestycji wymaga podtrzymywanie wartości demokratycznych, które budują morale i zdolność do stawiania oporu?”. Pytania te stawiał w kontekście sytuacji opisanej w raporcie Visegrad Insight pt. Demokracje na wojnie. Wojna z demokracjami.
Przypominając podręcznikowy cytat z Napoleona, znany adeptom sztuki wojennej, Przybylski powiedział, że charakter i siła woli są w trzech czwartych decydujące dla wyniku każdego starcia, podczas gdy sprzęt ma znaczenie jedynie pomocnicze i zestawienie to ma dziś zastosowanie do kondycji demokracji. W tym kontekście przypomniał także o listach osób przeznaczonych do likwidacji, odnalezione przy rosyjskich żołnierzach w pierwszych miesiącach pełnoskalowej inwazji na Ukrainę – obejmujące liderów społeczeństwa obywatelskiego, dziennikarzy i działaczy społecznych, których planowano pojmać lub zabić. Uznano je za najbardziej jaskrawy dowód na to, że przeciwnicy demokracji rozumieją znaczenie czynnika ludzkiego znacznie lepiej niż wielu jej obrońców.
„Demokratyczne społeczeństwo obywatelskie jest kluczowym filarem infrastruktury demokratycznej, ale także infrastruktury obronnej” – stwierdził Przybylski. „To infrastruktura krytyczna, która warunkuje suwerenność naszych państw w ramach projektu europejskiego”.
W rozmowie w formule Chatham House eksperci odwołali się do doświadczeń ukraińskiego społeczeństwa obywatelskiego z pierwszych miesięcy inwazji. Aktywiści i dziennikarze stanęli wówczas przed dylematem: ujawnić korupcję i nieefektywność państwa, czy też milczeć, aby nie wzmacniać rosyjskiej propagandy?
Z czasem doszli do wniosku, że milczenie niesie za sobą większe koszty. „Jeśli nie zabiorę głosu” – podsumował jeden z ekspertów – „mój rząd będzie coraz mniej skuteczny i ostatecznie utraci zdolność do wygrania wojny”. Wnioski dla państw członkowskich UE są niewygodne, ale jednoznaczne: bezkrytyczna ochrona rządów, deklarujących wartości demokratyczne, lecz działających nieefektywnie, może sama w sobie stać się ryzykiem dla demokracji.
Nadchodzące wydarzenia w kalendarzu wyborczym
Dyskusja nie zatrzymała się na analizie przeszłości Węgier, lecz szybko przeszła do perspektywy przyszłych wyborów. Cykl wyborczy we Francji, Włoszech, Słowacji i Polsce, rozciągający się do 2027 roku, został opisany jako odrębne pola testowe dla europejskiej odporności demokratycznej – areny, na których metody testowane wcześniej w Mołdawii, Rumunii i na Węgrzech mogą być swobodnie przenoszone i adaptowane w kolejnych państwach.
Jeden z ekspertów potwierdził, że Polska, która w okresie dominacji Viktora Orbána miała trudność ze znalezieniem regionalnych partnerów w obszarze odporności demokratycznej i uciekała się nawet do współpracy z Francją w budowaniu koalicji – dziś z nadzieją patrzy na możliwość włączenia Budapesztu do tych działań. „Naprawdę liczymy na to, że Węgry będą z nami w tym projekcie” – powiedział.
Inni uczestnicy przytoczyli wyniki badania obejmującego 1256 organizacji społeczeństwa obywatelskiego we wszystkich 27 państwach członkowskich: 67% z nich zgłosiło ataki i groźby w przestrzeni online; 60% doświadczało kampanii oszczerstw i negatywnego nagłośnienia w mediach; a 35% wskazało na politycznie motywowane ograniczenia finansowania. Wnioski były jednoznaczne: społeczeństwo obywatelskie jest infrastrukturą, która jest systematycznie atakowana jeszcze przed rozpoczęciem właściwego procesu wyborczego.
Nowy rozdział, a nie powrót do przeszłości
Lewandowski, kończąc z charakterystyczną dla siebie bezpośredniością, przedstawił uczestnikom niepokojące dane: w 2004 roku 51 procent światowej populacji żyło w systemach demokratycznych; do 2024 roku odsetek ten spadł do 28 procent. Internet, napędzany algorytmami, premiuje radykalne treści. Poczucie niepewności sprzyja zwrotowi ku silnym przywódcom. Ten trend, jak podkreślił, jest niepokojący.
A jednak wynik wyborów na Węgrzech – osiągnięty mimo kontroli mediów, manipulacji wizualnych, ingerencji zagranicznych i kampanii dezinformacyjnych – został odczytany jako zwrot w przeciwnym kierunku.
Przybylski wskazał, że zwycięstwo TISZY nie oznacza restauracji starego porządku, lecz otwiera przestrzeń dla demokratycznej innowacji. „Węgry będą teraz przedmiotem dużego zainteresowania” – powiedział – „aby w ramach tej innowacji pojawiła się realna szansa nie na odbudowę tego, co już było, lecz na unowocześnienie demokracji, z uwzględnieniem całego doświadczenia”. Dodał, że doświadczenie Węgier oraz szersze kwestie bezpieczeństwa demokratycznego, przewijające się przez cykl wyborczy w Europie Środkowo-Wschodniej do 2027 roku, pozostaną jednym z kluczowych tematów debat i analiz. Jak zaznaczył, wtorkowe spotkanie z pewnością nie będzie ostatnim.
Ironizując na temat słów prezesa największej niemieckiej firmy zbrojeniowej „niech gospodynie domowe rzeczywiście mają szansę pokonania imperium, które nastaje na ich życie” – tak Przybylski opisał lekcję płynącą z Ukrainy. „Tę lekcję trzeba także w Europie odrobić i nauczyć się ją wdrażać w praktyce”. Podkreślił, że sprzęt sam w sobie nie wygrywa konfliktów, potrzebuje ludzi, którzy nadają mu sens i siłę. W Budapeszcie 12 kwietnia ta prawda, jego zdaniem, ponownie się potwierdziła.