I co dalej? Rozmowa o 1. Kongresie Wrocławskich NGO
9 czerwca 2017 r. czeka nas wydarzenie wyjątkowe w historii Wrocławia – Pierwszy Kongres Wrocławskich Organizacji Pozarządowych, a w nim opracowanie Strategii Współpracy Organizacji Pozarządowych z Gminą Wrocław i wybory do Wrocławskiej Rady Działalności Pożytku Publicznego. O samym wydarzeniu i o tym, co wokół niego rozmawiają Agata Bulicz z Dolnośląskiej Federacji Organizacji Pozarządowych i Wojtek Staniewski ze Stowarzyszenia TRATWA.
I DFOP i TRATWA wchodzą w skład koalicji, która organizuje Kongres, a szerzej, pracuje nad Wrocławskim Modelem Współpracy organizacji pozarządowych z Gminą Wrocław.
Agata Bulicz: – Wojtek, dlaczego my ten Kongres robimy dopiero teraz? Mamy grubo ponad setkę zgłoszonych organizacji, ponad trzysta osób. Nawet nie marzyliśmy o takim zainteresowaniu, tzn. myśleliśmy, zależało nam, ale mówiliśmy sobie ze strachu, że nie o liczby chodzi. Niemniej jednak, dlaczego czekaliśmy do dzisiaj?
To prawie dekadę temu, ale co chcieliście wtedy zrobić? Też Kongres?
Ile organizacji było zaangażowanych wtedy w te rozmowy? Ilu inicjatorów?
To tyle, co i teraz. Nasza koalicja to właśnie dziesiątka, dochodzą powoli nowe. Zaczęliśmy rozmawiać i spotykać się jesienią zeszłego roku i dalej rozmawiamy o tym, jak zintegrować pozarządowy Wrocław, jak poprawić współpracę z miastem. Pewnie jest nam teraz przez chwilę łatwiej współpracować, bo mamy konkretne zadanie do wykonania: kongres, strategię i wybory do rady. Boję się, co będzie potem, żeby nie było tak, że każdy pójdzie w swoją stronę. A jak było wtedy?
Teraz też to słyszę. Zdaje się, że takie słowa padły na konferencji prasowej u Prezydenta: "Ruch jest po stronie organizacji pozarządowych". Ja myślę, że my faktycznie mamy czas wspólnego działania, wzmacniania integracji wewnątrz sektora. Bez tego rozwój współpracy z miastem będzie iluzoryczny. Niestety, nie bardzo wiem, co możemy zrobić, żebyśmy czuli się solidarni. Co Wam się wtedy marzyło? Co chcieliście osiągnąć?
Wszystko ciągle pozostaje aktualne, nie sądzisz? Przez te lata współpracowaliśmy ze sobą, realizując wspólnie projekty, był podział zadań, poznawanie swoich organizacji... Umowy pozarządowej nie było.
Mam wrażenie, że to, iż mamy różne pomysły na działania, co Ty nazwałeś ideologią, hamuje naszą integrację. Żywimy przekonanie, że jest jakiś jeden właściwy patent na miasto, na młodzież, na osoby starsze, na biedę, życie sąsiedzkie, bezpieczeństwo etc., a tych sposobów mamy przecież wiele. Różnorodność działań jest wizytówką sektora. Przynajmniej powinna nią być.
Wielu menedżerów, liderów z tamtych lat pozostało do dzisiaj w sektorze. Podziwiam ich wiedzę, odważne wizje, odmienne style działania i charyzmę. Potrafią robić naprawdę duże rzeczy, skupiają wokół siebie grono przyjaciół. Tylko to się nie przekłada na integrację wewnątrz sektora, pomiędzy organizacjami. Działamy osobno lub w małych grupach, polaryzujemy się. A mamy przecież fajne ośrodki pozarządowe, skupiające wokół siebie wiele ciekawych i potrzebnych mieszkańcom aktywności, które byłyby doskonałymi centrami integracji: na Nadodrzu Ekocentrum, Dom Pokoju i w ogóle plac Macieja, Hobbit i przystań, SEKTOR 3 i PPM Zajezdnia przy Legnickiej 65, Żółty Parasol na Ołbinie, Zajezdnia Dąbie i wiele innych. Mamy już zasoby, wokół których możemy budować nasze branżowe koalicje.
Przypominają mi się wyniki Czujnika, sondażu, który robiliśmy w 2015 roku. Chcieliśmy się dowiedzieć wtedy, jak organizacje we Wrocławiu oceniają współpracę z miastem i swoją kondycję w tej współpracy. Wyniki pokazały, że mechanizm zlecania zadań w drodze konkursu mamy opanowany dość dobrze, natomiast jesteśmy zapóźnieni w mechanizmach partycypacji publicznej, w tworzeniu miejskich polityk publicznych, od polityki współpracy Gminy Wrocław z organizacjami pozarządowymi zaczynając po branżowe, dotyczące obszarów, w których działamy. I zdaje się, że ruszyliśmy. Jestem przekonana, że zbieramy plony wielu lat starań osób, którym zależało na współpracy między- i wewnątrzsektorowej. GDS-y powstały, bo WRDPP nie działała, mimo że byli w niej sprawni liderzy największych wrocławskich organizacji. Odruchowo trzeci sektor poszukiwał i tworzył przestrzenie realnego dialogu w mieście, po to aby dyskutować sprawczo o jego istotnych problemach. Choć chyba nie zdawaliśmy sobie sprawy, jak mozolna będzie walka o prawdziwą partycypację.
Uczestniczenie wymaga sprawnych mechanizmów włączających mieszkańców w działania organizacji pozarządowych oraz infrastruktury – m.in. przestrzeni społeczno-publicznych. Mieszkańcy Wrocławia mogliby od przedszkola „spotykać” organizacje pozarządowe, szczególnie te, które działają w ich najbliższym sąsiedztwie. Z perspektywy mieszkańca organizacje pozarządowe powinny być widoczne jako oferta usług społecznych w najbliższej okolicy, dająca możliwość spędzania wolnego czasu, samorealizacji. Trudno to zrobić, kiedy większość organizacji nie ma siedziby, a nie może współtworzyć centrów aktywności lokalnej, bo brakuje nam takich miejsc na wrocławskich osiedlach. Musimy dopiero wypracować model wspólnych przestrzeni. Wtedy aktywność, o której mówisz, stanie się bardziej realna. Tak samo jest z organizacjami pozarządowymi, które współtworzą miasto. One również potrzebują przestrzeni i mechanizmów włączających, stąd nasze Grupy Dialogu Społecznego. Dla mnie są one ewenementem, są istotą tego, co ja rozumiem jako partycypację. Wrocław powinien być dumny z tego, że wypracował i ciągle pracuje nad utrzymaniem takich oddolnych i rzeczywistych struktur, napędzanych energią uczestników, w większości energią trzeciosektorową. Powoli zresztą, moim zdaniem, grupy dialogu będą przyjmowały, przynajmniej w części postać spotkań stricte branżowych.
I widzisz, do tego potrzebujemy naszych wrocławskich struktur dialogu. Dlatego dosyć zgodnie mówimy o budowaniu Wrocławskiego Modelu Współpracy. Różnimy się nieco w podejściu do jego konstrukcji. Mamy zgodę na Grupy Dialogu, które cenimy za możliwość realnego rozpoznania problemu, zaplanowania procesu zmiany oraz jej przetestowania w realiach miasta. Zależy nam też na wzmocnieniu roli Rady Pożytku, chcemy partnerskiej relacji z miastem. Różnimy się przede wszystkim w kwestii federalizowania środowiska. Ciągle nie wiemy, jaka miałaby być federacja wrocławskich NGO. W DFOP mamy ponad 80 wrocławskich organizacji, zaczynają tworzyć grupy tematyczne. To też dobry znak.
A na tym nam zależy. Myślę, że jesteśmy gotowi do rozmów tematycznych. Mamy gotową formułę kontynuowania dialogu – nasze GDS-y. Tylko trzeba spotykać się, gadać do skutku i działać.
Uda się, jeśli zaczniemy ze sobą współdziałać w ramach porozumień branżowych. Jeżeli zaczniemy siebie widzieć i doceniać. Pamiętam, jak zaskakujące było dla mnie to, że nawet znając się dość dobrze, ja ciągle nie do końca umiałam powiedzieć, czym zajmuje się ta czy inna organizacja od strony misji. Niby inne obszary działania, a prawie wszyscy szkolą lub doradzają.
Źródło: tekst własny
Dodaj informację do portalu ngo.pl!
Czekamy na Twój artykuł, komentarz, wywiad czy relację. Dotrzyj ze swoją informacją do tysięcy osób, które czytają ngo.pl.
-
Stowarzyszenie Nowoczesnej Edukacji Prawnej
-
Ela Bajda, Szkoła OFOP, Szkoła reprezentacji
-
Dorota Setniewska, ngo.pl
-
Justyna Dziuma