Według informacji uzyskanych w MPiPS za nieprawidłowości w ostatnim rozdaniu FIO 2007 odpowiada były minister Bogdan Socha. Według organizacji pozarządowych - winne są procedury.
Przypomnijmy: konkurs FIO 2007 został rozstrzygnięty w połowie
czerwca. Na liście projektów, które uzyskały dofinansowanie
znalazły się 293 pozycje. Nie wiadomo było jednak, ile organizacja
musiała uzyskać punktów za swój projekt, aby znaleźć się w gronie
szczęśliwców, którzy dostali pieniądze. Na wniosek Stowarzyszenia
Liderów Lokalnych Grup Obywatelskich (SLLGO), które skorzystało z
prawa dostępu do informacji publicznej, ministerstwo udostępniło
pełną listę wniosków złożonych do FIO wraz z ostateczną punktacją
przyznaną przez ekspertów. Z uzyskanych informacji wynikało, że aby
otrzymać dofinansowanie, projekt musiał dostać minimum 180 punktów.
Taka granica została wyznaczona przez samo ministerstwo. Tymczasem
na liście wniosków dofinansowanych znalazły się m.in. projekty,
które otrzymały od 93 do 107 punktów. Były i takie, które eksperci
ocenili negatywnie. Okazało się też, że kilku wysoko ocenionym
projektom – obniżono przyznaną dotację.
Taka wola ministra
SLLGO zwróciło się do ministerstwa z prośbą o kolejne informacje.
Chcieli się dowiedzieć m.in. na jakiej podstawie niektórym
projektom obniżono budżety, na jakiej podstawie wybrano do
dofinansowania te, które otrzymały mniej niż 180 punktów lub które
wręcz zostały ocenione negatywnie.
W odpowiedzi, jaka przyszła na to zapytanie z MPiPS czytamy m.in.,
że weryfikacji kosztorysów poszczególnych projektów dokonał
minister Bogdan Socha (były podsekretarz stanu w MPiPS, który
odpowiadał za FIO), opierając się na opiniach ekspertów (co
odpowiada prawdzie, ale nie we wszystkich przypadkach, jak wynika z
udostępnionych uwag ekspertów). W Departamencie Pożytku Publicznego
dowiedzieliśmy się, że minister wskazywał organizacje, które
powinny otrzymać dofinansowanie, nawet jeśli zostały ocenione nisko
lub negatywnie. Według ministerstwa pozwalały mu na to procedury
FIO. Ocena ekspertów nie jest – zgodnie z nimi – wiążąca.
Minister ustalił kwoty dotacji dla 196 najlepiej ocenionych
projektów i rozdzielił między nie 8 120 900 zł. Pozostałą nadwyżkę
(3 491 000 zł) przeznaczył na dofinansowanie 97 projektów, „według
własnych preferencji i ze względu na ich społecznie istotny
charakter”. Niestety, nie podano, czym konkretnie kierował się
minister Socha, wybierając takie, a nie inne projekty.
Dotacja ze spotkania
Trochę wyjaśnia odpowiedź, jaką SLLGO uzyskało na pytanie dlaczego
i na jakiej podstawie minister zmienił punktację ekspertów i podjął
decyzję o przyznaniu pieniędzy projektowi, który znalazł się na
liście wniosków ocenionych negatywnie.
Konkretnie pytano o projekt „Podróże Krzysztofa Kolumba” złożony
przez ZHP Komendę Hufca ZHP w Słubicach. Eksperci ocenili go
negatywnie ze względu na budżet: niezgodny z zasadami FIO. Oddając
sprawiedliwość, należy powiedzieć, że ocena merytoryczna projektu
była dość wysoka. Problem jednak w tym, że projekt w zasadzie nie
miał prawa przejść do oceny merytorycznej, ponieważ wnioskodawcy
ubiegali się o 100% dofinansowania kosztów projektu, bez wkładu
własnego. Brak wkładu własnego to powód do odrzucenia projektu już
na etapie oceny formalnej. Mimo to otrzymał on dotację we
wnioskowanej wysokości – 250 tys.zł. Była to najwyższa z dotacji
przyznanych w tej edycji konkursu. Jak to się stało? Szczerość
urzędników MPiPS tym razem jest godna podziwu: „Decyzja Ministra
PiPS o dofinansowaniu projektu złożonego przez ZHP – Komenda Hufca
Słubice (…) wynikała ze zobowiązań, jakie zostały podjęte przez
kierownictwo MPiPS po spotkaniu ze Starostą Słubickim, Dyrektorem
Wojewódzkiego Urzędu Pracy w Zielonej Górze, Dyrektorem
Wojewódzkiego Urzędu Pracy w Zielonej Górze, Dyrektorem Powiatowego
Urzędu Pracy w Słubicach i innymi reprezentantami regionu
słubickiego.(…)." Z dalszej treści listu wynika, że pieniądze te
miały zostać wykorzystane na pomoc dla ofiar pożaru targowiska
miejskiego. Pomijając, że całkowicie pogwałcono procedury, warto
przypomnieć, że MPiPS obiecywał pomoc dla poszkodowanych ze środków
budżetowych.
Samodzielna nie znaczy dowolna
Oprócz SLLGO nieprawidłowościami w ostatnim rozdaniu FIO
interesowała się także Ogólnopolska Federacja Organizacji
Pozarządowych. W korespondencji z OFOP-em ministerstwo dowodzi, że
– zgodnie z procedurą FIO – minister ma prawo do samodzielnej
decyzji.
– Uważamy, że samodzielna nie znaczy dowolna – mówi Anna Mazgal z
Pozarządowego Biura Rzecznictwa i Interwencji, prowadzonego przez
OFOP. Federacja będzie sprawą zajmować się dalej. Nie jest
wykluczone, że skieruje sprawę do prokuratury.
Rada Działalności Pożytku Publicznego rozmawiała o feralnym
konkursie z nowym współprzewodniczącym Rady ze strony rządowej –
ministrem Kazimierzem Kuberskim.
– Sedno problemu tkwi w procedurach, które pozwalały na takie
działania ministra - mówi Tomasz Schimanek z RDPP. - Nikt nie może
odmówić ministrowi prawa do podjęcia ostatecznej decyzji o
przyznaniu dotacji, ale kryteria ich podejmowania powinny mieć
istotne uzasadnienie społeczne, a przede wszystkim powinny być
jawne i podane do wiadomości publicznej na etapie ogłoszenia
konkursu. Jednocześnie minister, nawet kierując się istotnym
interesem społecznym, nie może pomijać aspektów skuteczności i
efektywności wykorzystania przyznanych środków. Jeżeli więc
skuteczność i efektywność projektu została oceniona przez ekspertów
bardzo nisko, to – pomimo jego społecznego znaczenia – taki projekt
nie powinien otrzymać dotacji, gdyż istnieje duże
prawdopodobieństwo, że jego realizacja nie przyniesie spodziewanych
efektów, a środki publiczne na to przeznaczone zostaną zmarnowane –
dodaje Schimanek.
Rada chce powrócić do zgłaszanych wcześniej rozwiązań dotyczących
podejmowania decyzji przez ministra, które jednak do tej pory nie
były akceptowane przez ministerstwo.
Według SLLGO problem leży w sposobie, w jaki pozwolono sobie
rozdać publiczne pieniądze.
- Nie jest ważna ani wielkość kwoty wydanej w wyniku naciągania
zapisów proceduralnych, ani liczba samych dotacji tak przyznanych - mówi Katarzuna Batko-Tołuś. - Przedstawiciele ministrstwa zdają
się nierozumieć, że pieniądze publiczne muszą być wydawane z
należytą ostrożnością. Dla nas jest to sygnał, że kwestia
odpowiedzialności administracji przed społeczeństwem i
rozliczania przez społeczeństwo jest w Polsce pojęciem całkowicie
egzotycznym. MPiPS widzi sprawę FIO jako walkę o większą ilość
pieniędzy i kontynuację do 2013 roku. Tymczasem na FIO
należy spojrzeć też z innych stron – chodzi także o jakość
wydawania tych pieniędzy i zaufanie organizacji do programu. W
tym roku znacznie nadszarpnięte.
Przyszłość FIO
W 2007 roku kończy się trzyletni rządowy program Fundusz Inicjatyw
Obywatelskich. Czy będzie kontynuacja? Nie wiadomo. Co prawda
przygotowano Program Operacyjny Fundusz Inicjatyw Obywatelskich,
który przeszedł już konsultacje społeczne i miał być przyjęty przez
rząd, jednak w budżecie na 2008 rok nie uwzględniono na niego
pieniędzy. Przyczyną są prawdopodobnie nieporozumienia między MPiPS
a Ministerstwem Finansów: MPiPS potraktował PO FIO jako kontynuację
dawnego zadania, A MF - uważa, że jest to zadanie nowe i trzeba
było na nie w inny sposób zaplanować pieniądze w budżecie. Tego nie
uczyniono i pieniędzy nie ma.
Nie udało nam się skontaktować z Departamentem Pożytku Publicznego,
ale z nieoficjalnych informacji wiemy, że przez ostatni tydzień DPP
oraz minister Joanna Kluzik-Rostkowska i minister Kazimierz
Kuberski zabiegali o to, aby jednak w budżecie znalazły się
pieniądze na kontynuację FIO. Prawdopodobnie bez skutku. Członkowie
Rady Działalności Pożytku Publicznego uważają, że w takie j
sytuacji jedynym wyjściem jest upominać się o FIO u kandydatów na
posłow, a potem u nowych posłów - oni mogą zmienić budżet na 2008
rok.
Źródło: inf. własna