14 dobrych obywateli pomaga cudzoziemcom
Dla Swietłany i jej dzieci wywalczyli polskie obywatelstwo. Zbierają pieniądze na operacje dla poparzonej Oksany. Witalija uratowali przed śmiercią
Beacie Puchale, lekarce z Wołomina, skończył się w domu majonez.
Tuż przed Wielkanocą, więc bieda. Poszła do sklepu. - Już
zapłaciłam, gdy zauważyłam pudełko - opowiada. - Była na nim kartka
z prośbą o pomoc dla matki czwórki dzieci chorej na raka. Spytałam,
o kogo chodzi. Sprzedawczyni wzięła mnie za rękę i wyprowadziła
przed sklep. Wskazała na stragan z ubraniami i stojącą przy nim
kobietę. To była właśnie ta matka - Swietłana Jakowlewa z
Ukrainy.
A Beata Puchała działała dalej. Zaalarmowała Związek Ukraińców w Polsce. Oni też zaczęli szukać pomocy dla Swietłany. Zadzwonili m.in. do dziennikarza Kajetana Wróblewskiego, który akurat zbierał materiały do reportażu o Ukraińcach w Polsce. On też złapał za słuchawkę i zaczął obdzwaniać znajomych.
W tej historii pojawia się jeszcze starożytna Grecja i piękny obyczaj miast-państw. W każdym z nich był proksenos - obywatel, który przyjął na siebie obowiązek opieki nad przybyszem z innego miasta-państwa.
Przybyszów z Ukrainy jest nad Wisłą wielu. Ilu? - Nie wie nikt - rozkłada ręce o. Piotr Kuszka, proboszcz parafii greckokatolickiej przy ul. Miodowej.
Kajetan Wróblewski: - Od stu tysięcy do miliona.
Wiaczesław Wojnarowski, konsul generalny Ukrainy w Warszawie: - Od 60 do 320 tys. Najwięcej na Mazowszu, w Zachodniopomorskiem, na Podkarpaciu i w Lubelskiem. Większość nielegalnie. Niektórzy siedzą latami.
Swietłana siedzi już 15. rok. Za jej sprawą dwie Beaty i Kajetan poczuli się proksenosami.
Przypadek Swietłany - 350 tysięcy w trzy tygodnie
Przybysze z Ukrainy tworzą w Polsce niewidzialne miasto - te 300 tys. to jak wszyscy mieszkańcy Lublina. Mają te same problemy i sprawy co "widzialni" Polacy: pracę, utrzymanie rodzin, wykształcenie dzieci, choroby. Kajetan Wróblewski: - Ale ich problemów nikt nie rozwiązuje i nikt nie chce o nich słyszeć.
Kwiecień 2008 r. Czytelników "Gazety" i widzów TVN, TVN 24 i TVP (to skutek telefonów Kajetana do znajomych w tych redakcjach) mobilizuje zbiórka pieniędzy na leczenie 38-letniej Swietłany i dramatyczny apel: szukamy domu dla jej czwórki dzieci. Trzeba go znaleźć, bo Swietłanie nie zostało wiele czasu. W 2007 r. w Wigilię dostała krwotoku. Nie miała na lekarza. Do Centrum Onkologii trafiła dopiero w lutym. Diagnoza była okrutna: rak szyjki macicy, stadium III B. Czyli ostatnie.
Wieść o chorej Ukraince rozeszła się po Wołominie - słoiki-skarbonki stanęły w sklepikach i kioskach. Pomoc płynęła też z Polski. Po dwóch dniach znalazł się szpital, który obiecał trzy przeciwrakowe terapie. W trzy tygodnie zebrano 350 tys. zł na leczenie Swietłany - to była największa w historii Caritasu zbiórka dla jednej osoby. Zgłosiło się też prawie 70 rodzin, które chcą adoptować dzieci Swiety.
Co by się stało ze Swietłaną, gdyby w Polsce nie znalazło się tylu proksenosów? Ludzi, którzy organizowali pomoc i wpłacali pieniądze? - Swietłana już by nie żyła, a dzieci deportowaliby na Ukrainę do domu dziecka - mówi Kajetan Wróblewski.
Setki Ukraińców nie mają tyle szczęścia. Chorują i umierają w Polsce, bo nie mają na lekarza. - Ich trumny wysyłamy do kraju my - mówi konsul Wiaczesław Wojnarowski.
Każdego tygodnia tylko z Mazowsza jest ich kilka.
Przypadek Oksany - walka o sprawne ręce
Ledwie skończyła się medialna kampania w sprawie Swietłany, 20-letnią Oksanę Prots poparzył ogień po zapłonie gazu z butli. Był listopad 2008 r. Gaz wybuchł w mieszkaniu na Targówku, które wynajmowała z matką. Chciały zarobić na odbudowę zniszczonego w pożarze domu pod Lwowem. Oksana zatrudniała się u Wietnamczyków jako krawcowa.
Po wypadku przez miesiąc leżała w śpiączce farmakologicznej na oddziale intensywnej terapii szpitala na Szaserów. Ma ciężko poparzone 65 proc. powierzchni ciała - najbardziej twarz, głowę i ręce. Lekarze zajęli się nią, nie patrząc, czy ma pieniądze na leczenie. Beata Chojnacka i Kajetan Wróblewski zorganizowali zbiórkę publiczną. Udało się zgromadzić ponad 70?tys. zł. To wystarczyło na opłacenie kosztów leczenia na intensywnej terapii. Teraz Oksanę czeka kilka operacji przywracających sprawność w dłoniach. - Organizując pomoc dla Oksany, zrozumieliśmy, że trzeba działać bardziej systemowo. Pojawił się pomysł założenia fundacji - opowiada Kajetan Wróblewski, wyznawca politycznej wizji Jerzego Giedroycia [uważa, że tylko zbliżenie z niepodległą Ukrainą jest gwarancją niezależności obu krajów od Rosji]. - Pomoc obcokrajowcom - tym niechcianym, zza Buga, nielegalnym - wymaga wiele trudu. Potrzebne są upór, konsekwencja, cierpliwość. Mnóstwo wolnego czasu. Pomysły, jak wykorzystać niekorzystne przepisy z korzyścią dla nich. Na razie przyjaźń Polski z Ukrainą wygląda tak, że gdy prezydenci wymieniają uściski, urzędy deportują Ukraińców.
Beata Chojnacka: - Trzeba wymyślać karkołomne podstępy. Na
Swietłanę musieliśmy donieść Straży Granicznej. Dzięki temu w ogóle
zaistniała w urzędowych bazach danych. Do donosu dołączyliśmy
zaświadczenie o stanie jej zdrowia i o urodzonych w Polsce
dzieciach. Nie mogli ich wyrzucić, nie łamiąc umów międzynarodowych
i naszego prawa.
Straż Graniczna dostarczyła wojewodzie dokumenty niezbędne do
wydania Swietłanie zgody na tzw. pobyt tolerowany. I taką zgodę
Swietłana dostała. Donos był jedynym sposobem, by zrobić to w
zgodzie z polskim prawem.
Przypadek Witalija - lekarka chce spać spokojnie
A roboty przybywało. Właśnie okazało się, że pomoc proksenosów jest konieczna, by ocalić życie 26-letniego Witalija Snigura. Starał się o pracę kierowcy w Miejskich Zakładach Autobusowych, które wysłały go na badania kontrolne. Diagnoza: schyłkowa niewydolność nerek. Konieczna jest dializa co trzy dni. Witalij nie był ubezpieczony. Właściciel stacji dializ z Pruszkowa zapowiedział, że odetnie go od aparatury, jeśli nie zacznie płacić.
Znowu trzeba było organizować zbiórkę, alarmować media. Pomogli też lekarze, którzy odmówili odłączenia Witalija od aparatury w stacji dializ. - W nocy muszę spać spokojnie, a rano móc sobie spojrzeć w twarz w lustrze - tłumaczyła "Gazecie" dr Agnieszka Wyszyńska.
Gdy Witalija pokazały "Wiadomości" i "Sprawa dla reportera", właściciel stacji dializ obiecał, że nie przerwie jego leczenia. A dzięki publicznej zbiórce pieniędzy udało się je opłacić na kilka miesięcy naprzód.
Beata Chojnacka: - Witalij ma polskie korzenie. Można zastosować wobec niego zapisane w ustawie zasadniczej tzw. osiedlenie konstytucyjne. Mógłby wtedy zostać w Polsce na stałe.
To - według Wróblewskiego - pozwoliłoby wpisać go na listę oczekujących na przeszczep nerek.
Na drodze znów stanęły przepisy. Beata Chojnacka: - Takiego wniosku nie może złożyć osoba, która przebywa w Polsce nielegalnie. Witalij musi jechać do lwowskiego konsulatu i odstać swoje w kolejce po wizę. Problem w tym, że co 48 godziny musi poddać się dializie. Na Ukrainie nie ma na to szans: są potworne kolejki, trzeba czekać, aż ktoś umrze.
Kajetan Wróblewski: - Wymyśliliśmy, że Witalija, Oksanę i opiekującą się nią matkę zawieziemy na Ukrainę. We Lwowie złożą wnioski o polskie wizy. Wcześniej załatwimy, by były przyznane poza kolejnością. I wrócimy przed następną dializą Witalija.
Pójdziemy do każdego posła
Te historie przekonały ich, że konieczne jest założenie fundacji. Nazwę wymyślił Kajetan: Proksenos.
W akcie notarialnym figurują podpisy 14 osób. Oprócz Beaty Chojnackiej i Kajetana Wróblewskiego jest też m.in. chora na raka Swietłana Jakowlewa i lekarka Beata Puchała, bazylianin o. Piotr Kuszka, szef Związku Ukraińców w Polsce Piotr Tyma, dializująca Witalija dr Agnieszka Wyszyńska, Natalia Krawczuk - dziennikarka wydawanego w Polsce ukraińskiego tygodnika "Nasze Słowo".
4 marca fundację zarejestrował sąd. Tego samego dnia wieczorem na prywatny numer Beaty Chojnackiej zadzwoniła Polka z Nowego Jorku. Chciała przekazać pieniądze dla Swietłany, o której usłyszała w audycji Polskiego Radia. Obiecała, że będzie robić to regularnie.
Proksenosi wsiąkli w fundację. Obowiązki zawodowe zeszły na dalszy plan.
Kajetan: - Zamówione teksty piszę po nocach.
Beata: - Obiady rodzinie gotuję o 5 rano, bo potem jeździmy po urzędach i szpitalach.
Chcą pomagać wszystkim nielegalnym imigrantom. - Pomoc doraźna nie wystarcza. Chcemy wywalczyć zmianę prawa, bo obecne jest niehumanitarne - uważa Kajetan Wróblewski. - Na początek trzeba zmienić absurdalny przepis, który dobrowolnie ujawniających się nielegalnych imigrantów każe deportować z kilkuletnim zakazem wjazdu do Polski. Bez względu na ich sytuację materialną czy zdrowotną.
Beata Chojnacka: - Pójdziemy do każdego posła i urzędnika, który ma wpływ na prawo.
Jako jedyni Polacy biorą udział w projekcie IOM - międzynarodowej organizacji działającej na rzecz migrantów. Na szkoleniach uczą się, jak pomagać cudzoziemcom. Szykują się do złożenia wniosków o granty unijne.
Beata: - Pieniądze przeznaczymy na organizację pomocy prawnej dla cudzoziemców. Ten kraj traktuje imigrantów jak problem, którego trzeba się pozbyć przez deportację. My pomagamy tym ludziom przeżyć.
Fundacja Proksenos poszukuje wolontariuszy i sponsorów. Adres: ul. Kościeliska 7, 03-614 Warszawa, e-mail: [email protected]. Konto: Bank Millennium 93 1160 2202 0000 0001 3427 5357
Dodaj informację do portalu ngo.pl!
Czekamy na Twój artykuł, komentarz, wywiad czy relację. Dotrzyj ze swoją informacją do tysięcy osób, które czytają ngo.pl.
-
●Beata Kubiszyn-Puka
-
●Katarzyna Garbowska
-
●Aneta Maria Pawelczyk-Piłat dla ngo.pl