Turystyka stosowana Międzynarodówki Dysydentów - wspomnienie o Jacku Kuroniu
'Jacek Kuroń… Jacek Kuroń… to pana nazwisko nie jest mi obce… A tu widzę, że pan nie jest nigdzie zatrudniony!'. Na co Jacek pełen oburzenia i ekstremalnie charakterystycznym głosem odparł :'Jak to?! Przecież ja jestem PUBLICYSTĄ!'. I tu trzeba naprawdę użyć wyobraźni, aby ujrzeć iluminację na twarzy plutonowego: 'Oczywiście, panie Jacku! Ja pana znam! Znam pana z Dziennika Telewizyjnego' - wspomnieniem o Jacku Kuroniu, założycielu Solidarności Polsko-Czesko-Słowackiej, podzielił się Ducin - Mieczysław Piotrowski.
Każdy, ale nie podoficer WOP-u, który w kapowniku zapewne miał odnotowane nazwisko groźnego przemytnika, nie zaś międzynarodowego obalacza systemu. Żołnierz rozpromienił się przy legitymowaniu Józka i radośnie zameldował: "O, widzicie panowie, pan Pinior, to przynajmniej studiuje". Józek rezolutnie okazał mu legitymację ze studiów doktoranckich na KUL-u. Przy ostatnim uczestniku spodziewaliśmy się wszystkiego najgorszego, co objawiło się na moich plecach strugami zimnego potu… "Jacek Kuroń… Jacek Kuroń… to pana nazwisko nie jest mi obce… A tu widzę, że pan nie jest nigdzie zatrudniony!". Na co Jacek pełen oburzenia i ekstremalnie charakterystycznym głosem odparł :"Jak to?! Przecież ja jestem PUBLICYSTĄ!". I tu trzeba naprawdę użyć wyobraźni, aby ujrzeć iluminację na twarzy plutonowego: "Oczywiście, panie Jacku! Ja pana znam! Znam pana z Dziennika Telewizyjnego". Wszystko się zgadzało, poza kontekstem…
Ale w sumie nasz plutonowy był równie proroczy, jak rok później Adam Michnik, który w piękny lipcowy dzień rzucił do Havla: "Vašku, Ty się nie trap, ty za dwa lata będziesz prezydentem Czechosłowacji!". Obok stał drugi Vašek, Maly, katolicki ksiądz w konspiracji. Złapałem stosowny wiatr w żagle i namaściłem go na biskupa. Słowa Adam zdecydowanie wcześniej ciałem się stało. Havel nawet dwóch lat nie musiał czekać, Maly troszkę dłużej.
Kończę dygresje i wracam do wydarzeń z sierpnia 1987 roku. Zasapani i zlani potem, najkrótszą drogą, czyli bez zakosów i prosto w górę dotarliśmy na szczyt Borówkowej. Czekamy, czekamy. Wreszcie po niemal godzinie widzimy Havla prowadzącego zastęp znacznie niż nasz liczniejszy. Wita się z Jackiem. Serdecznie przeprasza za spóźnienie i jakby chcąc czynić zadość i pochwalić się znajomością polskich obyczajów politycznych, nadmienia: "No, my w Pradze dobrze wiemy, że sierpień, to jest miesiąc kiedy w Polsce wcale nie pije się alkoholu. Dlatego nie zabraliśmy ze sobą nawet jednej butelki piwa". Czy potraficie wyobrazić sobie twarze polskich delegatów?! Na szczęście Jacek zabrał ze sobą kilkulitrowy termos, który na szczyt trafił na moich plecach.
Wrocław, 17 czerwca 2004 roku
spisał z pamięci Ducin - Mieczysław Piotrowski, Rzecznik Generalny Solidarności
Polsko-Czesko-Słowackiej
Dodaj informację do portalu ngo.pl!
Czekamy na Twój artykuł, komentarz, wywiad czy relację. Dotrzyj ze swoją informacją do tysięcy osób, które czytają ngo.pl.
-
●Dorota Setniewska, ngo.pl
-
●Anna Mucha, Stowarzyszenie MOST
-
●Anna Mucha, Stowarzyszenie MOST
-
●Iwona Danilewicz