Światowy Tydzień Kontynencji. Pacjenci z NTM nie wierzą w dobre intencje ministra zdrowia
Z okazji Światowego Tygodnia Kontynencji, który jest obchodzony w Polsce już po raz dziewiąty, pacjenci zrzeszeni w stowarzyszeniu UroConti zadają sobie pytanie: Czy brak dialogu ze strony Ministerstwa Zdrowia oraz szukanie oszczędności w dziedzinie, która od lat jest niedofinansowana to odpowiedni kierunek, w którym powinien podążać jakikolwiek rząd w Polsce?
Pacjenci z NTM długo oczekiwali na nowelizację rozporządzenia określającego zasady refundacji wyrobów medycznych, które nie uległo zmianie od 1 stycznia 2014 roku. Dlatego niemiłym dla nich zaskoczeniem był projekt, jaki zaprezentował Minister Zdrowia w marcu br. Okazało się, że brak w nim zmian poprawiających dostępność do środków absorpcyjnych (majtki chłonne, pieluchomajtki, pieluchy anatomiczne, wkłady anatomiczne, podkłady). Czarę goryczy przelała informacja, że nadal ginekolog i położnik nie ma być uprawniony do wypisywania zleceń, chyba, że jest ginekologiem onkologicznym. Dopiero po wspólnej interwencji Stowarzyszenia UroConti oraz Polskiego Towarzystwa Ginekologicznego, przy wsparciu Kolegium Lekarzy Rodzinnych w Polsce, do grona personelu medycznego uprawnionego do przepisywania zleceń na pieluchomajtki i zamienniki, zostali dodani lekarze posiadający specjalizację w dziedzinie: ginekologii i położnictwa. Ponadto na listę dopisano również lekarzy medycyny rodzinnej, pediatrii i chorób wewnętrznych.
– O ile lekarze medycyny rodzinnej, pediatrii czy też chorób wewnętrznych mogli wypisywać zlecenia na refundowane środki chłonne posiadając status lekarza POZ, o tyle ginekolodzy byli wyraźnie pominiętą grupą. To właśnie lekarze ginekolodzy najczęściej podejmują się leczenia nietrzymania moczu u kobiet. Absurdem był zakaz wypisywania przez nich wyrobów medycznych będących podstawą higieny przy tej dolegliwości. – komentuje Anna Sarbak, prezes Stowarzyszenia UroConti.
Należy pamiętać również, że w czerwcu ubiegłego roku opublikowano projekt nowelizacji ustawy o refundacji leków, środków spożywczych specjalnego przeznaczenia żywieniowego oraz wyrobów medycznych, która miała regulować na nowo dziedzinę zaopatrzenia w wyroby chłonne. Nowelizacja ustawy wiązała się z dużą nadzieją pacjentów, którzy liczyli na zmiany limitów ilościowych (obecnie 2 szt. na dobę) oraz kryterium chorobowego (z możliwości skorzystania z refundowanych środków absorpcyjnych wykluczeni są pacjenci z wysiłkowym NTM). Nadzieje na większe zmiany zostały bardzo szybko skonfrontowane z zapowiedziami ministra Łandy, że limity wzrosną, ale z oszczędności. – Jakie oszczędności, skoro limity ilościowe i cenowe należą do najniższych w Europie, a kryterium chorobowe wyklucza pacjentów z wysiłkowym NTM? – pyta Anna Sarbak.
Dodatkowo, media zaczęły publikować wypowiedzi ministra Łandy, iż poza refundacją, na rynku otwartym – np. w supermarketach, pieluchomajtkę można nabyć za cenę tak niską, jak 60 groszy. Był to często powtarzany argument przy okazji dyskusji nad reformą refundacji wyrobów medycznych. - W związku z takimi wypowiedziami ministra Łandy, wystosowaliśmy pismo z zapytaniem, gdzie tak tanie produkty można kupić. Niestety, do dnia dzisiejszego nie otrzymaliśmy odpowiedzi. Eksperci, producenci i dystrybutorzy przez nas pytani również nie byli w stanie wskazać takiego miejsca. – mówi Anna Sarbak i dodaje – Jak możemy wierzyć w dobre intencje Ministerstwa Zdrowia, jeżeli resort szerzy nieprawdziwe informacje o pieluchomajtkach za 60 gr?
Po wnikliwej analizie projektu nowelizacji ustawy Stowarzyszenia UroConti doszło do wniosku, iż głównym celem projektu nowelizacji ustawy o refundacji wyrobów medycznych są oszczędności. – O ile możemy to zrozumieć w kontekście wyrobów medycznych kupowanych w ramach leczenia szpitalnego, o tyle nie potrafimy sobie wyobrazić, aby jeszcze oszczędzać na środkach absorpcyjnych. Po analizie tego projektu musimy ze smutkiem stwierdzić, że niesie on za sobą wzrost biurokracji, ryzyko obniżenia jakości środków w refundacji, a także ograniczenie dostępności do nich. Teraz mamy dwie grupy limitowe w środkach chłonnych, a Minister chce nam zafundować ich co najmniej 20, na dodatek zmieniając je co 2 miesiące, tak jak to ma miejsce w lekach. – podsumowuje Anna Sarbak.
Brak dobrych intencji ze strony Ministerstwa Zdrowia zauważono już rok temu, gdy znoszono z dniem 1 lipca 2016 r. wymóg badania urodynamicznego przy wypisywaniu leku na zespół pęcherza nadreaktywnego (OAB). – Pamiętam jak jeszcze w czerwcu 2016 r. informowano, że zniesienie badania jest niemożliwe, gdyż będzie ono oznaczało wzrost wydatków na refundację leków o 270 mln zł rocznie! Dzisiaj dowiadujemy się, ze wydatki wzrosły tylko o 3 mln. Pomimo tego Minister do dzisiaj blokuje poszerzenie listy leków refundowanych w OAB o nowe substancje, które są powszechnie refundowane w Europie. – zauważa prezes UroConti.
Podobna sytuacja dotyczy wniosku złożonego przez UroConti w 2011 r. w sprawie zakwalifikowania świadczenia „neuromodulacja krzyżowa w leczeniu zaburzeń czynności dolnych dróg moczowych, jako świadczenia gwarantowanego, w zakresie leczenia szpitalnego”. – Czekamy już siódmy rok. Jeszcze w grudniu ubiegłego roku byliśmy zapewniani przez ministra Łandę, że od 1 stycznia br. neuromodulacja będzie wreszcie dostępna w Polsce. Mamy czerwiec i znowu musimy konfrontować się z dezinformacją stosowaną przez Ministra Zdrowia. Na ostatnim spotkaniu poinformowano nas, że producent podniósł cenę i negocjacje należy rozpocząć od początku. Wysłaliśmy pytanie do producenta i okazało się, że to nieprawda. Firma Medtronic oświadczyła, że podtrzymuje cenę ustaloną w rekomendacji prezesa AOTMiT z września 2014 roku. Zażądaliśmy w maju spotkania w gronie MZ, konsultant krajowy, producent i my, aby ostatecznie zamknąć sprawę. Do dzisiaj nie otrzymaliśmy odpowiedzi. – komentuje Anna Sarbak.
Równie złe doświadczenia z ostatnich miesięcy ma sekcja prostaty Stowarzyszenia UroConti. Jak zauważa jej przewodniczący, Bogusław Olawski – Nie możemy zrozumieć, jakimi kryteriami kieruje się Minister Zdrowia. Z jednej strony ogłasza nowy program lekowy w leczeniu zaawansowanego raka jelita grubego za 100 milionów złotych, wprowadzając do niego od razu trzy nowoczesne leki, a z drugiej strony, poprzez swoich urzędników publicznie informuje, ze nie ma 700 tysięcy złotych do końca tego roku na poszerzenie już istniejącego programu lekowego w leczeniu zaawansowanego raka prostaty. Tym bardziej jest to zadziwiające, ponieważ monopol w tym programie ma jedna firma farmaceutyczna oferująca jeden lek.
Jak podsumowuje Anna Sarbak – Liczymy, że resort zdrowia wróci do uczciwego dialogu, tak, aby w sposób klarowny i transparentny informować nas o decyzjach. Tylko dzięki temu możliwe będzie odbudowanie zaufania, które obecne kierownictwo resortu zdrowia przez ostatnie 12 miesięcy mocno nadwyrężyło.
Dodaj informację do portalu ngo.pl!
Czekamy na Twój artykuł, komentarz, wywiad czy relację. Dotrzyj ze swoją informacją do tysięcy osób, które czytają ngo.pl.
-
●Agnieszka Pryca-Nalepka, Stowarzyszenie MOST
-
●Dorota Setniewska, ngo.pl
-
●Anna Mucha, Stowarzyszenie MOST
-
●Dorota Setniewska, ngo.pl