Afera Nescaland Kennel wstrząsnęła Polską: 50 skrajnie zaniedbanych psów i szczątki 16 martwych. Hodowla spełniała "najwyższe standardy", była w ZKwP i FCI, a jej właścicielka pełniła funkcję nadzorczą. To nie "wyjątek", lecz dowód, że podział na dobre i złe hodowle to iluzja. Gdy zwierzę staje się produktem, zaczyna się biznes, optymalizacja i cierpienie. Każda hodowla utrwala handel żywymi istotami.
W ostatnim czasie Polską wstrząsnęło (i wciąż wstrząsa) odkrycie dramatu psów rasowych – ofiar w hodowli Nescaland Kennel, prowadzonej przez Katarzynę P. Organizacje odebrały zwierzęta (50 psów) w tragicznym stanie upodlenia, wycieńczenia i schorowania i niestety ujawniły szczątki 16 martwych psów, zamęczonych w tejże zacnej hodowli. Celowo nie bierzemy tego kluczowego zwrotu (zacna hodowla) w cudzysłów, ponieważ to nie ironia – to była ta rzekomo dobra hodowla. Bo jak zapewne wiecie – duża część naszego społeczeństwa daje sobie wciąż wmawiać, że hodowle dzielą się na dobre i na te złe. Tyle, że to jest mydlenie oczu - czas to nazwać z całą stanowczością.
Przecież gdyby nie akcja organizacji ochrony zwierząt, hodowla Katarzyny P. dalej by funkcjonowała w najlepsze. Spełniała te wysokie standardy, poprzez które identyfikowane są „dobre hodowle” była zarejestrowana w Związku Kynologicznym w Polsce (ZKwP), chwalącej się najwyższymi normami jakości, m.in. w związku ze zrzeszeniem w międzynarodowym związku hodowców FCI. Katarzyna P. pełniła bardzo wysoką funkcję w ZKwP - w chwili interwencji była sekretarzem organu nadzoru ZKwP Oddział w Gdyni.
Hodowla i jej właścicielka były znane i szanowane w środowisku. Otrzymywały nagrody etc., a sama Katarzyna P. obdarzona była tak wielkim zaufaniem środowiska, że była jedną z osób, którym powierzono zadania nadzorcze wobec innych. Ideał, prawda? Czy można oczekiwać większej wiarygodności od „dobrej” hodowczyni – producentki zwierząt? A jednak to właśnie u niej odkryto potworne i długotrwałe cierpienie psów. To właśnie u niej doszło do makabry, do totalnego przedmiotowego traktowania psów, wyzysku ich ciał, doszczętnej eksploatacji fizycznej i psychicznej. Gdzie było środowisko hodowców? Gdzie był Związek Kynologiczny w Polsce? Gdzie były koleżanki-hodowczynie?
Teraz środowisko hodowców tzw. zwierząt towarzyszących robi wszystko, by przedstawić tę sytuację jako aberrację, anomalię w stosunku do „dobrych” hodowli. Wzmacnia więc krzykliwie i napastliwie narracje o złych i dobrych hodowlach, deklaratywnie odcinając się od tej „złej”, na którą patrzy cała Polska. Rzecz w tym, że tamta, w której miało miejsce piekło, spełniała ich standardy „dobrej” hodowli i gdyby nie odkrycie organizacji prozwierzęcych – spełniałaby nadal, zwierzęta byłyby rozmnażane, sprzedawane, a te niepotrzebne czy gorsze – skazywane na powolną śmierć. Medale dla „idealnych” psów by się pewnie nadal sypały, właścicielka liczyłaby kasę, zbierała kolejne zamówienia i opierała swoją wiarygodność na aktywnej pracy w ZKwP.
Biznes oparty na wykorzystywaniu zwierząt poprzez ich hodowanie i następnie sprzedawanie za grube pieniądze z zasady jest patologiczny. Każda hodowla zwierząt jest zła, ponieważ każda jedna – nawet taka, w której psy czy koty – są traktowane poprawnie – podtrzymuje, legitymizuje i utrwala system handlu żywymi, żyjącymi istotami – robi z nich biznes, a jeśli jest biznes – jest optymalizacja i wykorzystywanie – i tam zawsze, z zasady jest przestrzeń na okrucieństwo oraz nikczemny wyzysk.
Hodowle psów i kotów rasowych (a także wszystkich innych zwierząt) są z gruntu złe, bo opierają się na produkcji zwierząt w celu ich spieniężania – to całkowicie rzeczowe podejście. Specyficznie odrażające są hodowle właśnie zwierząt tzw. towarzyszących, ponieważ towarzyszy im marketingowa otoczka z jednej strony „najlepszego przyjaciela”, a z drugiej - „idealnego okazu”. Wyprodukować, zbyć, nabyć model idealny, dopasowany do potrzeb – coś jak telefon z dobrą kamerą albo samochód wymarzony przez fana motoryzacji. Pies czy kot może być stuningowany – mieć różnego rodzaju deformacje w ramach wyróżniania się rasy, nie móc przez to prawidłowo oddychać czy poruszać się, być narażony na szereg kontuzji i schorzeń, ale co tam – ważna jest satysfakcja z produktu. A skoro jest popyt, to produkcja trwa i wciska reklamowe kity.
Jak w każdej produkcji – hodowle zwierząt – opierają się na schemacie handlu rzeczami. I jak w każdej produkcji rzeczy – rzeczy się nudzą, zużywają, psują. Potem ludzie piszą pozwy z tytułu rękojmi za wady rzeczy – a to dotyczy przecież chorego psa. Widzicie tę sprzeczność? „Wady rzeczy” – na tym oparte są pozwy przeciwko hodowcom, jeśli zwierzę nie ma oczekiwanych właściwości. Albo wyrzucają owego psa jak śmiecia, a my jako podatniczki utrzymujemy takie zwierzęta w schroniskach.
Dlatego każda hodowla jest zła, niezależnie jak głośno starają to dziś zakrzyczeć ten fakt hodowczynie i hodowcy psów i kotów rasowych!
Marsz Wyzwolenia Zwierząt
Tekst pierwotnie został opublikowany na FB oraz IG kolektywu Marsz Wyzwolenia Zwierząt.
Marsz Wyzwolenia Zwierząt to największa tego typu akcja uliczna w Polsce, będąca odważną manifestacją na rzecz uznania praw wszystkich istot czujących i głośno sprzeciwiającą się ich uciskowi. Tegoroczny Marsz Wyzwolenia Zwierząt odbędzie się 5 września, jak zwykle w Warszawie.
#IdęDlaZwierząt
Źródło: Fundacja "W Imię Zwierząt"