Lepiej się komunikować niż walczyć...
Trwa pierwszy w Polsce Festiwal Komunikacji Społecznej (27 marca – 1 kwietnia 2003), który ma być 'świętem komunikowania się dla wspólnego dobra'. Podczas gdy świat zdaje się komunikować za pomocą bomb, rakiet, karabinów maszynowych i agresywnej retoryki, Fundacja Komunikacji Społecznej pokazuje, że są inne metody i cele komunikacji międzyludzkiej.
Centrum Sztuki Współczesnej na parę dni stało się siedzibą Fundacji. W podziemiach można obejrzeć jej pięcioletni dorobek: plakaty informujące o ważnych problemach społecznych, przypominające niewygodne fakty. Wiele z nich dzięki często drastycznym środkom artystycznym wywołało faktyczny oddźwięk, jak kampania przeciw przemocy w rodzinie (Bo zupa była za słona) czy prowadzeniu samochodu po alkoholu (Piłeś? Nie jedź; Twoja nowa laska po wypadku). Większość to naprawdę niezłe fotografie i w CSW są jak najbardziej na miejscu. Chętni mogą porównać reklamę społeczną w podziemiach z wystawą Nan Goldin 'Devil`s playground'; zdjęcia na niej prezentowane mogłyby być doskonale wykorzystane właśnie na plakatach sygnowanych przez Fundację.
Sobota 29 marca 2003, trzeci dzień festiwalu, została poświęcona obywatelskiej komunikacji społecznej. Pierwszy wykład: “Formatowanie świata, czyli o tym, jak media mogą przyczynić się do promowania wartości oraz ich dewaluacji”, wygłoszony przez Geralda Abramczyka, prezesa Polskiego Stowarzyszenia Public Relations, był bardzo ciekawy, profesjonalny, ale przeznaczony głównie dla studentów dziennikarstwa i młodych piarowcow. Wystarczyło spojrzeć na salę – średnia wieku słuchaczy niewiele przekraczała 23 - 25 lat.
Kolejna pozycja w programie, panel dyskusyjny: “Jak komunikować – o społecznym zaangażowaniu biznesu” wiązała się już ściśle z tematem festiwalu. Zaproszeni goście reprezentowali wszystkie strony, które powinny współpracować, by reklama społeczna była skuteczna: organizacje pozarządowe, media i biznes.
Moderatorka, Agata Stafiej z Fundacji Komunikacji Społecznej, zaczęła od podkreślenia konieczności koalicji tych trzech środowisk. Każda dostarcza innych czynników: NGO-sy wiedzę o problemach społecznych, media – sposób jej przekazania (to, co słuszne i dobre nie jest automatycznie ciekawe), a biznes – środki, by to zrobić.
Ale firmy to nie tylko kieszenie, do których się sięga. Biznes to aktywny twórca życia społecznego, kreator miejsc pracy, mecenas kultury. Musi mieć głos w kampaniach społecznych. Wiele wielkich firm włącza działania na rzecz reklamy społecznej do działu PR, na przykład jako wolontariat pracowniczy – pracownicy agencji reklamowych nieodpłatnie udostępniają swoja wiedzę i talent.
Dowodem na konieczność współpracy NGO-sów, mediów i biznesu jest przypadek kampanii społecznej “Zepsuć humor bandycie”, mającej informować o tym, jak za pomocą prostych środków zapewnić sobie i swojemu mieniu większe bezpieczeństwo. Kilka różnych projektów było pokazywane grupom testowym. Pierwszy miał odpowiednie zdjęcie, hasło i logo sponsora – towarzystwa ubezpieczeniowego Warta S.A, drugi – tylko napis Policja, trzeci – logo Fundacji Komunikacji Społecznej, czwarty był w ogóle bez podpisów. Co się okazało?
Pierwszy projekt wzbudził podejrzenia, że Warta planuje wzrost składki lub że ma na sumieniu aferę korupcyjną, którą chce zatuszować. Drugi – że policja, zamiast przeznaczyć pieniądze na obronę obywateli, wydaje je lekkomyślnie na jakieś plakaty. Co do trzeciego – jako że Fundacja nie jest zbyt dobrze znana - pojawiły się głosy, że to przykrywka dla niezupełnie legalnych organizacji, skrajnie mafii pruszkowskiej. Czwarty – że to początek reklamy zamków antywłamaniowych lub autoalarmów. Dopiero piąty projekt, z wszystkimi trzema logami wzbudził zaufanie odbiorców.
Zatem jak usprawnić współpracę miedzy biznesem, mediami i NGO-sami?
Wiesław Uziebla, honorowy prezes Polskiego Stowarzyszenia Public Relations zwrócił uwagę, że udział biznesu w reklamie społecznej jest wciąż negatywnie postrzegany jako działania czysto pragmatyczne. A tymczasem umieszczenie swojego logo na plakacie będącym głosem w ważnej społecznej dyskusji jest uwiarygodnieniem wizerunku firmy dla przynajmniej pięciu grup odbiorców: udziałowców i wspólników firmy; pracowników; klientów, konkurencji i dostawców; organizacji rządowych i pozarządowych, ustawodawców; oraz dla społeczności lokalnych.
R. Szymanek zauważył, że na świecie społeczna odpowiedzialność biznesu jest pojęciem szeroko stosowanym w praktyce. Firma bierze udział w kampaniach społecznych, bo jej to przynosi wymierne zyski. I to nie tylko w postaci zwiększenia rozpoznawalności logo. Niestety w Polsce firmy mają utrudnione zadanie z powodu niechęci mediów, zwłaszcza publicznych, które nie dostrzegają pozytywnych działań firm oraz panicznie boją się kryptoreklamy.
Anna Potocka z Bussiness Center Club dodała, że docenienie takich niekomercjnych działań przez media pełniłoby dużą rolę edukacyjną. Jesteśmy jeszcze na takim etapie, że niewiele firm może sobie pozwolić na udział w kampaniach społecznych bez gratyfikacji w postaci loga w widocznym miejscu, pokazywanego przez media. Reszta potrzebuje, by im ukazać długoterminowe zyski, nowe możliwości, które taki udział daje. Media wydają się mieć problem z ustaleniem granicy między spnsoringiem a dobroczynnością, między pragmatyzmem a altruizmem. Ale czy trzeba taką granicę wyznaczać?
Stanisław Celmer, dyrektor departamentu reklamy w KRRiTV, przyznał, że zdarzają się przypadki prawdziwie karkołomnych działań, by pokazując reklamę społeczną, ukryć jednocześnie logo sponsora – w obawie o kryptoreklamę właśnie, ale i to powoli się zmienia. Sponsorzy mają prawo do poświadczenia swojego udziału w takich akcjach, a publiczność z drugiej strony ma prawo wiedzieć, kto dał na nie pieniądze. Poprawienie ustawy o wychowaniu w trzeźwości (poprzednia nowelizacja postawiła pod znakiem zapytania sport niepełnosprawnych, sponsorowany prawie w całości przez browary) jest jedną z jaskółek takich zmian.
Mateusz Dzieduszycki z TVP dodał, że decyduje czynnik ludzki, zarówno w biznesie, jak i w mediach. Zdarzają się fanatyczni tropiciele kryptoreklamy, ale też i ludzie, którzy dadzą sobie wytłumaczyć, że w cywilizowanym świecie udział biznesu w reklamach społecznych i pokazywanie tego w telewizji należy do normalnych praktyk. Warto budować koalicje w szczytnym celu. Ale by były one skuteczne, koalicjanci zwłaszcza NGO-sy, muszą przestrzegać pewnych prawidłowości. Po pierwsze, muszą komunikować o istotnych problemach społecznych (to co ważne dla społeczności lokalnych niekoniecznie jest priorytetem dla mediów ogólnopolskich), muszą być atrakcyjne dla odbiorców, a nadawcy muszą być elastyczni (nie powinni się godziny w porze największej oglądalności, mogliby zgodzić się na kilka parominutowych serwisów).
Podsumowując: mimo nieuniknionego przerzucania piłeczki odpowiedzialnści za obecny stan, dyskutanci reprezentujący środowiska mediów, NGO-sów i biznesu patrzyli na przyszłą współpracę raczej optymistycznie.
Jeszcze bardziej optymistyczna jest kończąca Festiwal akcja. Wszyscy chętni mogą przyjść w niedzielę 6 kwietnia 2003do CSW i razem z uczestnikami konferencji puszczać kolorowe papierowe samolociki. Happening jest protestem przeciwko tym dużym i niepapierowym, które ostatnio wydają się być koronnym argumentem międzynarodowej komunikacji.
Dodaj informację do portalu ngo.pl!
Czekamy na Twój artykuł, komentarz, wywiad czy relację. Dotrzyj ze swoją informacją do tysięcy osób, które czytają ngo.pl.
-
●Agnieszka Pryca-Nalepka
-
●Dorota Setniewska, ngo.pl
-
●Anna Mucha, Stowarzyszenie MOST
-
●Dorota Setniewska, ngo.pl