Jest akt oskarżenia w głośnej sprawie. Hanna L. usłyszała zarzuty o znęcanie się nad karpiami
Jest akt oskarżenia w głośnej sprawie zabijania karpi przez wykładowczynię na Uniwersytecie Rolniczym w Krakowie – informuje Fundacja Viva!, która zawiadomiła organy ścigania o podejrzeniu popełnienia przestępstwa.
Teraz sąd zadecyduje, czy Hanna L. jest winna popełnienia przestępstwa z art. 35 ust. 1a ustawy o ochronie zwierząt w związku z art. 66 ust. 2 ustawy o ochronie zwierząt wykorzystywanych do celów naukowych lub edukacyjnych. Tymczasem uczelnia nie dopatrzyła się nieprawidłowości w postępowaniu wykładowczyni i po okresie zawieszenia przywróciła ją do prowadzenia zajęć ze studentami.
Prokuratura Rejonowa Kraków-Prądnik Biały 31 marca 2025 r. skierowała do sądu dla Krakowa-Krowodrzy w Krakowie akt oskarżenia przeciwko Hannie L., wykładowczyni Uniwersytetu Rolniczego w Krakowie. Sprawa dotyczy ujawnionych ponad rok temu przez Fundację Viva! nagrań z zajęć ze studentami. Widać na nich, że wykładowczyni obcina głowę nieogłuszonej rybie, ale też ryby w nienaturalnych pozycjach ciała w brudnej i nienatlenianej wodzie w niewielkim wiadrze.
– Nigdy nie zapomnę chwili, w której pierwszy raz odtworzyłam tamte nagrania – mówi Anna Plaszczyk z Fundacji Viva!. – Zrobiło mi się autentycznie słabo. Nie mogłam uwierzyć, że takie rzeczy mogą się dziać w XXI wieku, w dodatku na kierunku weterynaryjnym. Ale to był dopiero początek horroru – tłumaczy.
Fundacja Viva! opublikowała film w sieci i zawiadomiła prokuraturę o podejrzeniu popełnienia przestępstwa znęcania się nad karpiami. Na uczelni szybko rozpoczęło się śledztwo. Jednak, jak informowały Fundację Viva! osoby związane z uczelnią – dotyczyło ono tego, kto jest autorem filmu, a nie tego, co się działo na zajęciach.
– Szybko ustalono autora nagrania – tłumaczy Plaszczyk. – Student V roku weterynarii zaczął otrzymywać pogróżki, że studiów nie skończy. I w niedługim czasie oblał egzamin, choć kilka miesięcy później sąd uznał, że egzamin zdał. Tymczasem wykładowczyni została zawieszona, ale już w kolejnym roku akademickim przywrócono ją do pracy. Jak udało nam się dowiedzieć, wewnętrzne postępowanie nie ujawniło żadnych nieprawidłowości w jej zachowaniu w stosunku do tych biednych ryb – tłumaczy.
Autor nagrania, kiedy został skreślony z listy studentów – odwołał się od tej decyzji do Wojewódzkiego Sądu Administracyjnego. I sprawę wygrał. Sąd uznał, że student egzamin z chorób zakaźnych psów i kotów zdał, a uczelnia po prostu policzyła mu punkty niezgodnie z zasadami, które sama ustanowiła.
– Co szokujące, Uniwersytet Rolniczy w Krakowie nie umożliwił temu studentowi nadrobienia straconego niemal roku, który minął od skreślenia go z listy studentów do wyroku sądu, a wręcz przeciwnie – mówi mec. Katarzyna Topczewska, reprezentująca Fundację Viva! w tej sprawie.
– Uczelnia odwołała się od wyroku do Naczelnego Sądu Administracyjnego, na którego wyrok trzeba będzie czekać lata. W tym samym czasie wykładowczyni, co do której wciąż toczyło się prokuratorskie śledztwo prowadziła zajęcia z chorób ryb z kolejnym rocznikiem przyszłych lekarzy weterynarii. Mam nieodparte wrażenie, że uczelnia odwraca karpia ogonem, by odwrócić uwagę opinii publicznej od sedna tej sprawy. A sedno jest takie, że na kierunku kształcącym przyszłych lekarzy weterynarii traktowano żywe ryby w sposób, za jaki pracownicy targowisk byli skazywani za znęcanie się nad rybami – tłumaczy.
Wewnętrzne postępowanie na uczelni nie stwierdziło nieprawidłowości.
– Uczelnia tłumaczyła w mediach, że nie ma precyzyjnych wytycznych, dotyczących ogłuszania i zabijania ryb – mówi Anna Plaszczyk.
– Mnie to oburza, że nikt tam się nawet nie pofatygował, żeby to sprawdzić. A precyzyjne wytyczne są. Są to opracowania paneli eksperckich Unii Europejskiej, na przykład Europejskiego Urzędu ds. Bezpieczeństwa Żywności (EFSA) czy Komitetu Doradczego ds. Akwakultury (AAC). Niepokojące jest więc nie tylko to, jak traktuje się zwierzęta na kierunku weterynaryjnym ale też tego czego się tam uczy przyszłych lekarzy. No chyba, że jest to wyrachowana gra o zachowanie twarzy i obronę wykładowczyni, która karpie zabijała bez ogłuszania? – pyta retorycznie.
Fundacja Viva! wykonuje w tej sprawie prawa pokrzywdzonego, a na etapie sądowym będzie oskarżycielem posiłkowym.
– Będziemy walczyć o sprawiedliwy i edukacyjny wyrok w tej sprawie – mówi mec. Topczewska. – To ważne, żeby Polki i Polacy dostali jasny sygnał, że nikomu nie wolno zadawać bólu i cierpienia rybom poprzez zabijanie ich bez ogłuszania. Bez względu na to, czy jest się przysłowiowym Kowalskim, czy naukowcem z uczelni wyższej – tłumaczy.
Wykładowczyni usłyszała zarzuty znęcania się nad karpiami w związku z brakiem zgody Lokalnej Komisji Etycznej ds. doświadczeń na zwierzętach. Nie wiadomo natomiast, czy komisja etyczna wyraziłaby zgodę na zabijanie karpi bez ogłuszenia. Ustawa o wykorzystaniu zwierząt do celów naukowych lub edukacyjnych nakazuje postępować z nimi tak, by maksymalnie ograniczyć ich ból i cierpienie.
Źródło: Międzynarodowy Ruch na rzecz Zwierząt - Viva