Przeglądarka Internet Explorer, której używasz, uniemożliwia skorzystanie z większości funkcji portalu ngo.pl.
Aby mieć dostęp do wszystkich funkcji portalu ngo.pl, zmień przeglądarkę na inną (np. Chrome, Firefox, Safari, Opera, Edge).
Czasowa nie równa się śmieciowa
redakcja portalu Bezrobocie.org.pl
Traktowanie wszystkich pozaetatowych form zatrudnienia jako śmieciowych to zbyt duże uproszczenie, które negatywnie wpływa na sytuację na rynku pracy. Jeśli już coś można uznać za śmieciowe to patologiczne praktyki stosowane przez pracodawców, takie jak zatrudnianie pracowników na czarno, zmuszanie ich do samozatrudnienia itp - uważają eksperci rynku pracy.
Określenie „umowa śmieciowa” zrobiło zawrotna karierę medialną po ogłoszeniu rządowego raportu „Młodzi 2011”. Wynika z niego, że w Polsce funkcjonuje dualny rynek pracy, na którym część pracowników jest „uprzywilejowana” z powodu stałego zatrudnienia (na podstawie umowy o pracę na czas nieokreślony). Cała reszta to osoby pracujące na kontraktach terminowych, a więc nie gwarantujących im stabilności i bezpieczeństwa zatrudnienia. W praktyce do jednego worka wrzucone zostały zarówno kontrakty cywilnoprawne (umowy zlecenie i o dzieło) jak również umowy na czas określony. Wszystkie one zyskały etykietkę umów śmieciowych. Tymczasem według ekspertów rynku pracy to wyjątkowo nietrafne określenie, które zbytnio upraszcza sytuację.
Jak pisze w „
Dzienniku Gazetcie Prawnej” Łukasz Guza, rzeczywiście umowy o pracę na czas określony i kontrakty cywilnoprawne łączy to, że można je łatwo wypowiedzieć. Z osobą zatrudnioną na podstawie np. umowy-zlecenia można się rozstać z dnia na dzień, a z pracownikiem zatrudnionym na czas określony – za dwutygodniowym wypowiedzeniem, bez uzasadnienia. Na tym jednak podobieństwa się kończą. W przeciwieństwie do zleceniobiorców – podkreśla Guza – osoby pracujące na czas określony są objęte kodeksem pracy. Tak jak zatrudnionym na stałe przysługuje im prawo do płatnego urlopu, obowiązuje je ośmiogodzinny dzień i pięciodniowy tydzień pracy. Za nadgodziny otrzymują dodatkowe wynagrodzenie. Firma zawsze musi zgłaszać tych pracowników do ZUS, opłacać ich składki na ubezpieczenia społeczne i zapewnić wstępne, okresowe i kontrolne badania lekarskie – wymienia dziennikarz. Czy takie warunki pracy można nazwać śmieciowymi tylko dlatego, że nie gwarantują zdolności kredytowej?
Zdaniem ekspertów rynku pracy z pewnością śmieciowe nie są same czasowe formy zatrudnienia. Co więcej – jak podkreśla ekonomistka dr Joanna Tyrowicz w wypowiedzi dla „
Gazety Wyborczej” – bezterminowość umów na czas nieokreślony jest ułudą. Realna gwarancja zatrudnienia to nie „dożywocie”, lecz zgodnie z kodeksem od jednego do trzech miesięcy wypowiedzenia w zależności od stażu pracy. Drugą stroną medalu może być jednak to, że liczba czasowych umów pracy w Polsce jest najwyższa w Europie i prawie dwa razy wyższa od średniej europejskiej. Według danych GUS z pierwszego kwartału 2011 roku wynosiła ona aż 27% wszystkich zatrudnionych.
Z kolei Artur Skiba, dyrektor zarządzający firmy rekrutacyjnej Antal International stwierdza na łamach „
Gazety Wyborczej”, że atak na elastyczne formy zatrudnienia, bo o nie tu chodzi, był nie do końca przemyślany. Jego zdaniem takie zatrudnienie to doskonały sposób na start kariery dla młodych, na związanie się z firmą. – Co czwarta elastyczna forma zatrudnienia z czasem zmienia się w umowę o pracę – zaznacza. Jego zdaniem skutki „śmieciowej kampanii” mogą być opłakane. – Pracodawcy opowiadają mi, że coraz częściej kandydaci mają roszczeniową postawę. Młodzi po studiach wolą nawet nie pracować, niż skorzystać z elastycznego zatrudnienia – dodaje.
Zdaniem ekspertów jeśli już coś w ogóle zasługuje na miano umowy śmieciowej, to takie patologiczne praktyki zatrudniania pracowników jak: wymuszone samozatrudnienie, praca na czarno, czy długotrwałe zatrudnienie na podstawie umów cywilnoprawnych zawieranych po to, aby uniknąć rygorów Kodeksu pracy.
Warto jednak podkreślić, że odpowiedzialność za takie praktyki spoczywa nie tylko na samych pracodawcach, którzy minimalizują swoje koszty, ograniczając zatrudnienie stałych pracowników. Jak w rozmowie przeprowadzonej przez „
Politykę” zauważa inspektor pracy, kilka lat temu to sami pracownicy byli inspiratorami zmiany formy zatrudnienia na inną niż etat. W krótszej perspektywie na tym zyskiwali, bo pracodawcy nie musieli za nich opłacać składki ZUS. Z tej szansy korzystali bardzo chętnie zarabiający najwięcej specjaliści.
– Ale ktoś wymyślił, że można pójść jeszcze dalej – zauważa inspektor pracy. – Tak powstały firmy jednoosobowe. Zaczęło się to w branży pracowników fizycznych, zwłaszcza w budowlance. Specjaliści typu hydraulik, elektryk zakładali własną działalność gospodarczą i na własny rachunek robili nadal to samo na rzecz tego samego pracodawcy, zawierając z nim umowę o świadczeniu usług. To było jak epidemia, bo kto nie szedł w tym kierunku, skazany był na porażkę. Po prostu przestawał być konkurencyjny – tłumaczy.
Zamiast więc kruszyć kopie o ograniczenie liczby czasowych umów o pracę, które gwarantują godne warunki jej wykonywania – pisze w „
Dzienniku Gazetcie Prawnej” Łukasz Guza – warto zastanowić się, jak zwalczać patologię obchodzenia Kodeksu pracy.
Dodaj informację do portalu ngo.pl!
Czekamy na Twój artykuł, komentarz, wywiad czy relację. Dotrzyj ze swoją informacją do tysięcy osób, które czytają ngo.pl.
Artykuły opublikowane w portalu ngo.pl prezentują wyłącznie poglądy ich autorów, autorek. Wyrażone w nich opinie, komentarze nie muszą być tożsame z poglądami redakcji.
Przedruk, kopiowanie, skracanie artykułów (lub ich fragmentów) z portalu ngo.pl wymaga zgody redakcji.
-
●
Dorota Setniewska, ngo.pl
-
●
Anna Mucha, Stowarzyszenie MOST
-
●
Anna Mucha, Stowarzyszenie MOST
-