Choroba Addisona – niewidzialna, ale śmiertelnie poważna. Gdy brak wiedzy może kosztować życie
Choroba Addisona to rzadka, ale poważna choroba endokrynologiczna, która zbyt często pozostaje niezdiagnozowana lub lekceważona. Objawy są niespecyficzne, a brak wiedzy może prowadzić do śmiertelnych przełomów nadnerczowych. Pacjenci codziennie mierzą się z niewidzialnym zagrożeniem, walcząc nie tylko o zdrowie, ale i o zrozumienie w systemie ochrony zdrowia.
Cicha choroba o poważnych skutkach
Choroba Addisona, czyli pierwotna niedoczynność kory nadnerczy, należy do schorzeń rzadkich – mówi się o niej bardzo niewiele, co skutkuje trudnościami nie tylko w diagnostyce, ale również w leczeniu i udzielaniu pomocy pacjentom w sytuacjach nagłego pogorszenia stanu zdrowia. Jednakże, gdy uwzględnimy wszystkie przypadki niedoczynności kory nadnerczy, liczba chorych znacząco wzrasta, co czyni ten problem istotnym z punktu widzenia zdrowia publicznego.
Diagnoza choroby to często droga przez mękę – pełna pomyłek, niepewności i cierpienia. Dlatego tak ważna jest edukacja lekarzy i społeczeństwa, aby skrócić ten proces i dać chorym szansę na szybsze leczenie i normalne życie.
Objawy, które łatwo zlekceważyć
Na początku choroba daje bardzo ogólne objawy, często bagatelizowane:
- przewlekłe zmęczenie i osłabienie
- uczucie senności, apatia,
- zaburzenia koncentracji i pamięci,
- obniżony nastrój, depresja lub drażliwość,
- zmniejszenie apetytu,
- niewyjaśniona utrata masy ciała,
- wzmożona potrzeba spożywania soli (słony smak staje się bardziej pożądany),
- nudności, bóle brzucha, biegunki lub zaparcia.
Objawy te mogą się utrzymywać przez wiele miesięcy. Chorzy podają ogromne zmęczenie: niemożliwość przejścia krótkiego odcinka drogi, wejścia po schodach, nie są w stanie podjąć podstawowych codziennych czynności jak chociażby posłanie łóżka. U dzieci wyraźnie widać niechęć do wcześniejszych aktywności fizycznych.
Gdy organizm zaczyna się poddawać
Wraz z pogłębiającym się niedoborem kortyzolu i aldosteronu pojawiają się:
- niskie ciśnienie krwi, szczególnie ortostatyczne (spadek przy wstawaniu),
- ciemniejsze zabarwienie skóry i błon śluzowych (hiperpigmentacja, zwłaszcza na łokciach, kolanach, dłoniach, dziąsłach),
- bóle mięśni i stawów,
- osłabienie mięśniowe,
- pragnienie i odwodnienie,
- hipoglikemia (niskie poziomy cukru),
- zaburzenia miesiączkowania u kobiet,
- utrata owłosienia łonowego i pachowego (szczególnie u kobiet).
Jeśli choroba nie zostanie rozpoznana i leczona, może dojść do nagłego i zagrażającego życiu stanu:
- ostra niewydolność krążenia (wstrząs),
- silne wymioty, biegunka, odwodnienie,
- bardzo niskie ciśnienie krwi, utrata przytomności,
- zaburzenia elektrolitowe (hiponatremia, hiperkaliemia),
- śpiączka, a nawet zgon, jeśli nie zostanie wdrożone leczenie.
Przełom nadnerczowy bywa pierwszym momentem, kiedy choroba jest rozpoznawana – ale wtedy sytuacja jest już dramatyczna.
Leczenie – codzienne balansowanie
Leczenie chorych na niedoczynność kory nadnerczy (NKN) – w tym chorobę Addisona – polega na dożywotnim uzupełnianiu hormonów (kortyzolu, aldosteronu, androgenów), których organizm nie jest w stanie już sam produkować. Jest to tzw. leczenie substytucyjne. Celem terapii jest odtworzenie naturalnego rytmu dobowego wydzielania hormonów nadnerczowych, zapewnienie dobrej jakości życia i zapobieganie kryzysom nadnerczowym.
Pacjenci muszą nauczyć się samodzielnie modyfikować dawki w sytuacjach zwiększonego stresu fizjologicznego: infekcje, gorączka, zabiegi chirurgiczne, silny stres, urazy, egzaminy, zabiegi stomatologiczne.
Konsekwencje braku świadomości na temat schorzenia mogą być tragiczne i stanowią istotny problem. Chorzy na niedoczynność kory nadnerczy na co dzień muszą przyjmować hormony zastępcze, a w sytuacjach stresu fizjologicznego (uraz, infekcja, silny stres) grozi im przełom nadnerczowy – ostry stan bezpośredniego zagrożenia życia. W takim przypadku niezbędne jest natychmiastowe podanie hydrokortyzonu, który dla tych pacjentów jest lekiem ratującym życie, porównywanym do adrenaliny dla osoby we wstrząsie anafilaktycznym. Każda zwłoka oznacza gwałtowne pogorszenie – spadek ciśnienia, zaburzenia świadomości, na końcu zapaść.
Zamiast pomocy – brak reakcji
Pacjent w przełomie nadnerczowym jest pacjentem w stanie nagłym, który nie może czekać. Niestety, z relacji chorych wynika, że zazwyczaj nie otrzymują należytej pomocy. W mediach społecznościowych naszego Stowarzyszenia (https://www.facebook.com/chorobaaddisona/) pacjenci dzielą się wstrząsającymi historiami ignorowania ich stanu przez personel medyczny. Zdarza się, że chory z wyraźnymi objawami przełomu nadnerczowego trafia na SOR, ale jego dolegliwości są bagatelizowane – podanie hydrokortyzonu bywa opóźnione lub całkowicie pominięte. A ostry przełom nadnerczowy może rozwinąć się w 2 godziny! W skrajnych przypadkach pacjent bywa nawet odesłany do domu z zaleceniem „odpoczynku i nawadniania”, zamiast otrzymać natychmiastowe leczenie. Konsekwencją takiego postępowania może być tragiczny finał – gwałtowne pogorszenie stanu, nieodwracalne powikłania, a nawet zgon.
Dla zobrazowania powagi sytuacji przytoczę jeden z niedawnych incydentów: jedna z chorych, znajdując się w stanie zagrożenia przełomem, nie otrzymała na czas hydrokortyzonu, mimo przedłożenia ratownikom karty zaleceń postępowania w przełomie nadnerczowym podpisanej przez endokrynologa. Na tę sytuację zareagował na naszą prośbę małopolski NFZ. Tego typu rażące zaniedbanie mogło skończyć się śmiercią pacjentki. Takie historie niestety nie są odosobnione. Chorzy na niedoczynność żyją w ciągłym poczuciu niepewności – każdy dzień zaczynają z myślą, czy w razie nagłego kryzysu zdrowotnego spotkają się ze zrozumieniem personelu medycznego. Wielu z nas nie rozstaje się z zestawem ratunkowym z hydrokortyzonem oraz specjalną kartą informacyjną, obawiając się, że w nagłym przypadku zamiast pomocy spotka ich niedowierzanie, bagatelizowanie objawów czy wręcz odmowa leczenia. Jak widać i to jest nieskuteczne.
Pacjenci z chorobą niedoczynności nadnerczy czują się niewidoczni w systemie ochrony zdrowia, który nie dostrzega ich potrzeb. Jest to sytuacja skrajnie stresująca – osoba w stanie zagrożenia życia musi nierzadko błagać o podanie leku ratującego życie, który zgodnie z procedurami powinien być oczywistością.
Brak dostępu do leczenia ratującego życie
Mało tego złotym standardem na świecie jest wypisywanie zdiagnozowanego pacjenta do domu z darmowym dla niego zastrzykiem 100 mg hydrokortyzonu ratującym życie. Zastrzyk ten, podobnie jak w Polsce, składa się z proszku i rozpuszczalnika. Wszyscy muszą nauczyć się 10 kroków – aż tylu niestety – by wykonać zastrzyk. Za granicą organizowana są szkolenia, gdzie pacjenci na pomarańczach uczą się wstrzykiwania. W Polsce mamy wyraźny opór przed przepisywaniem zastrzyku pacjentom. Można powiedzieć, że u części lekarzy jest to oczywiste, podczas, gdy duża grupa w ogóle nie dopuszcza takiej możliwości. Wspomniany hydrokortyzon do iniekcji nie jest refundowany dla chorych. Nie rozumiemy tego oporu, skoro chorzy na cukrzycę mają przepisywany glukagon, osoba zagrożona wstrząsem anafilaktycznym – adrenalinę. Dlaczego tak dużej grupie chorych na niedoczynność nadnerczy odmawia się tego prawa. Odnosząc ten problem do tego, co napisałam powyżej, proszę sobie wyobrazić lęk przed niewiedzą i brak zastrzyku, który może zapobiec przełomowi lub też pozwoli na bezpieczne przybycie na SOR i komfort ochrony życia podczas oczekiwania.
Leki nie dla pacjentów
Jakby tego było mało, to w Polsce mamy dwie firmy produkujące hydrokortyzon. Jedna z nich - tabletki 20 mg, co w ogóle nie jest przeznaczone dla tej grupy chorych, ponieważ malutka dawka dzielona jest na pół, a chorzy często potrzebują 2,5 mg. Druga – 10 mg, też dzielona tylko na pół. W innych państwach są dawki 2,5 mg, 5 mg. W Polsce MZ odesłało mnie do producenta, co oczywiście adresat prośby zignorował. Jest monopolistą z lekiem o różnej skuteczności, co podkreślają sami lekarze. Pacjenci wybierają często ten pierwszy, bo działa lepiej, tym samym albo przedawkowują, albo dosłownie rozdrabniają i „liżą” okruszki, nie mając pewności, co do dawki jaką przyjmują. Pacjenci z NKN potrzebują precyzyjnego dostosowania dawki hydrokortyzonu do rytmu dobowego kortyzolu, często w kilku porcjach dziennie (np. rano większa dawka, po południu mniejsza, wieczorem jeszcze mniejsza).
Tabletki 10 mg trudno podzielić dokładnie na 2, 3 lub 4 równe części, co utrudnia indywidualizację leczenia. Nie są do tego przystosowane technologicznie. Można więc powiedzieć, że jedyny lek w Polsce, ratujący życie chorym każdego dnia tak naprawdę nie jest w ogóle dostosowany do tego, by leczenie było bezpieczne dla pacjenta. Należy wspomnieć tu o dzieciach, które przyjmują m.in. dawki 1 mg. One dostają częściowo refundowany robiony aptecznie hydrokortyzon w opłatkach. Powinny mieć go za darmo, jak ich starsi koledzy przyjmujący już dostępną na rynku tabletkę. Ponadto polski Hydrokortyzon to klasyczny hydrokortyzon o krótkim czasie działania – oznacza to konieczność przyjmowania kilku dawek dziennie, by utrzymać poziom kortyzolu zbliżony do fizjologicznego. Brakuje w nim innowacyjnej formuły o przedłużonym działaniu (np. jak w preparacie Plenadren), która lepiej odwzorowuje naturalny rytm wydzielania kortyzolu. Te negocjacje MZ również pozostawił chorym, informując, że to nie leży w jego kompetencjach. Nikt nie posłucha tu chorego, ponieważ firmy nie są przekonane, że refundację otrzymają, a proces rejestracji jest żmudny i kosztowny.
Dezinformacja i mity wokół kortyzolu.
Finałem dla tej przykrej historii jest obecna moda na obniżanie kortyzolu. Dla chorych na NKN kortyzol nie jest wrogiem; to hormon startu i życia – jak mówią o nim lekarze. Tego typu informacje utrwalają przekonanie, że „kortyzol to zły hormon” lub że „sterydy są toksyczne” – co może prowadzić do złego zrozumienia leczenia NKN wśród otoczenia chorych.
Wspólnie możemy to zmienić
Stowarzyszenie na rzecz osób z chorobą Addisona i niedoczynnością nadnerczy od początku swojego istnienia podejmuje działania, by zmienić ten stan rzeczy. Promujemy wiedzę na temat choroby Addisona i innych niedoczynności nadnerczy oraz uwrażliwiamy środowisko medyczne na te rzadkie choroby. Z inicjatywy naszego Stowarzyszenia oraz przy wsparciu Konsultanta Krajowego w dziedzinie Endokrynologii, prof. Marka Ruchały, do szpitalnych oddziałów ratunkowych trafiło oficjalne pismo przypominające procedury postępowania w przełomie nadnerczowym i zalecające personelowi medycznemu respektowanie dokumentów okazywanych przez pacjentów (kart zaleceń, bransoletek itp.)
Mimo tych wysiłków wciąż otrzymujemy sygnały, że świadomość na temat choroby Addisona wśród części lekarzy i ratowników jest niewystarczająca.
Choroba Addisona to nie tylko wyzwanie medyczne, ale także społeczne i systemowe. Pacjenci potrzebują nie tylko leków i procedur, ale przede wszystkim zrozumienia i szybkiej, adekwatnej reakcji personelu medycznego. Wspólnie możemy poprawić ich codzienność – wystarczy wiedza, empatia i gotowość do działania. Udostępniaj, edukuj, reaguj – bo ta świadomość może uratować życie.
-
Niedoczynność kory nadnerczy
pdf ・848.2 kB
-
Przełom nadnerczowy - postępowanie
pdf ・1.02 MB
-
Karta medyczna dorosłych - noszą ją przy sobie
pdf ・123.23 kB
-
Karta medyczna dzieci
pdf ・152.73 kB
-
Ulotka dla ratowników meycznych
pdf ・176.38 kB