Przeglądarka Internet Explorer, której używasz, uniemożliwia skorzystanie z większości funkcji portalu ngo.pl.
Aby mieć dostęp do wszystkich funkcji portalu ngo.pl, zmień przeglądarkę na inną (np. Chrome, Firefox, Safari, Opera, Edge).
Publicystyka
Bernadeta Waszkielewicz, Andrzej Stankiewicz, 'Ja jestem królem umierających', Rzeczpospolita 27 sierpnia 2002 roku
Bernadeta Waszkielewicz, Andrzej Stankiewicz
Dziś pogrzeb Marka Kotańskiego. Jaki był 'człowiek, który pomagał ludziom'?
Życie Marka Kotańskiego zatoczyło koło. Dziś, 27 sierpnia 2002, najbliżsi staną przy jego trumnie w warszawskim kościele św. Stanisława Kostki przy placu Wilsona. Ten plac miał w jego życiu znaczenie szczególne - tam lata temu Kotański, wówczas osiemnastoletni chłopak, był świadkiem wydarzenia, które wywarło wpływ na całe jego życie. Widział, jak umiera człowiek. Koła tramwaju przecięły ciało niemal na pół. - Podszedłem do niego. Byłem z nim, kiedy umierał - opowiadał później.
Kotański nie był łatwy. Bluźnił jak szewc, był cholerykiem, potrafił się wściekać z "kotańską furią". Właśnie wtedy się wściekł. - Powiedziałam mu: "Może pan się nazywa Kotański, może pan coś stworzył, ale ja nawet panu nie pozwolę krzyczeć". Marek się uśmiechnął i zapytał: "A czy ty mnie kochasz?".
Więcej w Rzeczpospolitej
Kotański nie był łatwy. Bluźnił jak szewc, był cholerykiem, potrafił się wściekać z "kotańską furią". Właśnie wtedy się wściekł. - Powiedziałam mu: "Może pan się nazywa Kotański, może pan coś stworzył, ale ja nawet panu nie pozwolę krzyczeć". Marek się uśmiechnął i zapytał: "A czy ty mnie kochasz?".
Więcej w Rzeczpospolitej
Źródło: Rzeczpospolita
Przedruk, kopiowanie, skracanie artykułów (lub ich fragmentów) z portalu ngo.pl wymaga zgody redakcji.
Artykuły opublikowane w portalu ngo.pl prezentują wyłącznie poglądy ich autorów, autorek. Wyrażone w nich opinie, komentarze nie muszą być tożsame z poglądami redakcji.